Gość (37.30.*.*)
Termin „plea bargaining”, który tak dobrze znamy z amerykańskich seriali prawniczych, budzi wiele emocji i często kojarzy się z szybkim zakończeniem procesu karnego. Choć mechanizm ten jest fundamentem systemu anglosaskiego (Common Law), warto wyjaśnić jedną kluczową kwestię: plea bargaining w ścisłym tego słowa znaczeniu nie istnieje w sprawach cywilnych ani rodzinnych. Wynika to z samej natury tego procesu, który opiera się na przyznaniu do winy w zamian za łagodniejszy wyrok. W sprawach o rozwód czy opiekę nad dziećmi nie orzeka się o „winie karnej”, więc i „układanie się” z prokuratorem nie wchodzi w grę.
Jednak nie oznacza to, że w sprawach cywilnych i rodzinnych strony nie mają możliwości pójścia na ugodę. Wręcz przeciwnie – system anglosaski kładzie ogromny nacisk na to, aby spory rozwiązywać poza salą rozpraw. Zamiast plea bargaining, mamy tutaj do czynienia z mechanizmami takimi jak settlement (ugoda) oraz mediation (mediacja).
Plea bargaining to specyficzna transakcja między oskarżonym a oskarżycielem publicznym (prokuratorem). W sprawach cywilnych i rodzinnych nie ma prokuratora – mamy dwie prywatne strony, które toczą spór o majątek, odszkodowanie lub prawa rodzicielskie.
W systemie anglosaskim procesy cywilne są niezwykle kosztowne i czasochłonne. Dlatego sędziowie oraz samo prawo zachęcają do zawierania ugód (settlements). Statystyki są tutaj bezlitosne: w USA ponad 90% spraw cywilnych kończy się ugodą, zanim sprawa w ogóle trafi przed ławę przysięgłych. To swoisty odpowiednik plea bargaining, ale bez udziału państwa jako strony dążącej do ukarania sprawcy.
W sprawach rodzinnych, takich jak rozwody czy ustalanie opieki nad dziećmi, systemy anglosaskie (np. w USA, Kanadzie czy Wielkiej Brytanii) promują tzw. Alternative Dispute Resolution (ADR), czyli alternatywne metody rozwiązywania sporów.
W przypadku opieki nad dziećmi sąd zawsze kieruje się zasadą „best interests of the child” (najlepszy interes dziecka). Nawet jeśli rodzice wypracują „ugodę” (odpowiednik plea bargain w ich wydaniu), sędzia musi ją zatwierdzić, sprawdzając, czy dobro dziecka nie ucierpi.
Powód jest prozaiczny: pieniądze i czas. System Common Law opiera się na procesie kontradyktoryjnym, gdzie sędzia jest tylko arbitrem, a strony muszą same „wywalczyć” prawdę. To generuje ogromne koszty obsługi prawnej.
Dodatkowo, ugoda cywilna daje stronom kontrolę nad wynikiem. W sądzie wyrok jest niewiadomą, a ława przysięgłych bywa nieprzewidywalna. W „cywilnym odpowiedniku plea bargaining” obie strony wiedzą, na co się zgadzają, co pozwala uniknąć stresu związanego z publicznym procesem, co jest szczególnie istotne w delikatnych sprawach rodzinnych.
W niektórych stanach USA istnieją tzw. „no-fault divorces” (rozwody bez orzekania o winie), które sprawiły, że negocjacje stały się jeszcze prostsze. Skoro system nie szuka winnego, strony mogą skupić się wyłącznie na matematycznym podziale majątku i logistyce opieki nad dziećmi, co sprawia, że proces ugody przypomina czysto biznesową transakcję.
Podsumowując, choć termin „plea bargaining” jest zarezerwowany dla sal sądowych w sprawach karnych, duch negocjacji i unikania procesów jest w systemie anglosaskim wszechobecny – również w sprawach cywilnych i rodzinnych. Zmienia się tylko nazewnictwo i strony zasiadające przy stole negocjacyjnym.