Gość (37.30.*.*)
Wizja przeniesienia się w czasie z bagażem nowoczesnej technologii i wiedzy to jeden z najbardziej fascynujących motywów w literaturze i kinie. Scenariusz, w którym lądujesz w Europie między XVI a XIX wiekiem z drukarnią, zapasem papieru, złotem i nowoczesnymi lekami, brzmi jak przepis na zostanie nowym władcą kontynentu. Jednak rzeczywistość historyczna, socjologiczna i polityczna tamtych czasów mogłaby brutalnie zweryfikować takie plany. Przyjrzyjmy się, ile w tym pomyśle jest realnej szansy na sukces, a ile czystej fantastyki.
Dysponowanie 1100 ryzami papieru (czyli ponad pół milionem arkuszy) oraz własną drukarnią to w XVI czy XVII wieku potężna broń. W tamtym okresie informacja była towarem luksusowym, a proces druku – choć znany od czasów Gutenberga – wciąż był stosunkowo powolny i kosztowny. Posiadając własne zapasy, mógłbyś zalać rynek ulotkami, broszurami czy książkami promującymi nowe idee: od zasad demokracji, przez nowoczesną higienę, aż po zaawansowaną ekonomię.
Pojawia się jednak kluczowy problem: analfabetyzm. W XVI wieku czytać potrafiła tylko wąska elita – duchowieństwo i szlachta. Twoje idee musiałyby być przekazywane w formie obrazkowej lub trafiać do ludzi, którzy już mają władzę i niekoniecznie chcą ją oddać. Co więcej, każda treść uderzająca w panujący porządek (kościół lub monarchię) błyskawicznie ściągnęłaby na Ciebie uwagę inkwizycji lub królewskich szpiegów. W tamtych czasach "wolność słowa" nie istniała, a za szerzenie wywrotowych myśli groził stos lub szubienica.
Zapas polopiryny (kwasu acetylosalicylowego) to Twój największy as w rękawie. W świecie, gdzie zwykłe przeziębienie lub zapalenie stawów mogło wyłączyć człowieka z życia na tygodnie, lek uśmierzający ból i zbijający gorączkę byłby uznany za cud. Mógłbyś zyskać miano wielkiego uzdrowiciela, co otworzyłoby Ci drzwi na dwory królewskie.
Z kolei prądnica i koła wodne to elementy, które mogłyby zrewolucjonizować lokalny przemysł, ale... tylko pod warunkiem, że wiedziałbyś, jak zbudować do nich odbiorniki. Sama prądnica bez żarówek, silników elektrycznych czy izolowanych przewodów jest jedynie ciekawostką. W XVI wieku mogłaby zostać uznana za narzędzie czarnoksięskie, co zamiast władzy, przyniosłoby Ci wyrok śmierci. W XIX wieku natomiast, w dobie rewolucji przemysłowej, Twoja przewaga technologiczna byłaby znacznie mniejsza, bo świat już wtedy pędził ku nowoczesności.
Tutaj pojawiają się największe schody. Choć 1–2 kg złota brzmi dumnie, w skali budowania państwa to kropla w morzu potrzeb. Dla porównania:
Złoto szybko by się skończyło, a Twoja grupa zbrojna z armatami, choć skuteczna w potyczkach, nie utrzymałaby terytorium przeciwko regularnej armii liczącej dziesiątki tysięcy żołnierzy. Własny kraj wymaga nie tylko siły, ale przede wszystkim legitymizacji. W tamtych wiekach władza pochodziła "z nadania Bożego" lub z wielowiekowej tradycji rodowej. Jako przybysz znikąd, bez błękitnej krwi, byłbyś traktowany jak uzurpator i bandyta, którego należy jak najszybciej wyeliminować.
Zapas alkoholu w tamtych czasach byłby doskonałą walutą i środkiem dezynfekującym, ale nie zbudujesz na nim imperium. Prawdziwym wyzwaniem byłaby logistyka. Twoja drukarnia potrzebuje farby, części zamiennych i napraw. Twoje armaty potrzebują prochu i kul, których nie wyprodukujesz w garażowych warunkach bez rozwiniętej chemii i metalurgii.
Jeśli Twoja wiedza ograniczałaby się tylko do tego, co masz w podręcznikach, szybko stałbyś się celem ataku. Każdy lokalny władca chciałby przejąć Twoje "magiczne" przedmioty, niekoniecznie zostawiając Cię przy życiu.
Mimo tych wszystkich trudności, odpowiedź brzmi: tak, ale niekoniecznie poprzez założenie państwa. Zamiast próbować zostać królem, skuteczniejszą strategią byłoby zostać "szarą eminencją".
Założenie własnego kraju w Europie między XVI a XIX wiekiem byłoby niemal niemożliwe dla pojedynczego człowieka, nawet z Twoim ekwipunkiem. Europa była zbyt gęsto "poszatkowana" wpływami potężnych rodów i Kościoła. Jednak Twoje dziedzictwo w postaci upowszechnionej wiedzy mogłoby sprawić, że świat, do którego byś wrócił (gdybyś mógł), byłby technologicznie i społecznie o wiele bardziej zaawansowany.
Standardowa ryza papieru to 500 arkuszy. 1000 ryz to pół miliona kartek. Gdybyś chciał wydrukować na tym książki o objętości 200 stron, mógłbyś wypuścić nakład około 2500 egzemplarzy (zakładając druk dwustronny i brak strat). W XVI wieku taki nakład jednej książki byłby absolutnym bestsellerem na skalę europejską! Twoja zdolność do masowej produkcji informacji byłaby wtedy porównywalna do dzisiejszego posiadania platformy takiej jak X (Twitter) czy Facebook na własność.