Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że przenosisz się w czasie do roku 1550. Renesans w pełni, Europa tętni życiem, a bogactwo mierzy się nie tylko złotem, ale przede wszystkim tym, co ląduje na talerzu. Gościnność w XVI wieku była sprawą honoru – to, jak przyjąłeś gościa, definiowało Twoją pozycję społeczną. Choć szlachta w Polsce, Francji i Anglii należała do tej samej elity, ich stoły różniły się od siebie radykalnie, odzwierciedlając lokalny klimat, dostęp do przypraw i rodzące się mody dworskie.
Polski szlachcic w połowie XVI wieku kierował się zasadą „zastaw się, a postaw się”. Uczta była spektaklem potęgi. Jeśli odwiedziłbyś dwór w czasach Zygmunta Augusta, przygotuj się na smaki, które dziś mogłyby Cię zszokować. Kuchnia staropolska tego okresu była niezwykle intensywna – dominował smak kwaśny, słony i bardzo ostry.
Głównym punktem programu byłoby mięso. Na stole pojawiłaby się dziczyzna (dziki, jelenie, sarny), ale też ogromne ilości ptactwa – od gęsi po kapłony (kastrowane koguty), które uważano za największy przysmak. Co ciekawe, potrawy były niemal „utopione” w egzotycznych przyprawach. Szafran, pieprz, imbir, cynamon i goździki sypano garściami, by pokazać, że gospodarza stać na towary sprowadzane z najdalszych zakątków świata.
Do picia podano by Ci przede wszystkim piwo (pito je wtedy niemal jak wodę, bo było bezpieczniejsze mikrobiologicznie) oraz miód pitny, z którego Polska słynęła w całej Europie. Na bogatszych dworach nie zabrakłoby ciężkich win węgierskich, takich jak małmazja.
Ciekawostka: W połowie XVI wieku w Polsce wciąż żywa była legenda królowej Bony Sforzy, która kilka dekad wcześniej sprowadziła do nas „włoszczyznę”. Choć szlachta początkowo drwiła z jedzenia „trawy” (warzyw), na stołach zaczęły pojawiać się kalafiory, karczochy i sałaty, choć wciąż traktowano je raczej jako dodatek do góry mięsa.
Francuska szlachta w połowie XVI wieku znajdowała się w punkcie zwrotnym. Pod wpływem Katarzyny Medycejskiej (żony Henryka II), kuchnia francuska zaczęła nabierać lekkości i finezji, z której słynie do dziś. Francuski seigneur ugościłby Cię w sposób bardziej uporządkowany niż polski magnat.
Na stole królowałyby pasztety (pâtés) i terriny, które były prawdziwymi dziełami sztuki kulinarnej. Francuzi uwielbiali łączyć smaki słodkie z wytrawnymi – mięsa często podawano w towarzystwie owoców, konfitur lub gęstych sosów na bazie octu winnego i cukru. Popularne były ryby słodkowodne, podawane w wykwintnych galaretach.
W przeciwieństwie do Polski, we Francji wino było absolutną podstawą. Pito głównie lekkie wina z Bordeaux lub Burgundii. Co ciekawe, to właśnie w tym czasie we Francji zaczęto przywiązywać większą wagę do estetyki podania – czyste obrusy, pięknie zdobiona ceramika i pierwsze próby używania widelca (choć większość szlachty wciąż wolała używać noża i palców) tworzyły atmosferę luksusu.
Wjazd do angielskiej posiadłości za czasów Edwarda VI lub Marii I Tudor oznaczał jedno: ogromne ilości pieczystego. Angielska szlachta kochała wołowinę i baraninę. Jeśli polski stół był „korzenny”, a francuski „wykwintny”, to angielski był „monumentalny”.
Gość w Anglii mógł liczyć na ogromne pieczenie (roasts), które przygotowywano na wielkich rożnach w zamkowych kuchniach. Charakterystycznym elementem były „pies”, czyli zapiekanki pod grubym ciastem, wypełnione mięsem, podrobami, a czasem nawet owocami morza. Angielska kuchnia tego okresu była dość ciężka, ale bardzo sycąca.
Do picia serwowano ale (tradycyjne angielskie piwo górnej fermentacji) oraz importowane wina, zwane „sack” (rodzaj sherry) lub wina z Gaskonii. Bardzo popularne były też „subtleties” – jadalne rzeźby z cukru i marcepanu, które stawiano na stole, by zadziwić gości formą zamków, smoków czy herbów.
Ciekawostka: W XVI-wiecznej Anglii cukier był towarem tak luksusowym, że stał się symbolem statusu. Szlachta dodawała go niemal do wszystkiego – nawet do mięsa i wina. Nadmierne spożycie cukru prowadziło do czernienia zębów, co paradoksalnie stało się... modne. Ludzie z niższych sfer czasem celowo brudzili zęby, by udawać, że stać ich na drogi cukier!
Niezależnie od kraju, w którym byś się znalazł, jedna rzecz łączyła niemal wszystkie europejskie stoły szlacheckie połowy XVI wieku: brak indywidualnych talerzy w dzisiejszym rozumieniu. Bardzo często funkcję talerza pełniły tzw. „trenchers” (pajdy czerstwego, twardego chleba). Kładziono na nie mięso i sosy, a po skończonym posiłku nasiąknięty smakami chleb oddawano biednym lub psom.
Podsumowując, menu zależało od szerokości geograficznej:
Choć smaki te mogą wydawać się nam dziś dziwne, dla ówczesnego człowieka były szczytem luksusu i dowodem na to, że świat staje się coraz mniejszy dzięki handlowi i podróżom.