Gość (37.30.*.*)
Gdy spoglądamy na skład naszej atmosfery, liczby mogą wydawać się zaskakujące. Azot stanowi aż 78% powietrza, którym oddychamy, podczas gdy tlen to zaledwie 21%. Logika podpowiadałaby, że ewolucja powinna pójść w stronę wykorzystania najpowszechniejszego zasobu. Dlaczego więc natura wybrała tlen, a azot traktuje niemal jak obojętny wypełniacz? Odpowiedź kryje się w fascynującej chemii i energetycznej opłacalności, która rządzi całym życiem na naszej planecie.
Głównym powodem, dla którego nie oddychamy azotem, jest budowa jego cząsteczki ($N_2$). Atomy azotu są ze sobą połączone potrójnym wiązaniem kowalencyjnym. W świecie chemii to jedno z najsilniejszych i najtrudniejszych do rozerwania wiązań w przyrodzie.
Aby organizm mógł czerpać energię z jakiejś substancji (co jest istotą oddychania), musi być w stanie wejść z nią w reakcję. Azot w swojej cząsteczkowej formie jest niezwykle stabilny i "leniwy". Rozerwanie tego potrójnego wiązania wymaga ogromnych nakładów energii. Dla większości organizmów wielokomórkowych proces ten byłby po prostu nieopłacalny – wydatkowalibyśmy więcej energii na "dobranie się" do azotu, niż bylibyśmy w stanie z niego uzyskać.
Tlen, choć jest go mniej, posiada zupełnie inne właściwości. Jest pierwiastkiem bardzo reaktywnym i "głodnym" elektronów (ma wysoką elektroujemność). Dzięki temu idealnie nadaje się na rolę akceptora elektronów w procesie oddychania komórkowego.
Kiedy oddychamy, tlen pomaga spalać glukozę w naszych komórkach, co uwalnia energię potrzebną do życia. Reakcje z udziałem tlenu są niezwykle wydajne energetycznie. To właśnie ta "wybuchowa" natura tlenu pozwoliła organizmom wyjść z oceanów, urosnąć do dużych rozmiarów i rozwinąć skomplikowane mózgi, które pochłaniają gigantyczne ilości paliwa. Azot, będąc gazem niemal obojętnym, nigdy nie byłby w stanie napędzić tak złożonych maszyn biologicznych jak ssaki.
Choć my nie potrafimy wykorzystać azotu z powietrza, istnieją na Ziemi specjaliści od "czarnej roboty" – są to bakterie azotowe (np. z rodzaju Rhizobium). Nie oddychają one azotem w taki sposób jak my tlenem, ale potrafią go "utrwalać", czyli rozrywać wspomniane wcześniej potrójne wiązania i przekształcać gaz w formy użyteczne dla roślin (np. amoniak).
Jest to proces ekstremalnie energochłonny. Bakterie te zużywają ogromne ilości ATP (komórkowej waluty energetycznej), aby dokonać tej chemicznej sztuczki. Robią to jednak nie po to, by pozyskać energię z oddychania, ale by zdobyć budulec do tworzenia białek i kwasów nukleinowych (DNA). Bez tych mikroorganizmów życie na Ziemi by nie istniało, ponieważ rośliny i zwierzęta nie potrafią same pobierać azotu bezpośrednio z atmosfery.
Mimo że azot nie bierze udziału w procesach metabolicznych, pełni ważną funkcję mechaniczną. Gdybyśmy oddychali czystym tlenem przez dłuższy czas, nasze pęcherzyki płucne mogłyby się zapadać (tzw. niedodma absorpcyjna). Azot, jako gaz obojętny, wypełnia płuca i utrzymuje ich strukturę, działając jak swoiste "rusztowanie", które nie znika natychmiastowo w krwiobiegu.
Teoretycznie można sobie wyobrazić życie oparte na innych reakcjach chemicznych, ale fizyka i termodynamika są nieubłagane. Na planecie o takich warunkach jak Ziemia (temperatura, ciśnienie), tlen jest po prostu najbardziej efektywnym wyborem.
Oddychanie azotem wymagałoby zupełnie innej biochemii, prawdopodobnie opartej na bardzo wysokich temperaturach lub specyficznych katalizatorach, które w ziemskich warunkach nie miałyby racji bytu. W skrócie: tlen daje nam "najwięcej energii za najniższą cenę", a w przyrodzie wygrywają rozwiązania najbardziej optymalne.
Choć azot dominuje w naszym otoczeniu, pozostaje on cichym tłem dla tlenowego spektaklu, który napędza każdy nasz oddech i ruch. To doskonały przykład na to, że w naturze nie zawsze ilość idzie w parze z użytecznością.