Gość (37.30.*.*)
Oglądając amerykańskie filmy kryminalne lub śledząc głośne procesy w USA, często można usłyszeć specyficzne sformułowania dotyczące wymiaru kary. Zamiast konkretnej liczby lat, sędzia ogłasza wyrok typu „od 5 do 15 lat” (ang. 5 to 15 years). Dla osoby przyzwyczajonej do europejskich systemów prawnych, gdzie wyrok jest zazwyczaj sztywno określony (np. 7 lat pozbawienia wolności), może to brzmieć jak przejaw niezdecydowania wymiaru sprawiedliwości. W rzeczywistości jest to fundament amerykańskiego podejścia do resocjalizacji, znany jako wyrok nieoznaczony (indeterminate sentencing).
System wyroków nieoznaczonych opiera się na wyznaczeniu przez sąd dolnej i górnej granicy czasu, jaki skazany spędzi za kratkami. Dolna granica to minimalny okres, który więzień musi odsiedzieć, zanim w ogóle będzie mógł ubiegać się o wyjście na wolność. Górna granica to maksymalny czas, po którym państwo nie ma już prawa przetrzymywać danej osoby w zakładzie karnym.
W praktyce oznacza to, że ostateczna data wyjścia na wolność nie jest znana w dniu ogłoszenia wyroku. Nie decyduje o niej sędzia, lecz specjalny organ administracyjny – komisja ds. zwolnień warunkowych (ang. parole board). To właśnie przed tą komisją skazany staje po odbyciu kary minimalnej, próbując udowodnić, że przeszedł przemianę i zasługuje na powrót do społeczeństwa.
Dlaczego Amerykanie zdecydowali się na taki model? Głównym powodem jest wiara w resocjalizację. System ten wyrósł z przekonania, że więzienie powinno być miejscem naprawy człowieka, a nie tylko surową karą.
Kiedy skazany osiągnie termin „od”, odbywa się przesłuchanie przed komisją. Członkowie komisji analizują raporty od strażników, psychologów więziennych, sprawdzają historię dyscyplinarną oraz słuchają opinii ofiar przestępstwa lub ich rodzin. Jeśli komisja uzna, że więzień jest gotowy, zostaje on wypuszczony na tzw. parole (zwolnienie warunkowe).
Warto jednak pamiętać, że wyjście z więzienia po terminie minimalnym nie oznacza końca kary. Osoba taka pozostaje pod nadzorem kuratora aż do momentu upłynięcia maksymalnego terminu wyroku. Musi przestrzegać surowych zasad: nie może pić alkoholu, musi posiadać stałą pracę, meldować się u kuratora i unikać kontaktów z osobami o kryminalnej przeszłości. Złamanie któregokolwiek z tych punktów skutkuje natychmiastowym powrotem za kratki na resztę zasądzonego czasu.
Choć wyroki „od–do” kojarzą się z USA, nie są one stosowane we wszystkich stanach ani w systemie federalnym. W latach 80. i 90. XX wieku w Ameryce zapanowała moda na politykę „tough on crime” (surowość wobec przestępczości). Wiele stanów oraz sądy federalne przeszły na tzw. determinate sentencing (wyroki oznaczone), gdzie sędzia orzeka konkretną liczbę lat, a możliwości wcześniejszego wyjścia są drastycznie ograniczone (np. można skrócić karę tylko o 15% za dobre sprawowanie). Krytycy wyroków „od–do” argumentowali bowiem, że komisje ds. zwolnień warunkowych są zbyt łaskawe lub nieprzewidywalne.
W Polsce system jest nieco inny, choć również przewiduje mechanizm wcześniejszego wyjścia. Polski sędzia wymierza konkretną karę (np. 10 lat). Jednak po odbyciu połowy kary (w standardowych przypadkach) skazany może ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Różnica polega na tym, że w USA zakres „od–do” jest wpisany bezpośrednio w sentencję wyroku i często dolna granica jest ustalana indywidualnie przez sędziego w ramach widełek ustawowych, co daje większą swobodę w kształtowaniu „okresu próbnego” już na starcie.
System wyroków nieoznaczonych to próba znalezienia balansu między sprawiedliwą odpłatą za czyn a szansą na nowe życie. Z jednej strony daje nadzieję więźniom, z drugiej – budzi kontrowersje wśród ofiar, które nigdy nie mają pewności, jak długo sprawca faktycznie pozostanie w izolacji. Bez względu na oceny, jest to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów anglosaskiej kultury prawnej, który stawia zachowanie skazanego w centrum procesu odbywania kary.