Gość (37.30.*.*)
Wyobraźnia ludzka nie zna granic, a pytania z serii „co by było, gdyby” często prowadzą nas w rejony biologii, o których na co dzień wolelibyśmy nie myśleć. Choć wizja zamiany miejscami ust i odbytu brzmi jak scenariusz z surrealistycznego horroru lub czarnej komedii, z punktu widzenia fizjologii i ewolucji jest to fascynujący (choć makabryczny) eksperyment myślowy. Aby zrozumieć, dlaczego taki układ byłby katastrofalny, musimy przyjrzeć się temu, jak zaprojektowany jest nasz układ pokarmowy.
Nasz organizm to w gruncie rzeczy długa, wyspecjalizowana rura, która zaczyna się otworem gębowym, a kończy odbytowym. Ewolucja dopracowała ten system tak, aby procesy zachodziły w konkretnej kolejności: rozdrabnianie, trawienie kwasowe, wchłanianie składników odżywczych, odzyskiwanie wody i wreszcie wydalanie.
Gdybyśmy po prostu „zamienili końcówki”, cały ten system musiałby działać pod prąd. Układ pokarmowy posiada system zastawek i mięśni (zwanych zwieraczami), które pilnują, aby treść przesuwała się tylko w jednym kierunku. Ruch ten nazywamy perystaltyką. Odwrócenie tego procesu oznaczałoby, że organizm musiałby przepychać pokarm przez jelito grube (które nie jest przystosowane do trawienia świeżego jedzenia) aż do żołądka, co byłoby biologicznie niewydajne i niezwykle bolesne.
Gdyby Twoje usta znajdowały się tam, gdzie obecnie jest odbyt, proces jedzenia stałby się logistycznym koszmarem. Po pierwsze, grawitacja przestałaby być Twoim sprzymierzeńcem. Podczas przełykania w normalnych warunkach, grawitacja pomaga jedzeniu trafić do żołądka. W nowym układzie pokarm musiałby być transportowany pionowo w górę przez całą długość tułowia.
Co więcej, usta są wyposażone w zęby, język i ślinianki. Ślina zawiera enzymy (np. amylazę), które zaczynają trawić węglowodany już w momencie żucia. Umieszczenie tego całego aparatu na dole oznaczałoby, że proces trawienia zaczynałby się w miejscu, które ewolucyjnie jest przeznaczone do magazynowania odpadów i odzyskiwania wody.
Usta to nie tylko narzędzie do jedzenia, ale także centrum komunikacji i kluczowy element naszych zmysłów. Zamiana miejscami ust i odbytu niosłaby za sobą drastyczne skutki dla życia społecznego:
W świecie przyrody istnieją organizmy, dla których brak rozróżnienia na „wejście” i „wyjście” jest normą. Parzydełkowce, takie jak meduzy czy ukwiały, posiadają tzw. układ pokarmowo-naczyniowy z tylko jednym otworem. Służy on zarówno do pobierania pokarmu, jak i do wydalania niestrawionych resztek. U ludzi jednak, ze względu na stopień skomplikowania metabolizmu i długość jelit, taki system jest po prostu niemożliwy do utrzymania.
Z czysto technicznego punktu widzenia, bez całkowitej przebudowy wnętrza organizmu (odwrócenia kierunku perystaltyki jelit, zmiany położenia żołądka i wątroby), człowiek z zamienionymi otworami nie byłby w stanie przeżyć. Jelito grube, które znalazłoby się „na początku” drogi pokarmowej, nie posiada kosmków jelitowych zdolnych do wchłaniania aminokwasów czy cukrów prostych. Organizm po prostu umarłby z głodu, nawet jeśli udałoby się mechanicznie dostarczyć pokarm do środka.
Dodatkowo, zwieracz odbytu na twarzy nie posiadałby zdolności do precyzyjnej artykulacji dźwięków, co wykluczyłoby mowę, a usta na dole nie byłyby w stanie pełnić funkcji ochronnych, jakie pełni odbyt (utrzymywanie szczelności i kontrolowane wydalanie gazów).
Podsumowując, taka zamiana to nie tylko problem estetyczny czy społeczny, ale przede wszystkim całkowita blokada procesów życiowych. Nasza anatomia jest wynikiem milionów lat optymalizacji, gdzie każdy centymetr „rury” ma swoje ściśle określone zadanie, którego nie da się łatwo zastąpić.