Gość (83.4.*.*)
Wyobraźmy sobie świat, w którym Adolf Hitler, sfrustrowany ogromnymi kosztami i relatywnie niską skutecznością militarną „broni odwetowej”, decyduje się zamknąć projekt V-2 w 1943 roku. Zamiast tysięcy rakiet spadających na Londyn i Antwerpię, zasoby te zostają przekierowane na produkcję myśliwców odrzutowych i wzmocnienie obrony przeciwlotniczej. Choć losy III Rzeszy były już wtedy przesądzone, ta jedna decyzja mogłaby wywołać efekt domina, który całkowicie zmieniłby oblicze powojennego świata, zamieniając zimną wojnę w krwawy, bezpośredni konflikt między niedawnymi sojusznikami.
Gdyby projekt V-2 nie istniał lub został porzucony, alianci i Sowieci nie mieliby czego „kraść” pod koniec wojny. W naszej rzeczywistości słynna Operacja Paperclip (USA) oraz jej radziecki odpowiednik, Operacja Osoawiachim, polegały na przejmowaniu niemieckiej technologii rakietowej i wywożeniu naukowców, takich jak Wernher von Braun. To właśnie na bazie V-2 powstały pierwsze pociski balistyczne dalekiego zasięgu (ICBM).
Bez tej technologii w 1945 roku:
W 1945 roku Winston Churchill zlecił opracowanie planu ataku na ZSRR, znanego jako „Operacja Unthinkable”. W naszej linii czasowej plan odrzucono, bo uznano, że Armia Czerwona jest zbyt potężna, a Europa zbyt zmęczona wojną. Jednak w scenariuszu bez V-2 i z opóźnionym rozwojem rakiet, dynamika sił mogła wyglądać inaczej.
Gdyby III Rzesza zamiast na rakiety postawiła na konwencjonalną obronę, wojna w Europie mogłaby potrwać kilka miesięcy dłużej. To z kolei mogłoby doprowadzić do jeszcze głębszych tarć między Stalinem a Trumanem o podział stref wpływów. Bez widma rakiet nuklearnych, które mogłyby spaść na Waszyngton czy Moskwę w kilka minut, pokusa „rozwiązania problemu komunizmu/kapitalizmu” raz na zawsze mogła przeważyć nad dyplomacją.
Jeśli doszłoby do bezpośredniego starcia, świat zobaczyłby konflikt o skali trudnej do wyobrażenia:
Warto wiedzieć, że projekt V-2 kosztował III Rzeszę więcej niż Amerykanów Projekt Manhattan (budowa bomby atomowej). Mimo to, rakiety te zabiły więcej osób podczas ich produkcji (w obozach pracy, np. Mittelbau-Dora) niż w wyniku samych eksplozji w Londynie. Rezygnacja z tego projektu mogła realnie przedłużyć opór Niemiec, co paradoksalnie mogło doprowadzić do zrzucenia bomby atomowej na Berlin zamiast na Hiroszimę.
Gdyby konflikt USA-ZSRR stał się „gorący” w wyniku braku technologicznego przeskoku, jaki dało V-2, dzisiejszy świat wyglądałby zupełnie inaczej:
Bez rakiet balistycznych (ICBM), wojna między USA a ZSRR w latach 40. byłaby starciem na wyniszczenie, przypominającym II wojnę światową, ale z użyciem broni atomowej jako „super-artylerii”. Choć brak V-2 opóźniłby erę rakietową, to bezpośredni konflikt prawdopodobnie doprowadziłby do całkowitego zniszczenia Europy i upadku jednego z mocarstw znacznie wcześniej niż w 1991 roku.
Nie możemy jednak zweryfikować, czy USA zdecydowałyby się na użycie broni atomowej przeciwko ZSRR na taką skalę, by wygrać wojnę błyskawicznie. Moja baza wiedzy opiera się na analizach historycznych planów takich jak „Dropshot” czy „Totality”, które sugerują, że Amerykanie brali pod uwagę scenariusz nuklearnej zagłady radzieckich miast, ale brak środków przenoszenia (rakiet) czynił te plany niezwykle ryzykownymi.
W ostatecznym rozrachunku, rezygnacja z V-2 mogła paradoksalnie sprawić, że politycy poczuliby się „bezpieczniej” z myślą o wojnie konwencjonalnej, co doprowadziłoby do katastrofy, której zimna wojna, dzięki wzajemnemu szachowaniu się rakietami, zdołała uniknąć.