Gość (37.30.*.*)
Bieg masowy w łyżwiarstwie szybkim to jedna z najbardziej widowiskowych i nieprzewidywalnych konkurencji na zimowych igrzyskach czy mistrzostwach świata. Choć na pierwszy rzut oka może przypominać maraton na lodzie, zasady punktacji bywają dla wielu kibiców zagadką. Skoro o medalach decyduje kolejność na mecie, to po co zawracać sobie głowę „lotnymi premiami” w trakcie wyścigu? Odpowiedź kryje się w taktyce, dynamice widowiska i sprawiedliwym ustalaniu rankingu końcowego.
Aby zrozumieć sens lotnych premii, musimy najpierw spojrzeć na to, jak przyznawane są punkty w finale. Wyścig odbywa się na dystansie 16 okrążeń. Na 4., 8. i 12. kółku zawodnicy walczą o punkty na lotnych premiach (3, 2 i 1 punkt dla pierwszej trójki). Najważniejszy jest jednak finisz – tutaj trzej pierwsi zawodnicy otrzymują odpowiednio 60, 40 i 20 punktów.
Taki podział sprawia, że pierwsza trójka na mecie zawsze zajmuje trzy pierwsze miejsca w klasyfikacji generalnej, niezależnie od tego, ile punktów uzbierali inni na trasie. Nawet jeśli ktoś wygrałby wszystkie lotne premie (zdobywając 9 punktów), nie ma szans wyprzedzić osoby, która wpadła na metę jako trzecia (z dorobkiem 20 punktów). Po co więc te mniejsze punkty?
To najważniejszy techniczny powód istnienia lotnych premii. O ile medale są zarezerwowane dla najszybszych na finiszu, o tyle o miejscach od 4. do ostatniego decyduje łączna liczba punktów zdobytych w całym wyścigu.
Dzięki temu zawodnik, który nie czuje się na siłach, by wygrać sprinterski pojedynek na ostatniej prostej, może obrać inną strategię. Może uciekać, wygrywać lotne premie i dzięki temu zająć np. 5. miejsce w finale, mimo że linię mety przekroczy w ogonie grupy. Bez lotnych premii zawodnik, który „odpadł” z głównej grupy, nie miałby już o co walczyć. Punkty dają mu motywację do walki do samego końca.
Gdyby nie lotne premie, biegi masowe mogłyby stać się nudne przez pierwsze 14 okrążeń. W kolarstwie szosowym czy biegach narciarskich często obserwujemy sytuację, w której peleton jedzie bardzo wolno, oszczędzając siły na ostatnie kilkaset metrów.
Wprowadzenie punktów co cztery okrążenia wymusza na zawodnikach aktywność.
Lotne premie to ukłon w stronę zawodników wytrzymałościowych, a nie tylko typowych sprinterów. W historii tej dyscypliny zdarzały się sytuacje, w których zawodnik decydował się na samotną ucieczkę już na początku wyścigu. Nawet jeśli peleton dogonił go przed metą, zebrane po drodze punkty pozwalały mu na zajęcie wysokiej lokaty w oficjalnym protokole. To sprawia, że wyścig staje się wielowymiarową partią szachów na lodzie.
System punktacji w biegu masowym nie jest nowym wynalazkiem łyżwiarskim. Został on niemal żywcem przeniesiony z kolarstwa torowego, a konkretnie z wyścigu punktowego. Różnica polega na tym, że w kolarstwie punkty z finiszu nie są aż tak dominujące, co pozwala wygrać cały wyścig dzięki samej aktywności na trasie. W łyżwiarstwie szybkim postawiono na kompromis: „lotne” ustalają ranking, ale „finał” ustala podium.
W biegach masowych zawodnicy używają innych łyżew niż w biegach indywidualnych. Choć nadal są to tzw. „klapy”, ich płozy są nieco bardziej zaokrąglone, co ułatwia manewrowanie w tłumie i wchodzenie w ciasne łuki przy dużej liczbie osób na torze. Dodatkowo, ze względów bezpieczeństwa, każdy zawodnik musi mieć na sobie kask, rękawiczki oraz ochraniacze na golenie i kolana, ponieważ upadki w tej konkurencji bywają masowe i bardzo dynamiczne.