Gość (37.30.*.*)
Wielu inwestorów wciąż patrzy na mapę Europy Południowo-Wschodniej przez pryzmat lat 90. i początku XXI wieku, kojarząc Rumunię oraz Bułgarię z dużą niestabilnością, korupcją i zacofaniem infrastrukturalnym. Jednak dzisiejszy obraz tych dwóch państw znacząco odbiega od stereotypów. Choć ryzyko inwestycyjne nigdy nie znika całkowicie (nawet na rynkach rozwiniętych), w przypadku tych krajów coraz częściej mówimy o ryzyku „skalkulowanym”, które dla wielu staje się szansą na ponadprzeciętne zyski.
Rumunia od lat notuje jeden z najwyższych wzrostów PKB w całej Unii Europejskiej. To już nie jest kraj rolniczy, lecz dynamicznie rozwijający się hub technologiczny i przemysłowy. Kluczowym czynnikiem przyciągającym kapitał jest ogromny rynek wewnętrzny (około 19 milionów mieszkańców) oraz bardzo silny sektor IT. Bukareszt i Kluż-Napoka stały się centrami usług wspólnych i programowania dla największych światowych korporacji.
Ryzyko w Rumunii przestało mieć charakter egzystencjalny dla biznesu, a stało się bardziej operacyjne. Największym wyzwaniem pozostaje biurokracja oraz wciąż niedoskonała sieć autostrad, choć w ostatnich latach tempo budowy dróg ekspresowych znacznie przyspieszyło dzięki funduszom z KPO. Inwestorzy muszą się liczyć z pewną zmiennością przepisów podatkowych, co jest wynikiem prób łatania deficytu budżetowego przez tamtejszy rząd, ale fundamenty gospodarcze pozostają solidne.
Bułgaria gra w nieco innej lidze niż Rumunia, stawiając przede wszystkim na stabilność fiskalną. Od lat kraj ten utrzymuje system tzw. izby walutowej (currency board), co oznacza, że kurs lewa jest sztywno powiązany z euro. To eliminuje ryzyko kursowe, które często spędza sen z powiek inwestorom na rynkach wschodzących. Co więcej, Bułgaria oferuje jedne z najniższych podatków w UE – liniowy podatek CIT i PIT na poziomie 10% to magnes, któremu trudno się oprzeć.
Gdzie zatem leży ryzyko? Głównym problemem Bułgarii jest demografia oraz niestabilność polityczna na szczeblu centralnym. Częste wybory parlamentarne w ostatnich latach sprawiały, że procesy decyzyjne bywały spowolnione. Jednak, co ciekawe, mimo politycznych zawirowań, gospodarka Bułgarii wykazała się dużą odpornością, a dążenie do pełnego wejścia do strefy euro (co jest celem strategicznym) wymusza na politykach trzymanie dyscypliny budżetowej.
Często słyszy się, że w Rumunii i Bułgarii „nic nie da się załatwić bez łapówki”. To stwierdzenie powoli staje się mitem, choć nie można powiedzieć, że problem zniknął całkowicie. Oba kraje poczyniły ogromne postępy, będąc pod stałym nadzorem Komisji Europejskiej. W Rumunii Narodowa Dyrekcja Antykorupcyjna (DNA) doprowadziła do skazania wielu wysokich rangą urzędników, co wysłało jasny sygnał do świata biznesu.
Obecnie ryzyko korupcyjne dotyczy głównie dużych zamówień publicznych na szczeblu lokalnym, natomiast standardowy biznes prywatny, e-commerce czy sektor produkcyjny działają w oparciu o europejskie standardy. Dla inwestora z Polski czy Niemiec otoczenie prawne jest zrozumiałe, ponieważ oba kraje implementują dyrektywy unijne.
Mówienie, że ryzyka nie ma, byłoby nieodpowiedzialne. Istnieją trzy kluczowe obszary, które każdy inwestor powinien brać pod uwagę:
Zarówno Rumunia, jak i Bułgaria leżą w bezpośrednim sąsiedztwie basenu Morza Czarnego. Choć są członkami NATO, co gwarantuje im bezpieczeństwo militarne, bliskość wojny wpływa na koszty logistyki, ubezpieczeń transportowych oraz ogólny sentyment inwestycyjny w regionie.
Podobnie jak w Polsce, oba kraje zmagają się z brakiem rąk do pracy. Emigracja zarobkowa do Europy Zachodniej w poprzednich dekadach wydrenowała rynek z fachowców. Obecnie płace w Rumunii rosną bardzo szybko, co z jednej strony cieszy konsumentów, ale z drugiej – podnosi koszty prowadzenia biznesu.
Transformacja energetyczna w tych krajach jest w toku, ale wciąż opiera się w dużej mierze na węglu (szczególnie w Bułgarii). Zmiany cen uprawnień do emisji CO2 mogą wpływać na koszty energii dla przemysłu, choć dynamiczny rozwój farm wiatrowych i fotowoltaiki na rumuńskich polach Dobrudży powoli zmienia ten krajobraz.
Ryzyko gospodarcze w Rumunii i Bułgarii nie jest już „dzikim zachodem”, jak to miało miejsce 20 lat temu. To dojrzałe rynki wschodzące, które oferują znacznie wyższe stopy zwrotu niż nasycona Europa Zachodnia, przy zachowaniu unijnych ram prawnych.
Dla polskiego przedsiębiorcy te rynki są szczególnie atrakcyjne ze względu na bliskość kulturową i podobną ścieżkę transformacji. Jeśli szukasz miejsca na ekspansję, Rumunia oferuje skalę i dynamikę, a Bułgaria – optymalizację podatkową i stabilność walutową. Ryzyko jest więc realne, ale dotyczy głównie kwestii operacyjnych i demograficznych, a nie fundamentalnego bezpieczeństwa Twojego kapitału.
Warto wiedzieć, że Rumunia regularnie zajmuje czołowe miejsca w światowych rankingach prędkości internetu szerokopasmowego. To właśnie doskonała infrastruktura cyfrowa (często lepsza niż w USA czy Niemczech) pozwoliła na tak gwałtowny rozwój sektora IT i usług zdalnych, co czyni ten kraj idealnym miejscem dla startupów i firm technologicznych.