Gość (83.4.*.*)
Wydarzenia z lipca 2016 roku w Turcji wstrząsnęły opinią publiczną na całym świecie. Próba obalenia rządu przez frakcję wewnątrz tureckich sił zbrojnych doprowadziła do tragicznych starć, bombardowań budynków rządowych i śmierci setek osób. Choć sprawcy byli sądzeni według tureckiego prawa, warto zastanowić się, jak wyglądałaby ich sytuacja prawna, gdyby odpowiadali przed polskim sądem na podstawie polskiego Kodeksu karnego (KK). Polska legislacja przewiduje bardzo surowe kary za działania wymierzone w fundamenty państwa oraz życie obywateli.
Fundamentem oskarżenia w polskim systemie prawnym byłby artykuł 127 Kodeksu karnego, który definiuje przestępstwo zamachu stanu. Zgodnie z paragrafem 1 tego artykułu, każdy, kto mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części terytorium lub obalenie przemocą konstytucyjnego ustroju państwa, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10 albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
W przypadku wydarzeń w Turcji, gdzie rebelianci próbowali przejąć kontrolę nad kluczowymi instytucjami i obalić legalnie wybrany rząd, polski prokurator bez wątpienia postawiłby zarzut usiłowania przemocą zmiany ustroju konstytucyjnego. Jest to jedna z najcięższych zbrodni w polskim katalogu kar.
Podczas puczu w 2016 roku doszło do próby pojmania lub eliminacji prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana (m.in. atak na hotel w Marmaris). W polskim prawie takie działanie wyczerpuje znamiona artykułu 128 KK. Przepis ten mówi o zamachu na konstytucyjny organ państwa (np. Prezydenta, Sejm, Senat).
Jeśli sprawcy użyliby przemocy w celu usunięcia takiego organu lub wymuszenia na nim określonych czynności, groziłaby im kara od 3 do 20 lat więzienia. Co więcej, gdyby doszło do bezpośredniego zamachu na życie Prezydenta RP, w grę wchodziłby artykuł 134 KK, za który grozi kara od 15 lat więzienia do dożywocia.
Noc zamachu w Turcji pochłonęła życie ponad 240 osób, a tysiące zostały rannych. W polskim procesie karnym każdy przypadek śmierci byłby rozpatrywany jako zabójstwo (art. 148 KK). Sprawcy, którzy strzelali do cywilów na moście Bosforskim lub bombardowali budynki, odpowiadaliby za:
Warto wiedzieć, że w polskim prawie karnym przy wielokrotnych zabójstwach sąd może orzec karę łączną, która w praktyce często kończy się wyrokiem dożywotniego pozbawienia wolności z ograniczeniem możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie.
Ponieważ zamachowcami byli głównie żołnierze, polski sąd wojskowy (lub wydział wojskowy sądu powszechnego) musiałby zastosować przepisy z części wojskowej Kodeksu karnego. Kluczowe znaczenie miałyby tutaj:
Tureckie władze oskarżyły o organizację zamachu tzw. FETÖ (ruch Fethullaha Gülena), uznając go za organizację terrorystyczną. W polskim porządku prawnym uczestnicy spisku mogliby zostać oskarżeni na podstawie artykułu 258 KK, który dotyczy udziału w zorganizowanej grupie albo związku mającym na celu popełnienie przestępstwa. Jeśli grupa ta ma charakter zbrojny, kara jest znacznie wyższa i wynosi od 6 miesięcy do 8 lat (dla szeregowych członków) oraz od 2 do 15 lat dla osób kierujących taką grupą.
W polskim procesie karnym często dochodzi do tzw. kumulatywnego zbiegu przepisów (art. 11 KK). Oznacza to, że jeśli jeden czyn sprawcy wyczerpuje znamiona kilku artykułów (np. zamachu stanu, zabójstwa i zniszczenia mienia), sąd skazuje go na podstawie wszystkich tych przepisów, ale wymierza karę na podstawie tego najsurowszego. W przypadku puczu z 2016 roku, niemal pewne byłoby orzeczenie kary dożywotniego pozbawienia wolności dla liderów i bezpośrednich wykonawców najbardziej krwawych ataków.
Podsumowując, sprawcy zamachu stanu w Turcji, sądzeni w Polsce, stanęliby przed zarzutami zdrady stanu, zamachu na konstytucyjne organy, licznych zabójstw oraz przestępstw wojskowych. Surowość polskiego prawa w tym zakresie ma na celu nie tylko ukaranie winnych, ale przede wszystkim ochronę stabilności państwa i bezpieczeństwa jego obywateli.