Gość (37.30.*.*)
Często spotykamy się z opinią, że literatura fantasy to jedynie ucieczka od rzeczywistości, zarezerwowana dla osób, które nie chcą mierzyć się z „prawdziwymi” problemami. Twierdzenie, że „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego czy „Hobbit” J.R.R. Tolkiena to bajki dla naiwnych, jest jednak dużym uproszczeniem, które pomija głębię i wielowarstwowość tych dzieł. Choć oba tytuły operują magią, smokami i mieczami, ich fundamenty wyrastają z zupełnie innych założeń i dotykają problemów, które są nam bliskie w codziennym życiu.
Jeśli ktoś szuka w „Wiedźminie” naiwnej opowieści o walce dobra ze złem, srodze się zawiedzie. Saga o Geralcie z Rivii to w rzeczywistości dekonstrukcja klasycznych baśni. Sapkowski bierze na warsztat znane motywy (jak chociażby historię o Królewnie Śnieżce czy Pięknej i Bestii) i przepuszcza je przez filtr brutalnego, cynicznego świata, w którym rzadko zdarzają się szczęśliwe zakończenia.
W świecie wiedźmina zło nie zawsze ma postać potwora z kłami. Częściej kryje się w ludzkich decyzjach, rasizmie, politycznych intrygach i fanatyzmie. Wybór „mniejszego zła”, o którym tak często mówi Geralt, to jeden z najbardziej dojrzałych motywów w literaturze współczesnej. Czy można nazwać naiwną historię, która pokazuje, że neutralność w obliczu okrucieństwa jest niemal niemożliwa, a każda decyzja niesie za sobą bolesne konsekwencje? „Wiedźmin” to raczej studium ludzkiej natury, ubrane w kostium fantasy, które z naiwnością nie ma nic wspólnego.
Z „Hobbitem” sprawa wygląda nieco inaczej. J.R.R. Tolkien pisał tę książkę z myślą o swoich dzieciach, co nadaje jej lżejszy ton niż późniejszemu „Władcy Pierścieni”. Czy to jednak czyni ją naiwną? Bilbo Baggins to postać, z którą każdy z nas może się utożsamić – kocha spokój, domowe zacisze i dobre jedzenie. Jego wyprawa to klasyczna podróż bohatera, ale niosąca ze sobą bardzo dorosłe przesłania.
W „Hobbicie” spotykamy się z tematem chciwości (smocza choroba), która niszczy relacje i prowadzi do wojen. Widzimy, jak mała, z pozoru nieznacząca jednostka może wpłynąć na losy świata dzięki sprytowi i lojalności, a nie tylko sile mięśni. Choć narracja jest prowadzona w sposób przystępny, dotyka ona archetypów i wartości, które są fundamentem naszej kultury. To nie jest naiwność – to uniwersalność, która sprawia, że książka ta od dekad zachwyca kolejne pokolenia.
Krytycy gatunku często argumentują, że czytanie o elfach i krasnoludach to strata czasu. Jednak psychologia literatury wskazuje na coś zupełnie innego. Fantasy pozwala nam spojrzeć na realne problemy z dystansu. Łatwiej jest analizować mechanizmy władzy, patrząc na Nilfgaard, niż na współczesne mocarstwa, ponieważ emocje związane z polityką nie przesłaniają nam wtedy obrazu.
Ciekawostka:
Andrzej Sapkowski, tworząc postać Geralta, inspirował się nie tylko mitologią słowiańską czy arturiańską, ale także klasycznym czarnym kryminałem (hardboiled). Geralt ma w sobie wiele z Philipa Marlowe’a – jest samotnikiem z własnym kodeksem moralnym, działającym w świecie, który jest z gruntu zepsuty.
Nazywanie tych dzieł „bajkami dla naiwnych” wynika zazwyczaj z powierzchownej znajomości tematu. „Wiedźmin” uczy nas, że świat nie jest czarno-biały, a „Hobbit” przypomina, że nawet w najmroczniejszych chwilach warto zachować odrobinę poczciwości i nadziei.
Współczesna fantastyka to potężne narzędzie do opowiadania o:
Zamiast naiwności, znajdziemy tam pytania o to, co to znaczy być człowiekiem (lub nieludziem o ludzkich odruchach). To literatura, która rzuca wyzwanie naszym przekonaniom, a nie tylko dostarcza taniej rozrywki.
Choć obie serie różnią się poziomem brutalności i językiem, łączą je fundamenty: obie opowiadają o świecie w stanie kryzysu i o jednostkach, które muszą odnaleźć w nim swoją drogę. „Wiedźmin” robi to w sposób surowy i często bolesny, „Hobbit” zaś z nutą nostalgii i baśniowości. Żadna z tych dróg nie jest jednak drogą dla naiwnych – obie wymagają od czytelnika empatii, inteligencji i gotowości do refleksji nad tym, co w naszym własnym świecie jest naprawdę istotne.