Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że siedzisz ze starym znajomym przy kawie, a on nagle zaczyna opowiadać o tym, jak dziesięć lat temu, podczas wspólnych wakacji, o mało nie utonęliście w jeziorze. Opisuje zimną wodę, panikę i moment, w którym ratownik wyciągnął was na brzeg. Problem w tym, że... ty tego zupełnie nie pamiętasz. Jednak po chwili zastanowienia zaczynasz „widzieć” te obrazy. Przypominasz sobie kolor kąpielówek ratownika i ten specyficzny zapach mułu. Gratulacje – właśnie padłeś ofiarą (prawdopodobnie nieświadomej) implantacji fałszywego wspomnienia. Psychologia mówi jasno: to nie tylko możliwe, ale wręcz przerażająco łatwe.
Większość z nas wierzy, że pamięć działa jak rejestrator: nagrywamy wydarzenie, chowamy taśmę do szuflady i wyjmujemy ją, gdy chcemy coś sobie przypomnieć. Psycholodzy, tacy jak słynna badaczka Elizabeth Loftus, od dekad udowadniają, że to całkowita błąd. Nasza pamięć jest rekonstrukcyjna. Za każdym razem, gdy coś wspominamy, nasz mózg na nowo składa te puzzle, a przy okazji może dodać elementy, których tam nigdy nie było.
Wspomnienia są plastyczne i podatne na sugestie. Można je porównać do artykułu w Wikipedii – każdy, kto ma odpowiednie „uprawnienia” (czyli kogo darzymy zaufaniem), może dopisać tam zdanie, które z czasem uznamy za fakt.
Jednym z najsłynniejszych dowodów na to, jak łatwo wszczepić komuś wspomnienie, jest eksperyment Elizabeth Loftus z lat 90. Badaczka przekonała grupę osób, że jako dzieci zgubili się w centrum handlowym. Wykorzystała do tego pomoc ich rodzin. Bliscy opowiadali badanym o trzech prawdziwych wydarzeniach z dzieciństwa i jednym zmyślonym – właśnie o zgubieniu się w sklepie.
Efekt? Około 25% uczestników nie tylko „przypomniało sobie” to wydarzenie, ale zaczęło wzbogacać je o własne, niezwykle szczegółowe detale, takie jak wygląd starszej pani, która im pomogła, czy lęk, który wtedy czuli. Co najciekawsze, robili to z pełnym przekonaniem, mimo że sytuacja nigdy nie miała miejsca.
Odpowiedź brzmi: tak. W rzeczywistości nie potrzeba do tego skomplikowanych technik psychologicznych ani hipnozy. Wystarczy mechanizm zwany efektem dezinformacji. Jeśli znajomy, któremu ufasz, będzie regularnie powtarzał jakąś historię, wplatając w nią drobne, realistyczne kłamstwa, Twój mózg może zacząć je przyswajać jako własne doświadczenia.
Istnieje kilka czynników, które sprawiają, że „wszczepienie” wspomnienia przez znajomego jest prostsze:
Głównym winowajcą jest zjawisko, które psycholodzy nazywają błędem monitorowania źródła (source monitoring error). Nasz mózg świetnie zapamiętuje treść informacji, ale bardzo słabo radzi sobie z zapamiętywaniem tego, skąd ta informacja pochodzi.
Jeśli usłyszysz historię od kolegi, Twój mózg zapisze jej obraz. Po pewnym czasie zapomnisz, że to kolega ci o tym opowiedział, a sam obraz pozostanie w głowie. Podczas próby przypomnienia sobie tamtego okresu, mózg „wyłowi” ten obraz i błędnie przypisze go do kategorii „moje własne przeżycie”.
Zjawisko fałszywych wspomnień występuje też na skalę masową i nazywane jest Efektem Mandeli. Tysiące ludzi na całym świecie jest święcie przekonanych, że Nelson Mandela zmarł w więzieniu w latach 80. (w rzeczywistości wyszedł na wolność, został prezydentem i zmarł w 2013 roku). Innym przykładem jest postać z gry Monopoly – wiele osób „pamięta”, że nosi on monokl, choć w rzeczywistości nigdy go nie miał.
Całkowita obrona przed fałszywymi wspomnieniami jest niemal niemożliwa, ponieważ jest to naturalna cecha ludzkiego umysłu. Możemy jednak zachować zdrowy sceptycyzm. Psycholodzy sugerują, by w sytuacjach spornych szukać zewnętrznych dowodów – zdjęć, pamiętników czy relacji innych świadków.
Warto też pamiętać, że im bardziej emocjonalne i szczegółowe jest wspomnienie, tym wcale nie musi być ono bardziej prawdziwe. Badania nad tzw. „wspomnieniami fleszowymi” (np. gdzie byłeś, gdy dowiedziałeś się o ataku na WTC) pokazują, że choć jesteśmy ich pewni w 100%, często mylimy się co do kluczowych faktów już po kilku miesiącach od zdarzenia.
Podsumowując, fałszywe wspomnienia to nie scenariusz z filmu science-fiction, ale codzienność naszej psychiki. Znajomy może „wszczepić” nam historię zupełnie niechcący, po prostu źle coś zapamiętując i przekazując nam swoją wersję wydarzeń z dużą pewnością siebie. Nasz mózg, szukając spójności, po prostu dopisze resztę scenariusza.