Gość (37.30.*.*)
Wiele osób wyobraża sobie pracę notariusza na wzór filmów kryminalnych: po śmierci spadkodawcy odczytywany jest testament w obecności wszystkich zainteresowanych, a kancelaria sama kontaktuje się z rodziną, by przekazać radosną (lub nie) nowinę. Rzeczywistość w Polsce wygląda jednak nieco inaczej. Notariusz nie jest „detektywem” ani urzędnikiem, który na bieżąco monitoruje rejestry zgonów swoich klientów. To, czy dowiesz się o spadku, zależy w dużej mierze od inicjatywy osób bliskich lub samych spadkobierców.
Podstawową kwestią, którą należy wyjaśnić, jest fakt, że notariusz nie otrzymuje automatycznych powiadomień z urzędów stanu cywilnego o zgonie osób, które sporządziły u niego testament. Dokument taki może leżeć w kancelaryjnym sejfie przez dziesięciolecia. Dopóki ktoś nie zgłosi się do notariusza z odpisem aktu zgonu, urzędnik może w ogóle nie mieć świadomości, że procedura spadkowa powinna zostać rozpoczęta.
W praktyce oznacza to, że notariusz nie podejmuje samodzielnych działań „z urzędu”, aby odnaleźć spadkobierców natychmiast po śmierci testatora. Inicjatywa leży po stronie rodziny lub osób, które przypuszczają, że mogą być powołane do spadku.
Sytuacja zmienia się w momencie, gdy notariusz dowie się o śmierci spadkodawcy i wejdzie w posiadanie testamentu (lub już go posiada w swoich aktach). Zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania cywilnego, notariusz (lub sąd) ma obowiązek dokonać tzw. otwarcia i ogłoszenia testamentu.
Dopiero na tym etapie pojawia się realny obowiązek informacyjny. Jeśli notariusz otworzy testament, powinien w miarę możliwości zawiadomić osoby, których dotyczą rozrządzenia testamentowe (czyli spadkobierców, zapisobierców). Kluczowe jest tu jednak sformułowanie „w miarę możliwości”. Jeśli w testamencie nie ma aktualnych danych kontaktowych, a notariusz nie jest w stanie ich łatwo ustalić, proces ten może być utrudniony.
Aby uniknąć sytuacji, w której testament zostaje „zapomniany”, w Polsce funkcjonuje Notarialny Rejestr Testamentów (NORT). Jest to elektroniczna baza danych, w której notariusz – na życzenie klienta – rejestruje informację o sporządzonym dokumencie.
Warto wiedzieć, że w NORT nie znajduje się treść testamentu, a jedynie informacja, w której kancelarii został on złożony. Dzięki temu po śmierci danej osoby każdy, kto ma interes prawny (np. potencjalny spadkobierca), może udać się do dowolnego notariusza i poprosić o sprawdzenie, czy zmarły zostawił testament i gdzie go szukać. To znacznie ułatwia sprawę, gdy rodzina wie, że „coś było spisane”, ale nie ma pojęcia, u którego notariusza.
To najtrudniejszy scenariusz. Jeśli testament nie został zarejestrowany w NORT, a spadkodawca trzymał go w tajemnicy lub przechowywał w domu w ukryciu, notariusz nie ma fizycznej możliwości, by o nim wiedzieć. W takim przypadku najczęściej dochodzi do dziedziczenia ustawowego (według kodeksu, a nie woli zmarłego).
Jeśli jednak testament wypłynie po latach, może dojść do podważenia wcześniejszych postanowień o stwierdzeniu nabycia spadku. W polskim prawie testament ma pierwszeństwo przed dziedziczeniem ustawowym, niezależnie od tego, jak dużo czasu upłynęło od śmierci, o ile dokument jest ważny.
Notariusz przechowuje oryginał testamentu przez 10 lat w swojej kancelarii. Po tym czasie dokumenty trafiają do archiwum ksiąg wieczystych przy właściwym sądzie rejonowym. Jeśli więc szukasz testamentu osoby, która zmarła dawno temu, a kancelaria już nie istnieje, Twoim celem powinno być właśnie archiwum sądowe.
Podsumowując, notariusz nie pełni roli aktywnego poszukiwacza spadkobierców z własnej inicjatywy. Jego działania są reakcją na dostarczenie aktu zgonu lub zapytanie ze strony osób zainteresowanych. Dlatego tak ważne jest, aby za życia poinformować zaufane osoby o fakcie sporządzenia testamentu lub zadbać o jego wpis do rejestru NORT.