Gość (83.4.*.*)
Model nordycki, znany również jako model szwedzki, to specyficzne podejście prawne, które zrewolucjonizowało sposób, w jaki państwa podchodzą do kwestii płatnych usług seksualnych. W krajach takich jak Szwecja, Norwegia, Islandia, Francja czy Irlandia, prawo stoi po stronie osoby świadczącej usługi, uznając ją często za stronę słabszą lub ofiarę okoliczności, podczas gdy cała odpowiedzialność karna spada na kupującego. Choć mogłoby się wydawać, że brak kar dla osób sprzedających usługi zachęci je do bardziej śmiałych działań na ulicach, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
W krajach stosujących ten model, zjawisko zaczepiania przypadkowych przechodniów przez osoby świadczące usługi seksualne jest rzadkością. Głównym powodem jest fakt, że penalizacja klienta drastycznie zmienia dynamikę „rynku”. Skoro klient ryzykuje wysoką grzywnę, a nawet karę pozbawienia wolności oraz ogromny ostracyzm społeczny, unika on miejsc publicznych, w których mógłby zostać przyłapany przez policję.
W konsekwencji, osoby świadczące usługi seksualne również unikają agresywnego marketingu ulicznego. Zaczepianie przypadkowych osób mogłoby natychmiast przyciągnąć uwagę patroli policyjnych, które w tych krajach są bardzo wyczulone na monitorowanie miejsc potencjalnych transakcji. Policja w Szwecji czy Norwegii nie aresztuje co prawda osoby oferującej usługi, ale wykorzystuje jej obecność do namierzenia i zatrzymania kupujących. To sprawia, że publiczne „nagabywanie” staje się kontrproduktywne i niebezpieczne dla biznesu.
Warto zrozumieć, że w modelu nordyckim celem ustawodawcy było ograniczenie popytu. Zmniejszenie liczby klientów sprawiło, że tradycyjna prostytucja uliczna niemal zanikła w wielu skandynawskich miastach. Oto kilka kluczowych powodów, dla których nie dochodzi do masowego zaczepiania przechodniów:
Nawet jeśli samo oferowanie usług seksualnych nie jest karane z mocy kodeksu karnego w kontekście prostytucji, w większości tych państw istnieją surowe przepisy dotyczące zakłócania porządku publicznego lub tzw. „soliciting” (natarczywego nagabywania). Osoba, która zachowywałaby się agresywnie lub zaczepiała postronnych ludzi, mogłaby zostać zatrzymana za zakłócanie spokoju, utrudnianie ruchu pieszego lub nieobyczajne wybryki. Prawo chroni więc przestrzeń publiczną przed zachowaniami uciążliwymi dla mieszkańców.
Statystyki ze Szwecji, która wprowadziła te przepisy jako pierwsza w 1999 roku, pokazują, że prostytucja uliczna spadła tam o połowę w ciągu pierwszej dekady obowiązywania ustawy. Co ciekawe, nie zauważono analogicznego wzrostu w innych sektorach tej branży, co sugeruje, że całkowita liczba transakcji spadła.
Jednak krytycy tego rozwiązania, w tym niektóre organizacje pozarządowe, wskazują na ciemną stronę medalu. Twierdzą oni, że choć ulice stały się „czystsze” i przechodnie nie są zaczepiani, to osoby świadczące usługi stały się bardziej narażone na niebezpieczeństwo. Przeniesienie działalności do sfery prywatnej i ukrytej sprawia, że trudniej jest im zweryfikować klienta lub wezwać pomoc w razie zagrożenia, ponieważ klient – bojąc się policji – wymusza spotkania w miejscach odosobnionych.
Model nordycki stał się „towarem eksportowym” polityki społecznej Skandynawii. Francja przyjęła podobne przepisy w 2016 roku, a Irlandia w 2017. W każdym z tych krajów debata publiczna skupiała się nie na komforcie przechodniów, ale na kwestiach etycznych i próbie walki z handlem ludźmi. Z perspektywy przeciętnego turysty czy mieszkańca Paryża czy Sztokholmu, wprowadzenie tych przepisów sprawiło, że branża usług seksualnych stała się praktycznie niewidoczna w codziennym krajobrazie miejskim.
Podsumowując, w krajach z modelem nordyckim nie spotkasz się z sytuacją, w której osoby świadczące usługi seksualne masowo zaczepiają przypadkowych ludzi. System ten jest zaprojektowany tak, aby maksymalnie zniechęcić do publicznych interakcji tego typu, spychając całą sferę popytu w cień, co w naturalny sposób eliminuje natarczywość na ulicach.