Gość (37.30.*.*)
„Money, Money” to jeden z tych utworów, które niemal każdy potrafi zanucić, nawet jeśli nigdy nie widział musicalu „Kabaret” w całości. Charakterystyczny brzęk monet i chwytliwy refren „Money makes the world go around” na stałe wpisały się do kanonu popkultury. Jednak interpretowanie tej piosenki jako radosnej apoteozy, czyli bezkrytycznego uwielbienia bogactwa, jest sporym uproszczeniem. W rzeczywistości utwór ten niesie ze sobą znacznie głębszy, niemal mroczny przekaz, który idealnie wpisuje się w klimat dekadenckiego Berlina lat 30. XX wieku.
Aby zrozumieć, o czym tak naprawdę śpiewają bohaterowie „Kabaretu”, musimy przenieść się do Republiki Weimarskiej. To był czas skrajności. Z jednej strony Berlin był stolicą światowej awangardy, wolności obyczajowej i szalonej zabawy, z drugiej – zmagał się z potwornym kryzysem ekonomicznym i hiperinflacją. Ludzie tracili oszczędności całego życia w ciągu kilku dni, a pieniądze noszono w koszach na pranie, bo ich wartość była niemal zerowa.
W takim świecie pieniądz nie był symbolem luksusu czy próżności, ale warunkiem przetrwania. Kiedy Emcee (Mistrz Ceremonii) i Sally Bowles śpiewają o tym, że pieniądz porusza światem, nie robią tego z pozycji milionerów cieszących się życiem. To raczej desperacki, cyniczny komentarz osób, które doskonale wiedzą, że bez „brzęczącej monety” człowiek jest nikim.
Słowo „apoteoza” sugeruje ubóstwienie i wyniesienie czegoś na piedestał. Choć tekst piosenki faktycznie stawia pieniądz w centrum wszechświata, robi to w sposób skrajnie sarkastyczny. Utwór nie mówi o tym, że pieniądze dają szczęście w romantycznym tego słowa znaczeniu. Mówi o tym, że pieniądze kupują święty spokój, jedzenie i szacunek, którego brakuje biednym.
Zwróćmy uwagę na fragmenty tekstu: piosenka wspomina o głodzie, o tym, że kiedy nie masz grosza, nikt nie chce cię znać, a miłość schodzi na dalszy plan, gdy żołądek jest pusty. To nie jest radosne wychwalanie konsumpcjonizmu, jakie znamy z nowoczesnych teledysków. To brutalna obserwacja mechanizmów rządzących światem, w którym moralność staje się luksusem, na który stać tylko bogatych.
W okresie hiperinflacji w Niemczech (rok 1923) wartość marki spadała tak szybko, że robotnicy otrzymywali wypłaty dwa razy dziennie, a ich żony natychmiast biegły do sklepów, by kupić cokolwiek, zanim ceny znowu wzrosną. Zdarzało się, że palenie banknotami w piecu było tańsze niż kupowanie za nie drewna czy węgla. Piosenka „Money, Money” doskonale oddaje tę traumę pokoleniową.
W słynnej filmowej wersji Boba Fosse’a z 1972 roku, Liza Minnelli i Joel Grey wykonują ten numer w sposób niemal mechaniczny, z przerysowaną ekspresją. Ich ruchy przypominają marionetki, co dodatkowo podkreśla przedmiotowe traktowanie człowieka w świecie zdominowanym przez kapitał. Scenografia kabaretu Kit Kat, w którym toczy się akcja, jest brudna, duszna i niepokojąca.
To wykonanie sprawia, że „Money, Money” staje się raczej ostrzeżeniem niż hymnem pochwalnym. Pokazuje, jak chciwość i konieczność walki o byt odzierają ludzi z godności. W tle słyszymy narastające napięcie polityczne – narodziny nazizmu, który żerował na frustracji biednego społeczeństwa. Pieniądz w tym utworze jest siłą niszczącą, która zastępuje wartości duchowe i międzyludzkie więzi.
Podsumowując, „Money, Money” nie jest apoteozą uwielbienia pieniędzy w sensie pozytywnym. To raczej manifest cynizmu i przetrwania. Utwór pokazuje, że w świecie, który się rozpada, gdzie stare zasady przestają obowiązywać, a na horyzoncie widać widmo wojny, jedyną rzeczą, która wydaje się realna i dająca poczucie bezpieczeństwa, jest gotówka.
Dla bohaterów „Kabaretu” pieniądz to nie jachty i diamenty, ale możliwość zjedzenia kolacji i opłacenia czynszu w świecie, który zapomniał o empatii. Dlatego, słuchając tego utworu następnym razem, warto zwrócić uwagę na tę nutkę desperacji ukrytą pod błyszczącym, kabaretowym kostiumem. To piosenka o świecie, w którym wszystko – łącznie z człowiekiem – ma swoją cenę.