Gość (83.4.*.*)
Wiele osób zastanawia się, jak to możliwe, że polskie prawo traktuje te dwie kwestie tak odmiennie. Z jednej strony sama prostytucja nie jest w Polsce zakazana – osoba świadcząca usługi seksualne nie popełnia przestępstwa ani wykroczenia. Z drugiej strony, każda forma czerpania korzyści z cudzego nierządu lub ułatwianie go jest surowo karane. Ta pozorna nielogiczność ma jednak głębokie uzasadnienie w filozofii prawa, ochronie godności człowieka oraz walce z przestępczością zorganizowaną.
Aby zrozumieć, dlaczego stręczycielstwo jest przestępstwem, musimy najpierw zdefiniować status samej prostytucji. W Polsce obowiązuje tzw. model abolicjonistyczny. Oznacza to, że państwo nie zakazuje dorosłej osobie dobrowolnego oferowania usług seksualnych, ale jednocześnie nie uznaje tego za zawód.
Prostytucja jest zjawiskiem prawnie obojętnym. Nie można za nią trafić do więzienia, ale nie można też podpisać legalnej umowy o świadczenie takich usług, która byłaby egzekwowalna przed sądem. Państwo przyjmuje tutaj postawę neutralną, uznając, że karanie osób świadczących takie usługi (często znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej) byłoby niesprawiedliwe i spychałoby je jeszcze bardziej na margines społeczny.
Skoro sama czynność nie jest nielegalna, to dlaczego pomaganie w niej lub zarabianie na niej już tak? Odpowiedź kryje się w trzech pojęciach z Kodeksu karnego: stręczycielstwie, sutenerstwie i kuplerstwie.
Stręczycielstwo to nakłanianie innej osoby do uprawiania prostytucji. Prawo wychodzi z założenia, że decyzja o świadczeniu usług seksualnych powinna być całkowicie autonomiczna. Każda próba namowy, manipulacji czy presji ze strony osób trzecich jest uznawana za zamach na wolność i godność jednostki. Państwo chce zapobiegać sytuacjom, w których ktoś staje się "towarem" w wyniku perswazji innej osoby.
To chyba najbardziej kontrowersyjny punkt dla postronnego obserwatora. Sutenerstwo to czerpanie korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji przez inną osobę. Dlaczego jest to karalne? Ponieważ historia i kryminologia pokazują, że tam, gdzie pojawia się "pośrednik" biorący procent od zarobków, tam niemal zawsze pojawia się wyzysk, przemoc i uzależnienie ekonomiczne. Zakaz sutenerstwa ma na celu odcięcie grup przestępczych od łatwego zysku.
Kuplerstwo polega na ułatwianiu innej osobie uprawiania prostytucji (np. poprzez wynajmowanie mieszkania specjalnie w tym celu). Tutaj granica jest cienka, ale prawo ma na celu uniemożliwienie tworzenia infrastruktury dla zorganizowanego handlu usługami seksualnymi.
Głównym argumentem ustawodawcy jest ochrona godności ludzkiej. W polskim systemie prawnym uznaje się, że seksualność człowieka nie powinna być przedmiotem handlu organizowanego przez osoby trzecie. O ile jednostka ma prawo decydować o swoim ciele (stąd brak kary za prostytucję), o tyle tworzenie "biznesu" opartego na cudzej seksualności jest uznawane za społecznie szkodliwe.
Warto zauważyć, że gdyby stręczycielstwo i sutenerstwo były legalne, prostytucja szybko stałaby się gałęzią gospodarki zdominowaną przez silniejsze podmioty, co drastycznie zwiększyłoby ryzyko handlu ludźmi i współczesnego niewolnictwa. Zakazując pośrednictwa, państwo stara się chronić osoby najsłabsze przed wyzyskiem.
Polska nie jest jedynym krajem z takim podejściem, ale na świecie istnieją zupełnie inne modele:
Zgodnie z polskim Kodeksem karnym (art. 204):
Właśnie ta różnica między "wyborem jednostki" a "organizowaniem procederu przez osoby trzecie" stanowi fundament polskiego prawa w tej kwestii. Państwo toleruje wybór jednostki, ale bezwzględnie zwalcza systemowe czerpanie zysków z cudzej intymności.