Gość (83.4.*.*)
Historia II wojny światowej pełna jest momentów, które mogły potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby nie drobne błędy lub przeoczenia. Jednym z najbardziej brzemiennych w skutkach wydarzeń dla niemieckiego programu nuklearnego (Uranprojekt) był błąd pomiarowy Walthera Bothego z 1941 roku. Gdyby Bothe zorientował się, że grafit, który badał, był zanieczyszczony borem, a nie posiadał naturalnie wysokiego przekroju czynnego na wychwyt neutronów, losy niemieckich badań nad energią jądrową mogłyby wyglądać zupełnie inaczej.
W 1941 roku Walther Bothe, wybitny niemiecki fizyk, przeprowadził eksperyment mający ustalić, czy grafit może służyć jako moderator w reaktorze jądrowym. Moderator jest niezbędny, aby spowolnić neutrony, co umożliwia podtrzymanie reakcji łańcuchowej. Bothe użył jednak grafitu dostarczonego przez firmę Siemens, który zawierał śladowe ilości boru. Bor jest pierwiastkiem niezwykle skutecznie pochłaniającym neutrony – nawet minimalne zanieczyszczenie sprawia, że grafit staje się bezużyteczny w reaktorze.
Bothe wyciągnął błędny wniosek: uznał, że grafit sam w sobie nie nadaje się do roli moderatora. To skierowało niemieckich naukowców, w tym Wernera Heisenberga, na drogę wykorzystania ciężkiej wody (~$D_2O~#$).
Gdyby Bothe odkrył prawdę, niemiecki program nuklearny zyskałby ogromną przewagę logistyczną i technologiczną. Oto kluczowe skutki takiej zmiany:
Ciężka woda była niezwykle trudna i kosztowna w produkcji. Niemcy polegali niemal wyłącznie na zakładach Norsk Hydro w okupowanej Norwegii (Vemork). Alianci, zdając sobie sprawę z wagi tej substancji, przeprowadzili szereg brawurowych akcji sabotażowych (operacja Gunnerside), które skutecznie odcięły III Rzeszę od dostaw. Grafit natomiast był materiałem powszechnie dostępnym i łatwym do wyprodukowania w dużych ilościach. Wyeliminowanie zależności od norweskiej fabryki usunęłoby jedno z największych "wąskich gardeł" niemieckiego programu.
Z czystym grafitem Niemcy mogliby zbudować działający reaktor jądrowy znacznie wcześniej. Enrico Fermi w USA osiągnął stan krytyczny w reaktorze Chicago Pile-1 w grudniu 1942 roku właśnie dzięki zastosowaniu ultra-czystego grafitu. Niemcy, dysponując odpowiednią wiedzą o graficie, mogliby osiągnąć ten etap w podobnym czasie lub niewiele później.
Działający reaktor to nie tylko źródło energii, ale przede wszystkim fabryka plutonu-239. W przeciwieństwie do uranu-235, który wymaga niezwykle skomplikowanej i energochłonnej separacji izotopów, pluton można wydzielić metodami chemicznymi z wypalonego paliwa jądrowego. Posiadanie reaktora grafitowego znacznie ułatwiłoby Niemcom drogę do stworzenia bomby atomowej typu implozyjnego (podobnej do "Fat Man", która spadła na Nagasaki).
Mimo że poprawne pomiary Bothego przyspieszyłyby prace, istnieje wiele powodów, dla których Niemcy i tak mogliby nie zdążyć przed końcem wojny.
Leo Szilard, fizyk pracujący w USA, był niemal obsesyjnie wyczulony na punkcie czystości materiałów. Kiedy zamawiał grafit do eksperymentów Fermiego, osobiście dopilnował, aby producent usunął z niego wszelkie ślady boru. To właśnie ta dbałość o szczegóły – i świadomość, jak bor wpływa na neutrony – sprawiła, że Amerykanie uniknęli ślepej uliczki, w którą wpadli Niemcy.
Z punktu widzenia fizyki jądrowej, problem polega na tzw. przekroju czynnym na wychwyt neutronów termicznych.
Gdyby Walther Bothe miał świadomość tych proporcji, niemiecki reaktor mógłby ruszyć już w 1942 roku, co postawiłoby aliantów w zupełnie innej, znacznie groźniejszej sytuacji strategicznej.