Gość (37.30.*.*)
Pojęcie „monodramu balowego” może brzmieć nieco tajemniczo, ponieważ w klasycznej teorii teatru rzadko występuje jako sztywno zdefiniowany gatunek. Jeśli jednak spojrzymy na styki teatru, tańca towarzyskiego i performansu, odkryjemy fascynujący świat widowisk jednoosobowych, które czerpią garściami z estetyki balów. Choć częściej spotykamy się z terminem „monodram baletowy” lub po prostu spektaklem teatru tańca, to formy skupione wokół klimatu balu – z jego elegancją, konwenansami i samotnością w tłumie – zajmują wyjątkowe miejsce w sztuce współczesnej.
W tradycyjnym ujęciu monodram to sztuka, w której na scenie występuje tylko jeden aktor. Kiedy dodamy do tego przymiotnik „balowy”, przenosimy się w sferę, gdzie ruch, kostium i specyficzna atmosfera wielkiego wyjścia stają się równorzędnymi partnerami tekstu. W takich spektaklach artysta często wciela się w postać uczestnika balu, debiutantki, wodzireja lub osoby sprzątającej salę po wielkiej fecie.
Nie jest to jedynie taniec do muzyki walca. To głęboka opowieść, w której kroki taneczne służą do wyrażenia emocji, których nie da się ubrać w słowa. Często granica między teatrem a tańcem zaciera się tutaj całkowicie, tworząc formę hybrydową, niezwykle wymagającą kondycyjnie i warsztatowo.
Tworzenie monodramu opartego na estetyce balowej to ogromne wyzwanie, ale i szansa na przekazanie treści, które w tradycyjnym dramacie mogłyby umknąć. Istnieje kilka kluczowych powodów, dla których twórcy sięgają po tę formę:
W literaturze i teatrze motyw balu od zawsze służył jako metafora przemijania. Słynne „bal maskowy” czy „ostatni walc” to symbole końca pewnej epoki. Monodram balowy często wykorzystuje ten motyw, by opowiedzieć o starości, utraconych szansach lub nostalgii za światem, który już nie istnieje.
Wyobraźmy sobie pustą salę z jedną, lśniącą kulą dyskotekową lub ciężkim, kryształowym żyrandolem. Na środku stoi postać w fraku lub wieczorowej sukni. Spektakl może zacząć się od nerwowych przygotowań przed lustrem, a skończyć na ekstatycznym, samotnym tańcu do wyimaginowanej muzyki.
W takich produkcjach kluczową rolę odgrywa rekwizyt. Może to być porzucona rękawiczka, kieliszek szampana czy krzesło, które w wyobraźni widza (i bohatera) staje się tanecznym partnerem. To właśnie ta interakcja z nieobecnym „tłumem” sprawia, że monodramy balowe są tak magnetyczne – widz staje się podglądaczem intymnych chwil kogoś, kto próbuje zachować fason w świecie pełnym pozorów.
Warto zaznaczyć różnicę. Monodram baletowy (często nazywany solo dance) opiera się głównie na technice tańca klasycznego lub współczesnego i rzadko zawiera partie mówione. Monodram balowy (lub o tematyce balowej) częściej kładzie nacisk na narrację aktorską, gdzie taniec towarzyski jest elementem inscenizacji, a nie jedynym środkiem przekazu.
Choć nie znajdziemy w każdym mieście teatru dedykowanego wyłącznie „monodramom balowym”, to festiwale teatrów jednoosobowych coraz częściej goszczą artystów, którzy łączą te dwie dziedziny. Jest to odpowiedź na współczesne poszukiwania w sztuce – dążenie do interdyscyplinarności i szukanie nowych sposobów na opowiedzenie starej jak świat historii o człowieku i jego potrzebie bycia zauważonym.