Gość (83.4.*.*)
Zasada równości broni (z łac. paritas est conditio pacis) to fundament rzetelnego procesu karnego, o którym wspomina Europejska Konwencja Praw Człowieka. W polskiej rzeczywistości prawnej często jednak mówi się o pewnej asymetrii – prokurator dysponuje całym aparatem państwowym, policją i biegłymi, podczas gdy obrońca musi polegać na własnej inicjatywie i wnioskach dowodowych, które prokurator może, ale nie musi uwzględnić. Aby urzeczywistnić wizję, w której obie strony mają realnie równe szanse, konieczne byłyby głębokie zmiany w Kodeksie postępowania karnego (k.p.k.) oraz w ustawach ustrojowych.
Obecnie, zgodnie z art. 156 § 5 k.p.k., prokurator w toku postępowania przygotowawczego może odmówić obrońcy dostępu do akt sprawy, jeśli wymaga tego „interes państwa” lub „dobro śledztwa”. To jeden z najczęściej wskazywanych punktów zapalnych.
Zmiana, która zrównałaby strony, musiałaby wprowadzić zasadę pełnej jawności materiału dowodowego dla obrony od momentu postawienia zarzutów (a nawet od pierwszej czynności z udziałem podejrzanego). Eliminacja uznaniowości prokuratora w tej kwestii sprawiłaby, że obrona nie musiałaby „zgadywać”, na czym opiera się oskarżenie, co pozwoliłoby na skuteczne poszukiwanie dowodów niewinności już na wczesnym etapie.
W obecnym systemie obrońca może jedynie składać wnioski dowodowe. Jeśli chce przesłuchać świadka lub uzyskać opinię eksperta, musi prosić o to prokuratora (w śledztwie) lub sąd. Aby zrównać siły, polskie prawo musiałoby przyznać adwokatom i radcom prawnym realne uprawnienia śledcze, takie jak:
W procesach karnych opinia biegłego często przesądza o winie lub niewinności. Obecnie biegli są powoływani przez organ prowadzący postępowanie (prokuratora), co tworzy psychologiczną więź między ekspertem a oskarżeniem. Opinie „prywatne” dostarczane przez obronę są traktowane jedynie jako sygnał dla sądu, że być może warto powołać kolejnego biegłego, a nie jako pełnoprawny dowód.
Zrównanie stron wymagałoby stworzenia niezależnego korpusu biegłych sądowych, do którego obie strony miałyby równy dostęp finansowany z budżetu państwa. W takim modelu obrońca mógłby powołać biegłego z listy sądowej na koszt Skarbu Państwa, a jego opinia miałaby taką samą moc, jak ta zamówiona przez prokuraturę.
Wielu ekspertów wskazuje, że prawdziwa równość wymaga zmiany modelu procesu. W 2015 roku w Polsce na krótko wprowadzono reformę kontradyktoryjną, w której sędzia był jedynie arbitrem, a ciężar dowodzenia spoczywał na stronach. Powrót do tego modelu, wzmocniony o instytucję sędziego pokoju lub sędziego śledczego, mógłby być kluczowy.
Sędzia śledczy przejąłby od prokuratora nadzór nad gromadzeniem dowodów, dbając o to, by do akt trafiały zarówno materiały obciążające, jak i łagodzące winę. Prokurator stałby się wówczas wyłącznie stroną, a nie „panem postępowania”, który jednocześnie oskarża i decyduje o tym, co obrońca może zobaczyć.
Choć może się to wydawać mało istotne, psychologia sali sądowej ma znaczenie. W polskim sądzie prokurator siedzi na podwyższeniu, obok stołu sędziowskiego, podczas gdy obrońca znajduje się „na dole”, na poziomie oskarżonego.
Zmiana układu sali tak, aby obie strony siedziały na tym samym poziomie, naprzeciwko siebie, byłaby symbolicznym, ale ważnym potwierdzeniem zasady równości stron. Podkreślałoby to, że prokurator nie jest „pomocnikiem sądu”, lecz równorzędnym uczestnikiem sporu prawnego.
W systemie amerykańskim istnieje tzw. Brady Rule, wywodząca się z wyroku Sądu Najwyższego w sprawie Brady v. Maryland. Nakłada ona na prokuratora bezwzględny obowiązek przekazania obronie wszelkich dowodów, które mogą świadczyć o niewinności oskarżonego lub łagodzić jego karę (tzw. exculpatory evidence). Ukrycie takiego dowodu przez prokuratora jest ciężkim naruszeniem etyki i podstawą do natychmiastowego uchylenia wyroku. W Polsce, mimo że art. 2 § 2 k.p.k. nakazuje organom badać okoliczności na korzyść i niekorzyść, brak jest tak surowych i bezpośrednich sankcji za „zapomnienie” o dowodach sprzyjających oskarżonemu.
Ostatnim filarem równości jest aspekt ekonomiczny. Państwo dysponuje nieograniczonym budżetem na ściganie przestępstw. Tymczasem stawki dla obrońców z urzędu w Polsce są często krytykowane jako nieadekwatne do nakładu pracy. Realne zrównanie uprawnień musiałoby wiązać się z zapewnieniem obronie funduszy na prowadzenie własnych czynności (np. opłacenie prywatnych detektywów czy specjalistycznych analiz), aby status majątkowy oskarżonego nie determinował jakości jego obrony.