Gość (37.30.*.*)
Współczesny slang internetowy to fascynujący, choć czasem mroczny labirynt pojęć, które na stałe przeniknęły do języka potocznego. Jeśli spędzasz choć trochę czasu na portalach takich jak Wykop, Reddit czy w sekcjach komentarzy na Facebooku, na pewno obiły Ci się o uszy określenia „przegryw” i „wygryw”. Choć na pierwszy rzut oka mogą wydawać się prostymi tłumaczeniami angielskich słów loser i winner, w polskiej sieci obrosły one grubą warstwą znaczeń kulturowych, psychologicznych, a nawet filozoficznych.
Termin „przegryw” w polskim internecie to coś znacznie więcej niż tylko osoba, której coś się nie udało. To określenie tożsamościowe, często używane przez samych zainteresowanych do opisania swojej sytuacji życiowej. Typowy przegryw, w definicji internetowej społeczności, to mężczyzna (rzadziej kobieta), który czuje się wykluczony z głównego nurtu życia społecznego i matrymonialnego.
Główne cechy przypisywane przegrywowi to:
Warto dodać, że środowisko przegrywów wykształciło własną ideologię, zwaną „blackpillem”. Zakłada ona, że o sukcesie w życiu i miłości decydują wyłącznie czynniki genetyczne (wzrost, linia szczęki, gęstość włosów), na które jednostka nie ma wpływu.
„Wygryw” to naturalne przeciwieństwo przegrywa. W oczach internetowej społeczności jest to osoba, która „zhakowała system” lub po prostu urodziła się z odpowiednimi kartami w dłoni. Wygryw to ktoś, kto cieszy się życiem, odnosi sukcesy zawodowe i – co najważniejsze – nie ma problemów z nawiązywaniem relacji romantycznych.
Cechy wygrywa to zazwyczaj:
Co ciekawe, miano wygrywa można zyskać w internecie również jednorazowo – np. znajdując sto złotych na ulicy lub unikając mandatu dzięki błyskotliwej odpowiedzi. Wtedy mówi się o „małym wygrywie”.
Geneza tych słów sięga wczesnych lat 2010. i jest mocno związana z polskimi imageboardami (takimi jak nieistniejący już Vichan) oraz serwisem Wykop.pl. To tam użytkownicy zaczęli dzielić się swoimi porażkami (tzw. „smutne historie”) i sukcesami. Z czasem te jednostkowe opowieści skrystalizowały się w sztywne ramy dwóch przeciwstawnych obozów.
Ciekawostką jest fakt, że polska kultura „przegrywu” jest unikalna na tle świata. Podczas gdy na Zachodzie ruchy incelskie bywają agresywne, polski przegryw częściej przyjmuje postawę melancholijną, ironiczną i autoironiczną. Powstają o tym wiersze, piosenki, a nawet całe nurty literackie zwane „pastami”.
W internetowej nomenklaturze istnieje jeszcze jedno ważne pojęcie: normik. Normik to osoba, która nie jest ani spektakularnym wygrywem, ani tragicznym przegrywem. To ktoś, kto prowadzi „zwyczajne” życie – ma pracę, partnera, grono znajomych i nie analizuje każdego swojego ruchu pod kątem teorii ewolucyjnej czy genetyki. Dla radykalnych przegrywów bycie normikiem jest często celem, do którego dążą, choć jednocześnie gardzą „normictwem” za jego rzekomą nudę i brak głębi.
Choć używanie tych słów w formie żartu jest powszechne, psycholodzy zwracają uwagę na zagrożenia płynące z silnej identyfikacji z etykietą „przegrywa”. Zamknięcie się w bańce informacyjnej, która utwierdza w przekonaniu, że „nic nie da się zmienić, bo mam 175 cm wzrostu”, może prowadzić do pogłębienia depresji i izolacji społecznej.
Z kolei kult „wygrywa” tworzy nierealistyczną presję sukcesu, sugerując, że tylko życie pełne luksusu i idealnych relacji jest wartościowe. W rzeczywistości większość z nas znajduje się gdzieś na szerokim spektrum pomiędzy tymi dwoma ekstremami, odnosząc w życiu zarówno małe zwycięstwa, jak i bolesne porażki.