Gość (37.30.*.*)
Temat "zaginionych" lub "zakazanych" ewangelii od lat rozpala wyobraźnię czytelników, głównie za sprawą popkultury i thrillerów w stylu "Kodu Leonarda da Vinci". Kiedy słyszymy o Ewangelii Tomasza, Filipa czy Marii Magdaleny, często pojawia się sugestia, że były to teksty równie ważne co te biblijne, ale zostały celowo usunięte przez potężnych hierarchów, by ukryć "prawdziwą" naturę Jezusa. Ile w tym prawdy? Jak to zwykle bywa w historii – rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona i fascynująca niż spiskowe teorie.
Zanim przejdziemy do powodów ich odrzucenia, warto wyjaśnić, o jakich tekstach mówimy. Ewangelie Tomasza, Filipa czy Marii Magdaleny należą do grupy tzw. apokryfów. Większość z nich została odnaleziona w 1945 roku w Nag Hammadi w Egipcie. Są to teksty gnostyckie, które prezentują zupełnie inną wizję świata i duchowości niż ta, którą znamy z Nowego Testamentu.
Dla gnostyków świat materialny był zły, stworzony przez niższego boga (demiurga), a zbawienie polegało na zdobyciu tajemnej wiedzy (gnosis), która pozwala duszy uwolnić się z więzienia ciała. W tych tekstach Jezus nie jest barankiem ofiarnym, który ginie za grzechy świata, ale raczej nauczycielem mądrości, który przekazuje wybranym uczniom ezoteryczne sekrety.
Jednym z głównych powodów, dla których te teksty nie weszły do kanonu, był czas ich powstania. Historycy są tu dość zgodni: ewangelie kanoniczne (Mateusza, Marka, Łukasza i Jana) powstały w I wieku n.e., najprawdopodobniej między 60 a 100 rokiem. Autorzy tych pism żyli w czasach, gdy wciąż istnieli naoczni świadkowie działalności Jezusa lub ich bezpośredni uczniowie.
Ewangelie gnostyckie są znacznie późniejsze. Ewangelia Tomasza datowana jest najwcześniej na połowę II wieku, a Ewangelie Filipa czy Marii Magdaleny na przełom II i III wieku, a nawet później. Z punktu widzenia wczesnochrześcijańskich wspólnot, teksty te pojawiły się zbyt późno, by uznać je za wiarygodne świadectwa apostolskie. Przypisanie im imion znanych postaci (Tomasza, Filipa) było zabiegiem literackim mającym nadać im autorytet – zjawisko to nazywamy pseudepigrafią.
Stwierdzenie, że ewangelie te odrzucono, bo "nie pasowały do nauczania", zawiera w sobie ziarno prawdy, ale wymaga doprecyzowania. To nie był kaprys grupy biskupów, ale efekt fundamentalnych różnic w tym, jak rozumiano postać Jezusa i sens życia.
W ewangeliach kanonicznych Jezus jest postacią historyczną: je, pije, cierpi fizycznie i umiera na krzyżu. Dla wczesnego Kościoła realność wcielenia i zmartwychwstania była kluczowa. Tymczasem w wielu tekstach gnostyckich Jezus jest niemal czystym duchem, który tylko wydaje się mieć ciało (doketyzm). Co więcej, gnostycyzm był ruchem elitarnym – zbawienie było dla nielicznych "wtajemniczonych". Chrześcijaństwo głównego nurtu od początku stawiało na powszechność (katolickość) i dostępność przekazu dla każdego, niezależnie od wykształcenia czy statusu.
Częstym mitem jest przekonanie, że o składzie Biblii zdecydowano nagle na Soborze Nicejskim w 325 roku na polecenie cesarza Konstantyna. Historyczne fakty mówią co innego. Proces kształtowania się kanonu trwał kilkaset lat i był procesem oddolnym.
Już pod koniec II wieku (czyli długo przed Konstantynem) Ireneusz z Lyonu wskazywał na cztery ewangelie jako na te powszechnie uznawane przez wspólnoty od Rzymu po Azję Mniejszą. Wspólnoty chrześcijańskie po prostu przestały czytać teksty gnostyckie na swoich zgromadzeniach, ponieważ nie odnajdywały w nich echa tradycji przekazanej przez pierwszych apostołów. Apokryfy nie zostały więc "wyrzucone" z Biblii, bo nigdy w niej na stałe nie zagościły jako teksty natchnione.
Choć Ewangelia Tomasza nie weszła do kanonu, jest ona niezwykle ceniona przez historyków. W przeciwieństwie do innych apokryfów, nie zawiera ona opisów cudów ani narracji o życiu Jezusa, lecz jedynie 114 wypowiedzi (logiów). Niektórzy badacze uważają, że część z tych powiedzeń może pochodzić z bardzo wczesnej tradycji ustnej i być autentycznymi słowami Jezusa, które nie zachowały się w Biblii. To sprawia, że jest ona traktowana nie jako "fałszywka", ale jako bezcenne źródło do badań nad różnorodnością wczesnego chrześcijaństwa.
Ewangelie Marii Magdaleny czy Filipa fascynują nas, ponieważ pokazują alternatywne ścieżki duchowości. Ewangelia Marii Magdaleny kładzie duży nacisk na rolę kobiet i wewnętrzny rozwój duchowy, co współcześnie brzmi bardzo atrakcyjnie.
Warto jednak pamiętać o różnicy między wartością historyczną a religijną. Z punktu widzenia historyka, Ewangelia Filipa jest fantastycznym dokumentem pokazującym, w co wierzyli gnostycy w III wieku. Z punktu widzenia wczesnego Kościoła, była ona jednak obca tradycji, która wyrosła bezpośrednio z judaizmu i świadectwa o historycznym Jezusie.
Podsumowując, odrzucenie tych tekstów nie było wynikiem spisku, lecz naturalnym procesem selekcji. Kryteria były jasne: starożytność tekstu, powiązanie z apostołami oraz zgodność z wiarą praktykowaną przez większość gmin chrześcijańskich. "Alternatywne" ewangelie po prostu nie spełniały tych wymogów, choć do dziś pozostają fascynującym świadectwem tego, jak bardzo zróżnicowane były początki chrześcijaństwa.