Gość (37.30.*.*)
Wokół narodowości Edmunda Hillary’ego narosło sporo mitów, głównie dlatego, że jego najsłynniejszy wyczyn był częścią brytyjskiej wyprawy. Odpowiadając bezpośrednio na pytanie: nie, Edmund Hillary nie był Brytyjczykiem. Urodził się 20 lipca 1919 roku w Auckland w Nowej Zelandii i to właśnie z tym krajem był związany przez całe życie. Skąd więc bierze się to częste nieporozumienie?
W 1953 roku, kiedy Hillary i Tenzing Norgay stanęli na dachu świata, Nowa Zelandia była częścią Wspólnoty Narodów (Commonwealth), a sama wyprawa była finansowana i organizowana przez Brytyjczyków. Dowodził nią pułkownik John Hunt. Co więcej, wiadomość o zdobyciu szczytu dotarła do Londynu dokładnie w dniu koronacji królowej Elżbiety II, co Brytyjczycy uznali za wspaniały prezent dla nowej monarchini.
Hillary otrzymał od królowej tytuł szlachecki (Sir), co dodatkowo mogło utwierdzić niektórych w przekonaniu o jego brytyjskim pochodzeniu. Warto jednak pamiętać, że dla Nowozelandczyków Hillary jest absolutną ikoną narodową i jednym z najbardziej rozpoznawalnych obywateli tego kraju w historii.
Hillary to postać niezwykle barwna, a jego życie to materiał na niejeden film przygodowy. Zanim stał się światową ikoną himalaizmu, zajmował się... pszczelarstwem. Razem z bratem prowadził rodzinną pasiekę, co pozwalało mu na pracę sezonową i wyjazdy w góry w pozostałych miesiącach roku. To właśnie ta fizyczna praca na świeżym powietrzu zbudowała jego niesamowitą kondycję.
Warto pamiętać, że Hillary nie dokonałby tego sam. Jego partnerem był Szerpa Tenzing Norgay. Przez lata po ich powrocie media i opinia publiczna dopytywały, który z nich pierwszy postawił stopę na szczycie. Obaj dżentelmeńsko utrzymywali, że zrobili to niemal jednocześnie, jako zespół. Dopiero po latach Tenzing przyznał w swojej autobiografii, że to Hillary był pierwszy, choć dla samego Edmunda nigdy nie miało to większego znaczenia – zawsze podkreślał rolę współpracy.
Choć Everest przyniósł mu wieczną sławę, Hillary nie osiadł na laurach. Był człowiekiem czynu, którego ciągnęło w nieznane:
Edmund Hillary zmarł w 2008 roku w wieku 88 lat. Do dziś pozostaje symbolem determinacji i dowodem na to, że człowiek z małego miasteczka, dzięki pasji i ciężkiej pracy, może dosłownie i w przenośni sięgnąć chmur. Jeśli więc kiedykolwiek usłyszysz, że był Brytyjczykiem, możesz śmiało sprostować – to dumny "Kiwi", który podbił świat, ale serce zostawił w Himalajach.