Gość (83.4.*.*)
Wolność słowa jest jednym z fundamentów demokratycznego społeczeństwa, ale nie jest ona absolutna. Często wydaje nam się, że w internecie czy w rozmowach prywatnych możemy powiedzieć wszystko, jednak prawo stawia wyraźne granice. Wypowiedzi na temat kobiet – podobnie jak na temat każdej innej grupy – stają się nielegalne w momencie, gdy naruszają godność, dobre imię lub bezpieczeństwo danej osoby lub grupy osób. W polskim systemie prawnym istnieje kilka kluczowych obszarów, które regulują tę kwestię.
Najczęstsze sytuacje, w których słowa mogą zaprowadzić nas przed sąd, to zniesławienie (art. 212 Kodeksu karnego) oraz znieważenie (art. 216 Kodeksu karnego). Choć te pojęcia brzmią podobnie, dotyczą nieco innych sytuacji.
Zniesławienie ma miejsce wtedy, gdy ktoś pomawia kobietę o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska czy zawodu. Przykładem może być publiczne i nieprawdziwe oskarżenie o nieetyczne zachowanie w pracy lub niemoralne prowadzenie się.
Z kolei znieważenie to bezpośredni atak na godność osobistą. Chodzi tu o używanie słów powszechnie uznanych za obelżywe, wulgarne i poniżające. Jeśli wypowiedź ma na celu jedynie upokorzenie kobiety, bez względu na to, czy dzieje się to twarzą w twarz, czy za pośrednictwem mediów społecznościowych, jest to działanie bezprawne.
Szczególna ochrona kobiet obowiązuje w relacjach zawodowych, co reguluje Kodeks pracy. Wypowiedzi o charakterze dyskryminującym są surowo zabronione. Obejmuje to sytuacje, w których kobieta jest oceniana lub komentowana przez pryzmat swojej płci, a nie kompetencji.
Niezgodne z prawem są:
Choć polski Kodeks karny w artykułach dotyczących mowy nienawiści (art. 256 i 257) wymienia przede wszystkim przynależność narodową, etniczną, rasową czy wyznaniową, to orzecznictwo i prawo międzynarodowe coraz częściej obejmują ochroną także płeć.
Wypowiedzi, które nawołują do nienawiści wobec kobiet jako grupy, promują przemoc wobec nich lub dehumanizują je, mogą być ścigane. Jeśli ktoś publicznie nawołuje do popełnienia przestępstwa na szkodę kobiet lub pochwala takie działania, naraża się na odpowiedzialność karną. Warto pamiętać, że granica między "kontrowersyjną opinią" a "nawoływaniem do nienawiści" jest często przekraczana w radykalnych środowiskach internetowych.
Poza prawem karnym istnieje ścieżka cywilna. Zgodnie z Kodeksem cywilnym (art. 23 i 24), dobra osobiste człowieka, takie jak cześć, wizerunek czy prywatność, pozostają pod ochroną prawa. Kobieta, której dobra zostały naruszone przez czyjąś wypowiedź, może żądać:
W sprawach cywilnych nie trzeba udowadniać winy umyślnej sprawcy – wystarczy fakt, że wypowiedź była bezprawna i naruszyła dobra osobiste.
Wiele osób uważa, że dodanie zwrotu "moim zdaniem" przed obraźliwą wypowiedzią zdejmuje z nich odpowiedzialność. To mit. Prawo rozróżnia sądy ocenne (opinie) od twierdzeń o faktach. O ile każdy ma prawo do własnej oceny, o tyle opinia nie może służyć jako parawan dla zniewagi. Jeśli "opinia" jest wyłącznie formą lżenia lub opiera się na nieprawdziwych faktach mających zniszczyć czyjąś reputację, nadal jest ona niezgodna z prawem.
Jeśli kobieta padnie ofiarą bezprawnych wypowiedzi, może zgłosić sprawę na policję (w przypadku przestępstw ściganych z urzędu lub z oskarżenia prywatnego) lub skonsultować się z prawnikiem w celu wytoczenia powództwa cywilnego. W sytuacjach zawodowych pierwszym krokiem powinno być zgłoszenie incydentu do działu HR lub Państwowej Inspekcji Pracy. W dobie internetu warto również zabezpieczać dowody w postaci zrzutów ekranu, które mogą być kluczowe w procesie dowodowym.