Gość (83.4.*.*)
Fraza „koszty utopione” (ang. sunk costs) jest jednym z podstawowych pojęć w ekonomii i psychologii behawioralnej, ale faktycznie budzi pewne kontrowersje. Nie wynikają one jednak z powszechnie cytowanej krytyki dotyczącej „wodnego katastrofizmu” czy skojarzeń z powodzią lub tsunami.
Weryfikacja tak specyficznej i dosłownej krytyki, jak „wodny katastrofizm” w kontekście tsunami, jest trudna, ponieważ nie jest to szeroko omawiany argument w głównym nurcie literatury ekonomicznej. Najprawdopodobniej jest to bardzo niszowa, specyficzna uwaga językowa lub interpretacja, która jednak trafia w sedno ogólnej krytyki terminologii ekonomicznej — czyli problemu, w jaki sposób metafory wpływają na nasze myślenie.
Oto dlaczego fraza ta może budzić kontrowersje i jak należy rozumieć jej krytykę.
Zacznijmy od podstaw. Koszty utopione to wydatki, które zostały już poniesione i nie mogą zostać odzyskane, niezależnie od tego, czy dane przedsięwzięcie będzie kontynuowane, czy przerwane.
Przykład: Kupiłeś bilet do kina za 50 zł. Po 15 minutach filmu okazuje się, że jest fatalny. Koszt biletu (50 zł) jest kosztem utopionym. Racjonalna decyzja powinna polegać na wyjściu z kina, ponieważ jedyne, co tracisz, to czas. Utopione 50 zł i tak nie wróci.
Prawdziwa kontrowersja w ekonomii nie dotyczy nazwy, ale zjawiska z nią związanego, czyli efektu utopionych kosztów (sunk cost fallacy). Jest to błąd poznawczy polegający na tym, że ludzie, zamiast postępować racjonalnie, wciąż angażują czas, pieniądze lub energię w nierentowne przedsięwzięcie, tylko dlatego, że już w nie zainwestowali.
Ekonomiści krytykują więc nie tyle samą nazwę, co irracjonalne zachowanie, które opisuje. Racjonalny decydent powinien brać pod uwagę tylko przyszłe koszty i korzyści, ignorując koszty utopione.
Jeśli chodzi o krytykę językową, która ma wprowadzać w błąd poprzez skojarzenia z katastrofą (powódź, tsunami), jej źródłem jest dosłowne tłumaczenie angielskiego terminu sunk costs.
Podsumowując: O ile nie ma szeroko udokumentowanej krytyki ekonomistów skupionej na słowach „powódź” i „tsunami” w kontekście kosztów utopionych, o tyle fraza jest krytykowana za użycie zbyt mocnej, negatywnej metafory („utopione”), która może wzmacniać irracjonalne zachowania decydentów, zamiast je neutralizować. Główna kontrowersja jednak zawsze dotyczy samego efektu utopionych kosztów, a nie tylko słowa.