Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie istotę, która na pierwszy rzut oka przypomina człowieka, ale jej parametry biologiczne zostały podkręcone niczym w najlepszym filmie science-fiction. Taka kombinacja zmian anatomicznych i fizjologicznych nie tylko zmieniłaby to, jak wyglądamy, ale przede wszystkim to, jak żyjemy, poruszamy się i postrzegamy świat. To byłaby prawdziwa rewolucja w wydajności ludzkiego organizmu.
Wydłużenie ud i podudzi o łącznie 20 centymetrów na każdą nogę sprawiłoby, że przeciętny człowiek mierzyłby około dwóch metrów wzrostu, z czego większość stanowiłyby kończyny dolne. Taka budowa drastycznie zwiększa długość kroku, co teoretycznie pozwala na osiąganie ogromnych prędkości podczas biegu. Jednak pojawia się kluczowy problem: brak ścięgien Achillesa.
W naszym obecnym ciele ścięgno Achillesa działa jak potężna sprężyna – magazynuje energię przy lądowaniu i oddaje ją przy wybiciu. Bez niego tradycyjny bieg byłby niemożliwy, a chodzenie stałoby się niezwykle męczące dla mięśni łydek. Tutaj jednak do gry wchodzą elastyczne mięśnie na plecach i podbrzuszu. Złożone z mikroskopijnych włókien sprężystych, przejęłyby one rolę magazynów energii kinetycznej. Zamiast odbijać się ze stopy, taki człowiek poruszałby się ruchem bardziej pulsacyjnym, angażując cały tułów do generowania pędu. Byłby to model poruszania się zbliżony do niektórych zwierząt kopytnych lub kangurów, gdzie energia jest przekazywana przez całą oś ciała.
Dodatkowe dwa mięśnie żebrowe oraz dwulitrowy worek powietrzny to zmiana, która uczyniłaby z nas mistrzów wytrzymałości. Standardowa pojemność życiowa płuc dorosłego mężczyzny to około 4-6 litrów. Dodatkowy, dwulitrowy rezerwuar powietrza działałby jak „turboładowarka”.
W praktyce oznaczałoby to, że:
Czerpanie dwukrotnie większej ilości energii z cukrów i tłuszczów to absolutny „game changer”. Obecnie nasze ciało jest dość marnotrawne, a procesy metaboliczne generują dużo ciepła odpadowego. Dzięki nowej przysadce mózgowej, produkującej hormon zarządzający energią, organizm stałby się maszyną o niemal stuprocentowej wydajności.
Co by to oznaczało w codziennym życiu?
W naszym obecnym organizmie 1 gram tłuszczu to około 9 kcal, a 1 gram węglowodanów to 4 kcal. Gdybyśmy podwoili tę wydajność, 1 gram tłuszczu dostarczałby aż 18 kcal! To gęstość energetyczna bliska niektórym paliwom lotniczym.
W anatomii termin „migdałek” może odnosić się do dwóch różnych struktur: migdałków podniebiennych (układ odpornościowy) lub ciała migdałowatego w mózgu (emocje i strach).
Taka istota byłaby smukła, bardzo wysoka i poruszała się z gracją, której nie znamy. Jej skóra mogłaby być cieplejsza w dotyku ze względu na intensywne procesy energetyczne, a klatka piersiowa wydawałaby się szersza i bardziej nieruchoma dzięki dodatkowym mięśniom żebrowym i workowi powietrznemu.
Największą różnicą byłaby jednak psychika. Mając tak ogromne zasoby energii i tlenu, człowiek ten nie odczuwałby zmęczenia w taki sposób, jak my. Praca fizyczna, sport czy podróże piesze na dystansie setek kilometrów byłyby dla niego naturalną formą spędzania czasu. To byłby organizm zaprojektowany do eksploracji i przetrwania w najbardziej wymagających warunkach – prawdziwy „Homo Superior”.