Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie człowieka, który nie jest już ograniczony biologicznymi barierami naszej ewolucji. Wizja organizmu wyposażonego w dodatkowe organy, zdolnego do syntezy witamin, trawienia drewna czy wydajniejszego zarządzania energią, brzmi jak opis superbohatera lub istoty z innej planety. Taka modyfikacja biologiczna drastycznie zmieniłaby nie tylko naszą dietę i wygląd, ale przede wszystkim sposób, w jaki funkcjonujemy w ekstremalnych warunkach. Przyjrzyjmy się, jak te konkretne zmiany wpłynęłyby na codzienność „Człowieka 2.0”.
Wprowadzenie organu produkującego niebieskie krwinki (prawdopodobnie opartych na hemocyjaninie, która zamiast żelaza wykorzystuje miedź) w proporcji 10% do czerwonych krwinek, miałoby fascynujące skutki. Hemocyjanina występuje naturalnie u niektórych mięczaków i stawonogów. Choć jest mniej wydajna w transporcie tlenu niż hemoglobina w wysokich temperaturach, świetnie radzi sobie w zimnym otoczeniu.
Dodatkowy mechanizm chłodzenia organizmu poprzez te komórki sugeruje, że krew mogłaby pełnić rolę czynnika chłodniczego, podobnie jak w układach mechanicznych. Dzięki temu człowiek stałby się niezwykle odporny na przegrzanie. Sportowcy mogliby biegać maratony w pełnym słońcu bez ryzyka udaru, a nasza skóra, ze względu na domieszkę niebieskich krwinek, mogłaby przybrać lekko fioletowy lub oliwkowy odcień, szczególnie w miejscach, gdzie naczynia krwionośne są płytko pod skórą.
Większość ssaków potrafi samodzielnie syntetyzować witaminę C – ludzie stracili tę zdolność w toku ewolucji. Przywrócenie tej funkcji poprzez dedykowany organ oznaczałoby całkowitą odporność na szkorbut i znacznie silniejszy układ odpornościowy. Witamina C jest kluczowa dla produkcji kolagenu, więc w połączeniu z drugim nowym organem (produkującym kolagen i trombocyty), procesy starzenia skóry uległyby znacznemu spowolnieniu, a rany goiłyby się niemal błyskawicznie.
Z kolei produkcja kwasu mlekowego przez osobny narząd jest intrygująca. Zazwyczaj kwas mlekowy kojarzymy z zakwasami, ale jest on również cennym źródłem energii dla serca i mózgu. Taki organ mógłby regulować poziom pH we krwi lub dostarczać „paliwa ratunkowego” podczas ekstremalnego wysiłku, co czyniłoby nas niemal niezmordowanymi.
Organ syntetyzujący węglan wapnia (główny składnik muszli i wapienia) mógłby radykalnie zmienić naszą strukturę kostną. Nasze kości stałyby się gęstsze i twardsze, niemal odporne na złamania. Istnieje jednak ryzyko – nadmiar węglanu wapnia w organizmie bez precyzyjnej regulacji mógłby prowadzić do powstawania kamieni nerkowych lub zwapnienia tkanek miękkich. Jeśli jednak proces ten byłby kontrolowany, człowiek mógłby regenerować ubytki w szkielecie w sposób, o jakim dzisiejsza medycyna może tylko pomarzyć.
Największa rewolucja zaszłaby w układzie pokarmowym. Zdolność trawienia ligniny (polimeru nadającego drewnu sztywność) oznaczałaby, że człowiek mógłby przetrwać, jedząc korę drzew, gałęzie czy twarde rośliny włókniste. Lignina jest praktycznie niestrawna dla większości zwierząt (poza niektórymi grzybami i bakteriami), więc taka umiejętność czyniłaby nas całkowicie niezależnymi od tradycyjnych źródeł pożywienia.
Dodatkowa komora żołądka przekształcająca cukier bezpośrednio w słoninę (tłuszcz zwierzęcy) oraz mechanizm pozyskujący dwa razy więcej energii z tłuszczów niż obecnie, stworzyłyby niezwykle wydajny system energetyczny.
Obecnie z 1 grama tłuszczu organizm uzyskuje około 9 kcal. Jeśli nowy organizm pozyskiwałby dwa razy więcej energii, obliczenia wyglądałyby następująco:
Dla porównania, benzyna ma gęstość energetyczną wynoszącą około 11 kcal/g. Oznacza to, że taki człowiek byłby bardziej wydajny niż silnik spalinowy! Worek na szyi o pojemności 2-3 litrów mógłby służyć jako magazyn wody, wysokoenergetycznej zawiesiny pokarmowej lub pełnić funkcję rezonatora głosu, co pozwoliłoby na komunikację na ogromne odległości.
Taka biologia wymusiłaby całkowitą zmianę stylu życia. Oto kilka kluczowych aspektów:
Ewolucja to proces optymalizacji, a nie dążenia do ideału. Utrzymanie tak skomplikowanych organów wymagałoby ogromnej ilości energii (kilokalorii) dostarczanej każdego dnia. Nasz obecny mózg zużywa około 20% całej energii organizmu – dodanie kolejnych „energochłonnych” systemów mogłoby sprawić, że musielibyśmy jeść niemal bez przerwy, co w przeszłości, gdy o jedzenie było trudno, byłoby wyrokiem śmierci.
Podsumowując, człowiek z takimi modyfikacjami byłby istotą niemal niezniszczalną i samowystarczalną, choć jego wygląd i potrzeby fizjologiczne drastycznie odbiegałyby od tego, co dzisiaj uznajemy za normę. To fascynująca wizja biologicznej przyszłości, która łączy cechy ssaków, gadów, a nawet roślin i skorupiaków.