Jakie masz pytanie?

lub

W jaki sposób przedsiębiorcy w Polsce i w Czechach, zawierający umowy z osobami prowadzącymi jednoosobową działalność gospodarczą, zabezpieczają się przed ich zakwestionowaniem oraz przekształceniem w stosunek pracy i na ile skuteczne są te rozwiązania?

ryzyko pozornego samozatrudnienia zabezpieczenie umów B2B unikanie stosunku pracy
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Relacje biznesowe oparte na modelu B2B (Business-to-Business) to w Polsce i Czechach chleb powszedni, szczególnie w branżach takich jak IT, marketing czy doradztwo. Choć dla obu stron jest to często rozwiązanie korzystne finansowo, niesie ze sobą istotne ryzyko prawne: zarzut tzw. pozornego samozatrudnienia. Organy kontrolne w obu krajach polują na sytuacje, w których kontrakt B2B w rzeczywistości maskuje standardowy stosunek pracy. Przedsiębiorcy wypracowali jednak szereg metod, które mają ich chronić przed kosztownymi skutkami przekwalifikowania umowy.

Jak polscy przedsiębiorcy unikają pułapki etatu

W Polsce kluczowym punktem odniesienia jest Kodeks pracy, a konkretnie art. 22, który definiuje cechy stosunku pracy. Jeśli osoba wykonuje pracę określonego rodzaju pod kierownictwem pracodawcy, w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym, to mamy do czynienia z etatem – niezależnie od tego, co widnieje na papierze. Aby się zabezpieczyć, polskie firmy stosują kilka sprawdzonych trików konstrukcyjnych w umowach.

Po pierwsze, kluczowa jest klauzula substytucji. W umowie B2B często pojawia się zapis, że wykonawca może powierzyć wykonanie zlecenia osobie trzeciej. W klasycznym stosunku pracy jest to niemożliwe (pracownik musi pracować osobiście). Obecność takiego zapisu, o ile nie jest on martwy, stanowi silny argument przeciwko uznaniu relacji za stosunek pracy.

Po drugie, unika się zapisów o podległości służbowej. Zamiast „poleceń służbowych” mówi się o „wskazówkach” lub „koordynacji projektowej”. Przedsiębiorcy dbają też o to, by samozatrudniony sam decydował o czasie i miejscu wykonywania zadań. Jeśli programista pracuje z domu na własnym laptopie i sam ustala godziny pracy, ryzyko zakwestionowania umowy drastycznie spada.

Švarcsystém, czyli czeskie podejście do samozatrudnienia

W Czechach zjawisko ukrytego stosunku pracy doczekało się nawet własnej nazwy – Švarcsystém. Nazwa pochodzi od nazwiska przedsiębiorcy Miroslava Švarca, który w latach 90. spopularyzował ten model. Czeskie organy kontrolne (Inspekcja Pracy) są pod tym względem bardzo rygorystyczne, a kary finansowe za obchodzenie prawa pracy mogą sięgać milionów koron.

Czescy przedsiębiorcy, podobnie jak polscy, stawiają na podkreślanie niezależności kontrahenta. Kluczowym elementem jest tutaj korzystanie z własnych narzędzi pracy. Jeśli „kontrahent” przychodzi do biura, siada przy firmowym komputerze i używa firmowego oprogramowania, dla czeskiego urzędu jest to ewidentny sygnał, że mamy do czynienia z pracownikiem, a nie niezależnym podmiotem gospodarczym.

Dodatkowo w Czechach dużą wagę przywiązuje się do dywersyfikacji przychodów. Przedsiębiorca, który ma tylko jednego klienta przez wiele lat, jest na „celowniku”. Dlatego firmy często sugerują (lub wręcz wymagają), aby ich kontrahenci realizowali drobne zlecenia również dla innych podmiotów, co ma udowodnić ich rynkową samodzielność.

Skuteczność zabezpieczeń w starciu z rzeczywistością

Czy te wszystkie zapisy w umowach faktycznie działają? Odpowiedź brzmi: to zależy od praktyki, a nie tylko od treści dokumentu. Zarówno w Polsce, jak i w Czechach obowiązuje zasada prymatu faktycznego wykonywania pracy nad treścią umowy. Oznacza to, że nawet najlepiej sformułowany kontrakt nie pomoże, jeśli w codziennej pracy „szef” rozlicza „kontrahenta” z każdej minuty spędzonej przy biurku.

W Polsce skuteczność zabezpieczeń jest relatywnie wysoka, dopóki sprawa nie trafi do sądu pracy z powództwa samego samozatrudnionego (np. po konflikcie z firmą) lub nie zostanie wszczęta kontrola ZUS. Zakład Ubezpieczeń Społecznych coraz częściej analizuje umowy B2B pod kątem unikania składek, ale zazwyczaj skupia się na przypadkach ewidentnych, gdzie osoba z dnia na dzień przeszła z etatu na samozatrudnienie u tego samego pracodawcy, wykonując te same obowiązki.

W Czechach ryzyko jest oceniane jako nieco wyższe ze względu na bardzo aktywne działania Państwowej Inspekcji Pracy (Státní úřad inspekce práce). Czeskie sądy bywają jednak po stronie przedsiębiorców, jeśli ci potrafią wykazać, że relacja opierała się na realizacji konkretnego wyniku (dzieła), a nie na samym „procesie pracy”.

Ciekawostka: Unijna rewolucja na horyzoncie

Warto wspomnieć o nadchodzących zmianach na poziomie Unii Europejskiej. Dyrektywa w sprawie poprawy warunków pracy osób pracujących za pośrednictwem platform internetowych może rzucić nowe światło na B2B nie tylko w branży kurierskiej czy przewozowej. Wprowadza ona domniemanie stosunku pracy, jeśli spełnione zostaną określone kryteria kontroli nad wykonawcą. Choć dotyczy to głównie platform, eksperci przewidują, że duch tych przepisów może wpłynąć na orzecznictwo w ogólnych sprawach dotyczących samozatrudnienia w całej UE.

Podsumowanie najważniejszych różnic i podobieństw:

Cecha Polska (JDG) Czechy (OSVČ)
Główne ryzyko Przekwalifikowanie przez ZUS/Sąd Pracy Švarcsystém i wysokie kary od Inspekcji Pracy
Kluczowe zabezpieczenie Klauzula substytucji, brak podległości Własne narzędzia, wielu klientów
Elastyczność Wysoka, popularna w IT i usługach Średnia, pod silnym nadzorem organów
Kontrole Głównie ZUS (pod kątem składek) Głównie Inspekcja Pracy (pod kątem legalności)

Przedsiębiorcy w obu krajach muszą więc balansować na cienkiej linii. Najskuteczniejszą metodą ochrony pozostaje dbanie o to, by relacja B2B faktycznie różniła się od etatu – nie tylko w paragrafach, ale przede wszystkim w codziennej komunikacji i sposobie rozliczania efektów pracy.

Podziel się z innymi: