Gość (37.30.*.*)
Dyskusja na temat systemów podatkowych przypomina nieco debatę o idealnej diecie – każdy ma swoją teorię, a to, co działa dla jednego organizmu (państwa), może być zabójcze dla innego. Kraje o zerowych lub bardzo niskich stawkach PIT i CIT często są nazywane rajami podatkowymi, co z jednej strony przyciąga kapitał, a z drugiej budzi sprzeciw państw o wysokim opodatkowaniu, które czują, że tracą wpływy do budżetu. Pomysł zastąpienia tych danin wyższym, jednolitym podatkiem VAT oraz opodatkowaniem transferów zagranicznych to ciekawa alternatywa, która ma swoje mocne strony, ale i spore wyzwania.
Podatki dochodowe od osób fizycznych (PIT) i prawnych (CIT) są fundamentem większości nowoczesnych gospodarek, ale mają jedną dużą wadę: są trudne w poborze i łatwe do omijania. Skomplikowane przepisy pozwalają dużym korporacjom na stosowanie tzw. optymalizacji podatkowej, przez co realna stawka, którą płacą, jest często znacznie niższa niż ta nominalna.
Z perspektywy państwa, PIT i CIT mają jednak kluczową zaletę – są (przynajmniej w założeniu) progresywne. Oznacza to, że osoby i firmy zarabiające więcej, oddają większą część swojego dochodu na rzecz wspólnoty. Rezygnacja z nich na rzecz innych podatków całkowicie zmienia tę dynamikę.
Podatek VAT (podatek od towarów i usług) jest podatkiem konsumpcyjnym. Jego główną zaletą jest to, że niezwykle trudno go uniknąć – płacimy go przy każdych zakupach, niezależnie od tego, czy zarabiamy miliony, czy najniższą krajową. Wprowadzenie jednej, wysokiej stawki VAT zamiast skomplikowanego systemu PIT/CIT mogłoby uprościć biurokrację i sprawić, że system stałby się bardziej szczelny.
Jednak ekonomiści wskazują na istotny problem: VAT jest podatkiem regresywnym. Co to oznacza w praktyce?
Kolejnym elementem Twojej propozycji jest podatek od transferów pieniężnych za granicę. To rozwiązanie ma na celu zatrzymanie kapitału wewnątrz kraju. Logika jest prosta: skoro zarobiłeś pieniądze tutaj, korzystając z naszej infrastruktury i pracowników, to jeśli chcesz je wywieźć, musisz zapłacić "opłatę wyjściową".
Taki mechanizm mógłby skutecznie ograniczyć wyprowadzanie zysków przez zagraniczne korporacje do ich spółek-matek w innych krajach. Istnieją jednak ryzyka:
Nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy taki system byłby lepszy, ponieważ zależy to od celu, jaki stawia sobie państwo. Jeśli celem jest maksymalna prostota i przyciągnięcie ludzi sukcesu (którzy nie płaciliby PIT), model z wysokim VAT-em mógłby zadziałać. Jeśli jednak celem jest redukcja nierówności społecznych, taki system mógłby doprowadzić do szybkiego rozwarstwienia społeczeństwa.
Warto zauważyć, że niektóre kraje (np. Estonia) eksperymentują z uproszczonym CIT-em, który płaci się dopiero w momencie wypłaty dywidendy, co jest pewnego rodzaju kompromisem między tradycyjnym systemem a zachęcaniem do reinwestowania zysków w kraju.
Pomysł opodatkowania transferów pieniężnych nie jest nowy. Już w latach 70. ekonomista James Tobin zaproponował podatek od spekulacyjnych transakcji walutowych. Miał on na celu ustabilizowanie rynków finansowych. Choć koncepcja ta (nazywana podatkiem Tobina) wraca w debatach politycznych co kilka lat, jej pełne wdrożenie na skalę globalną jest niezwykle trudne ze względu na brak jednomyślności między państwami.
Podsumowując, system oparty na wysokim VAT i podatku od transferów mógłby być bardzo wydajny pod względem poboru środków, ale wymagałby precyzyjnych mechanizmów osłonowych dla najuboższych, aby nie doprowadzić do kryzysu kosztów życia. Każda zmiana w podatkach to balansowanie między efektywnością gospodarczą a społecznym poczuciem sprawiedliwości.