Gość (37.30.*.*)
Relacje międzyludzkie przypominają skomplikowany taniec, w którym każdy z nas przyjmuje określoną rolę. Zapewne nie raz zauważyłeś, że w grupie znajomych czy w pracy naturalnie wyłania się lider, podczas gdy inni wolą trzymać się w cieniu i dostosowywać do narzuconego tempa. Psychologia od dekad stara się zgłębić ten fenomen, szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego jedni z nas czują wewnętrzny przymus przewodzenia, a inni najlepiej odnajdują się w roli wykonawców. Okazuje się, że nie ma jednej, prostej przyczyny – to raczej miks biologii, wychowania i ewolucji.
Z perspektywy psychologii ewolucyjnej skłonność do dominacji lub uległości nie jest błędem systemu, lecz strategią przetrwania, która towarzyszy nam od tysięcy lat. W pierwotnych społecznościach hierarchia była niezbędna do zachowania porządku i bezpieczeństwa. Dominacja pozwalała na lepszy dostęp do zasobów, takich jak pożywienie czy bezpieczne schronienie, ale wiązała się z ogromnym ryzykiem – lider musiał walczyć i chronić grupę.
Z kolei uległość, choć często kojarzona negatywnie, była (i jest) niezwykle skuteczną strategią adaptacyjną. Osoby uległe unikały bezpośrednich konfliktów z silniejszymi jednostkami, co zwiększało ich szanse na przeżycie i pozostanie wewnątrz bezpiecznej grupy. W tym ujęciu oba te style zachowania są komplementarne – grupa składająca się z samych liderów pogrążyłaby się w chaosie walki o władzę, a grupa samych naśladowców mogłaby nie przetrwać bez wyraźnego kierunku działania.
Psycholodzy zwracają również uwagę na czynniki biologiczne, które determinują nasz temperament. Kluczową rolę odgrywają tu hormony, a konkretnie testosteron i kortyzol. Badania sugerują, że osoby o wysokim poziomie testosteronu częściej wykazują zachowania dominujące, dążą do rywalizacji i mają większą potrzebę osiągnięć.
Ciekawym aspektem jest jednak tzw. "profil lidera", w którym wysoki testosteron łączy się z niskim poziomem kortyzolu (hormonu stresu). Taka kombinacja pozwala zachować zimną krew w sytuacjach kryzysowych i pewnie podejmować decyzje. Z kolei wyższy poziom kortyzolu może sprzyjać postawom uległym, ponieważ organizm jest bardziej wyczulony na potencjalne zagrożenia i konflikty, co skłania do wycofywania się i szukania kompromisu za wszelką cenę.
Nie bez znaczenia pozostaje środowisko, w którym dorastamy. Alfred Adler, jeden z pionierów psychologii głębi, uważał, że każdy człowiek rodzi się z poczuciem niższości, a całe nasze późniejsze życie jest próbą skompensowania tego stanu. Dominacja może być więc formą nadkompensacji – próbą udowodnienia światu swojej wartości poprzez sprawowanie władzy.
Z kolei teoria przywiązania mówi o tym, jak relacja z opiekunami w dzieciństwie kształtuje nasze dorosłe postawy.
Warto też wspomnieć o modelowaniu – dzieci często kopiują zachowania rodziców. Jeśli w domu jeden z rodziców był skrajnie dominujący, dziecko może przejąć ten wzorzec lub wręcz przeciwnie – stać się skrajnie uległe jako mechanizm obronny.
Współczesna psychologia cech często posługuje się modelem Wielkiej Piątki, aby opisać różnice między ludźmi. W tym kontekście skłonność do dominacji jest silnie powiązana z dwoma wymiarami:
Czy wiesz, że dominacja i uległość nie zawsze są cechami stałymi? Psychologia społeczna wskazuje na istnienie tzw. "hierarchii płynnych". Ta sama osoba może być dominującym szefem w biurze, ale całkowicie uległym partnerem w domu lub na odwrót. Wszystko zależy od tego, w jakiej roli się aktualnie znajdujemy i jakie kompetencje posiadamy w danej dziedzinie.
W naszej kulturze często gloryfikuje się dominację, utożsamiając ją z sukcesem, podczas gdy uległość bywa postrzegana jako słabość. Psycholodzy podkreślają jednak, że zdrowa uległość (rozumiana jako zdolność do kooperacji i słuchania innych) jest fundamentem stabilnych społeczeństw. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy te postawy stają się sztywne i ekstremalne – toksyczna dominacja prowadzi do tyranii, a patologiczna uległość do utraty własnej tożsamości i asertywności.
Zrozumienie, skąd biorą się te tendencje, pozwala nam lepiej zarządzać własnymi relacjami. Wiedząc, że nasza potrzeba kontroli może wynikać z lęku, a skłonność do ustępowania z chęci bycia akceptowanym, możemy świadomie pracować nad balansem, który pozwoli nam na zdrowe funkcjonowanie w grupie.