Gość (188.146.*.*)
Wyobraźmy sobie scenariusz rodem z najlepszych filmów katastroficznych: na kursie kolizyjnym z Ziemią znajduje się gigantyczny obiekt o masie 210 miliardów ton. To nie jest zwykła „brudna kula śniegu”. To specyficzna mieszanka lodu, metali i związków organicznych, która pędzi w naszą stronę z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na sekundę. Skutki takiego uderzenia byłyby katastrofalne, zmieniając oblicze naszej planety na tysiące lat.
Zanim przejdziemy do opisu zniszczeń, musimy zrozumieć skalę zjawiska. Kluczem jest energia kinetyczna, którą obiekt odda podczas uderzenia.
Dane wejściowe:
Obliczenie energii kinetycznej (~$E_k~#$):
Wzór: ~$E_k = \frac{1}{2} m v^2~#$
Wynik w megatonach TNT:
Jedna megatona (Mt) TNT to około ~$4,184 \times 10^{15}~#$ J.
~$9,45 \times 10^{22} / 4,184 \times 10^{15} \approx 22\,586\,000~#$ megaton.
Werdykt: Uderzenie wyzwoli energię rzędu 22,6 miliona megaton. Dla porównania, najpotężniejsza bomba wodorowa zdetonowana przez człowieka (Car-bomba) miała moc 50 megaton. Ta kometa uderzyłaby z siłą ponad 450 tysięcy takich bomb jednocześnie. To około 1/5 energii, która doprowadziła do wyginięcia dinozaurów (krater Chicxulub).
Przy masie 210 miliardów ton i gęstości wynikającej ze składu (głównie lód, ale z domieszką ciężkich metali), kometa miałaby średnicę około 6-7 kilometrów. Atmosfera ziemska, która chroni nas przed małymi meteoroidami, dla takiego giganta byłaby cienką, nieistotną mgiełką.
Kometa przebiłaby się przez atmosferę w ułamku sekundy. Ze względu na 85% zawartości lodu, zewnętrzna warstwa zaczęłaby gwałtownie parować, tworząc oślepiający ogon pary wodnej i gazów. Jednak 5% stali (żelazo z niklem) i 5% miedzi sprawiłoby, że jądro byłoby znacznie bardziej spójne niż w przypadku typowych komet. Obiekt nie rozpadłby się w powietrzu – uderzyłby w powierzchnię w całości.
Niezależnie od tego, czy kometa trafiłaby w ocean, czy w ląd, skutki byłyby globalne.
To tutaj robi się ciekawie. Skład komety jest nietypowy:
Najgorsze przyszłoby po kilku dniach. Pył skalny (3% skał to wciąż miliardy ton) oraz sadza z pożarów lasów zablokowałyby światło słoneczne.
Warto zauważyć, że kometa o takim składzie (5% stali, 5% miedzi) byłaby niezwykle rzadkim znaleziskiem. Typowe komety składają się głównie z lodu i pyłu krzemianowego. Tak wysoka zawartość metali sugeruje, że obiekt ten mógłby być fragmentem jądra rozbitej protoplanety, który został „oblepiony” lodem w zewnętrznych rejonach układu planetarnego. Obecność miedzi jest szczególnie intrygująca, ponieważ w kosmosie rzadko występuje ona w tak wysokich stężeniach w obiektach lodowych.
Gdyby ludzkość wiedziała o takim obiekcie z wyprzedzeniem, jego skład czyniłby go niesamowicie cennym celem dla górnictwa kosmicznego – masa miedzi w tej komecie to aż 10,5 miliarda ton, co wielokrotnie przewyższa wszystkie znane zasoby tego metalu na Ziemi! Niestety, w scenariuszu uderzenia, to bogactwo stałoby się przyczyną naszej zagłady.