Gość (83.4.*.*)
Wydarzenia Grudnia ’70 to jedna z najtragiczniejszych kart w powojennej historii Polski. Choć obrazy czołgów na ulicach Gdańska czy Gdyni oraz brutalne starcia z milicją mogą przywodzić na myśl stan wojenny, to z formalnego i prawnego punktu widzenia w 1970 roku nie wprowadzono stanu wojennego. To rozróżnienie jest niezwykle istotne, ponieważ termin ten nierozerwalnie kojarzy się nam z rokiem 1981 i generałem Wojciechem Jaruzelskim.
Mimo braku oficjalnego ogłoszenia stanu wojennego, sytuacja na Wybrzeżu była dramatyczna, a działania władz miały charakter skrajnie represyjny i militarny. Przyjrzyjmy się bliżej, jak wyglądały mechanizmy władzy w tamtym czasie i dlaczego doszło do tak krwawej pacyfikacji.
Zamiast ogłaszania stanu wojennego, ówczesne Biuro Polityczne KC PZPR, z Władysławem Gomułką na czele, zdecydowało się na inne rozwiązanie prawne. 15 grudnia 1970 roku Rada Ministrów podjęła tajną uchwałę nr 108/70. Dokument ten dawał organom porządkowym (Milicji Obywatelskiej i wojsku) prawo do „użycia broni palnej przeciwko osobom dokonującym zamachów na życie i zdrowie obywateli, mienie społeczne i osobiste oraz obiekty publiczne”.
W praktyce był to wyrok na protestujących robotników. To właśnie na mocy tej uchwały wojsko wyszło z koszar, a żołnierze otrzymali ostrą amunicję. Choć formalnie nie zawieszono praw obywatelskich w całym kraju, jak miało to miejsce w 1981 roku, to na terenie objętym protestami panował de facto stan oblężenia.
Choć nie był to stan wojenny, liczba zaangażowanych sił zbrojnych była porażająca. Do stłumienia protestów w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Elblągu skierowano:
Dla przeciętnego mieszkańca Wybrzeża różnica między „stanem wojennym” a „akcją porządkową” była niezauważalna – na ulicach stały posterunki, wprowadzono godziny milicyjne, a w powietrzu czuć było zapach gazu łzawiącego i dymu z płonących budynków (m.in. gmachu KW PZPR w Gdańsku).
Mieszanie Grudnia ’70 ze stanem wojennym z Grudnia ’81 wynika z kilku podobieństw. W obu przypadkach kluczową rolę odegrało wojsko, w obu przypadkach za sznurki pociągała ta sama partia, a jedną z głównych postaci w obu wydarzeniach był Wojciech Jaruzelski (w 1970 roku jako Minister Obrony Narodowej).
Jednak różnica prawna jest zasadnicza: w 1981 roku stan wojenny objął całą Polskę, zawieszono działalność związków zawodowych, wprowadzono internowania na masową skalę i oficjalnie przejęto władzę przez Wojskową Radę Ocalenia Narodowego (WRON). W 1970 roku była to „jedynie” brutalna pacyfikacja robotniczych buntów, która doprowadziła do zmiany na szczytach władzy – Gomułkę zastąpił Edward Gierek.
Tragedia w Gdyni, znana jako „Czarny Czwartek” (17 grudnia 1970), była wynikiem tragicznego splotu wydarzeń i cynizmu władzy. Dzień wcześniej wicepremier Stanisław Kociołek wezwał robotników w telewizyjnym wystąpieniu do powrotu do pracy. Gdy ludzie posłuchali i rano wyszli z pociągów SKM, by udać się do stoczni, zostali ostrzelani przez wojsko, które miało rozkaz nie wpuszczać nikogo na teren zakładu. To właśnie wtedy zginął Zbyszek Godlewski, o którym później powstała słynna „Ballada o Janku Wiśniewskim”.
Brak formalnego stanu wojennego nie umniejsza skali tragedii. Według oficjalnych danych (które przez lata próbowano tuszować lub zaniżać), podczas tłumienia protestów w grudniu 1970 roku:
Podsumowując, w 1970 roku nie wprowadzono stanu wojennego, ale brutalność aparatu państwowego i użycie regularnej armii przeciwko własnym obywatelom sprawiły, że wydarzenia te stały się jednym z najmroczniejszych symboli PRL-u, torując drogę do późniejszych zrywów wolnościowych.