Gość (93.159.*.*)
Stewart Granger to postać, która w złotej erze Hollywood uosabiała wszystko, co najlepsze w kinie przygodowym: charyzmę, nienaganne maniery i niezwykłą sprawność fizyczną. Choć dziś jego nazwisko może nie być tak rozpoznawalne jak Marlona Brando czy Humphreya Bogarta, w latach 40. i 50. XX wieku był jednym z najjaśniejszych punktów na filmowym nieboskłonie. Brytyjski aktor, który podbił Amerykę, stał się symbolem bohatera „płaszcza i szpady”, potrafiącego z równą gracją władać szpadą, co uwodzić najpiękniejsze kobiety ekranu.
Urodził się 6 maja 1913 roku w Londynie jako James Lablache Stewart. Szybko jednak zorientował się, że świat filmu ma już jednego Jamesa Stewarta – i to takiego, który zdobywał Oscary. Aby uniknąć pomyłek z amerykańskim gwiazdorem, młody aktor przyjął nazwisko panieńskie swojej babki, stając się Stewartem Grangerem.
Swoją karierę zaczynał na deskach teatrów, ale to kino upomniało się o niego najgłośniej. W Wielkiej Brytanii zyskał status gwiazdy dzięki tzw. „melodramatom Gainsborough” – filmom kostiumowym, które w czasie II wojny światowej dawały widzom upragnioną ucieczkę od szarej rzeczywistości. Jego popularność na Wyspach była tak ogromna, że Hollywood po prostu nie mogło go zignorować.
W 1950 roku Granger podpisał kontrakt z wytwórnią MGM i przeniósł się do USA. To właśnie tam narodziła się jego legenda jako niezrównanego bohatera akcji. Stewart Granger nie był typem aktora, który tylko „wyglądał” – on naprawdę angażował się w sceny kaskaderskie.
Jego najważniejszym osiągnięciem w tym gatunku pozostaje rola w filmie „Scaramouche” (1952). Finałowy pojedynek na szpady w tym filmie trwa ponad sześć minut i do dziś uważany jest za jeden z najdłuższych i najlepiej dopracowanych technicznie w historii kina. Co ciekawe, Granger uczył się szermierki tak intensywnie, że w wielu scenach nie potrzebował dublera, co dodawało filmowi niesamowitego realizmu.
Inne wielkie hity z jego udziałem to:
Granger był znany nie tylko z talentu, ale i z burzliwego życia osobistego. Był trzykrotnie żonaty, a jego najsłynniejszym związkiem było małżeństwo z piękną aktorką Jean Simmons. Para wystąpiła razem w kilku filmach i przez lata uchodziła za jedną z najbardziej stylowych par Hollywood.
Aktor miał opinię osoby bezpośredniej, a czasem wręcz trudnej we współpracy. Nie bał się krytykować scenariuszy czy decyzji producentów, co z jednej strony budziło respekt, a z drugiej – czasem zamykało mu drzwi do niektórych projektów. Mimo to, jego urok osobisty sprawiał, że publiczność go uwielbiała. Miał w sobie tę rzadką mieszankę brytyjskiego dystansu i hollywoodzkiego blasku.
Czy wiedzieliście, że Stewart Granger był jednym z pierwszych aktorów, którzy uczynili ze swoich siwiejących skroni atut? Zamiast farbować włosy na kruczoczarny kolor, co było wówczas standardem u amantów, Granger dumnie prezentował „sól z pieprzem”. Stało się to jego znakiem rozpoznawczym i dodało mu powagi oraz dojrzałego seksapilu, co tylko przyciągnęło do kin jeszcze więcej fanek.
W latach 60. popularność wielkich widowisk kostiumowych zaczęła słabnąć, a Granger przeniósł się do Europy, gdzie grał w produkcjach niemieckich i włoskich (m.in. w serii filmów o Winnetou jako Old Surehand). Choć nie grał już w największych hitach MGM, pozostał aktywny zawodowo niemal do końca życia, pojawiając się w serialach telewizyjnych i na deskach teatru.
Zmarł w 1993 roku w Santa Monica. Pozostawił po sobie bogatą filmografię, która przypomina o czasach, gdy kino było wielką, barwną przygodą, a aktorzy musieli potrafić nie tylko grać, ale i walczyć na szpady, jeździć konno i z klasą nosić smoking. Stewart Granger był ostatnim z wielkich romantycznych bohaterów, który udowodnił, że męstwo i elegancja mogą iść w parze.