Gość (37.30.*.*)
Wizja przeniesienia się w czasie z plecakiem pełnym towarów, które dziś kupujemy za grosze w dyskoncie, a które niegdyś były warte fortunę, to jeden z najpopularniejszych motywów w literaturze science-fiction. Choć pomysł ten brzmi kusząco i opiera się na ziarnie prawdy, rzeczywistość XV, XVI czy XVII wieku szybko zweryfikowałaby nasze marzenia o zostaniu „miliarderem”. Prawda jest znacznie bardziej złożona i, niestety dla potencjalnego podróżnika, nieco mniej kolorowa.
To prawda, że w epoce wielkich odkryć geograficznych przyprawy korzenne były niezwykle cenne. Pieprz, nazywany „czarnym złotem”, szafran czy cynamon stanowiły symbol luksusu, na który stać było tylko najbogatszych: królów, magnatów i najwyższych hierarchów kościelnych.
Jednak określenie „miliarder” jest tutaj ogromną przesadą. Aby to zrozumieć, musimy spojrzeć na liczby. W XVI wieku za kilogram pieprzu można było kupić np. kilka owiec lub opłacić roczny czynsz za niewielkie mieszkanie w mieście. Posiadając 5–6 kg pieprzu, byłbyś osobą zamożną, ale Twoja fortuna odpowiadałaby raczej wartości dzisiejszego dobrego samochodu średniej klasy, a nie prywatnego odrzutowca i wyspy na Pacyfiku.
Z Twojej listy to szafran jest prawdziwym „game changerem”. Od wieków jest to najdroższa przyprawa świata. W XV wieku kilogram szafranu mógł kosztować tyle, co koń bojowy wraz z rzędem. Jeśli w Twoich 2 kg mieszanki przypraw szafran stanowiłby znaczną część, faktycznie dysponowałbyś kapitałem, który pozwoliłby Ci na zakup niewielkiej kamienicy w Krakowie, Londynie czy Antwerpii.
Tutaj pojawia się pierwszy problem z Twoim zestawem. Sól, choć strategicznie ważna i opodatkowana, w XV–XVII wieku była towarem powszechnym. 5 kg soli nie zrobiłoby na nikim wrażenia – to tak, jakbyś dziś próbował zbić majątek na sprzedaży 5 litrów benzyny.
Cukier z kolei („białe złoto”) był bardzo drogi w XV wieku, ale jego cena drastycznie spadła w XVII wieku wraz z rozwojem plantacji na Karaibach. 10 kg cukru w XVI wieku to równowartość kilku luksusowych uczt. To duży zastrzyk gotówki, ale wciąż daleki od „miliardów”.
Nawet jeśli udałoby Ci się spieniężyć te towary bez wzbudzania podejrzeń, droga do realnej władzy byłaby niemal całkowicie zablokowana. Społeczeństwo nowożytne było stanowe. Twoja pozycja nie zależała tylko od tego, co masz w sakiewce, ale przede wszystkim od Twojego pochodzenia (urodzenia).
Jako przybysz znikąd, bez herbu, bez protekcji możnego patrona i bez znajomości lokalnych układów, byłbyś traktowany z ogromną nieufnością. W najgorszym scenariuszu, Twoje „cudowne” towary i dziwny ubiór mogłyby zostać uznane za dowód paktu z diabłem lub czarów, co zamiast na tron, zaprowadziłoby Cię prosto przed oblicze inkwizycji.
Zestaw, o którym wspominasz, faktycznie mieści się w granicach dzisiejszej pensji minimalnej w Polsce (ok. 3200–3500 zł netto w 2024 roku), pod warunkiem, że szafran kupujesz w ilościach hurtowych, a nie w 0,1-gramowych saszetkach w markecie.
Czy byłbyś miliarderem? Nie. Czy miałbyś szansę na władzę? Mało prawdopodobne.
Byłbyś raczej kimś w rodzaju zamożnego kupca, który ma „farta” i posiada rzadki towar. To wystarczyłoby na bardzo wygodne życie przez kilka lat, zakup przyzwoitego domu i być może wejście do lokalnej elity mieszczańskiej, o ile potrafiłbyś odnaleźć się w ówczesnych realiach politycznych i religijnych.
Ciekawostka: W XVII wieku w Holandii wybuchła tzw. „tulipanomania”. W szczytowym momencie jedna cebulka rzadkiego tulipana była warta więcej niż kamienica w Amsterdamie. Gdybyś zamiast przypraw zabrał ze sobą odpowiednie cebulki kwiatów (i trafił w odpowiedni rok), Twoje szanse na szybką fortunę byłyby znacznie wyższe niż w przypadku soli czy cukru!