Gość (83.4.*.*)
Historia o nazistowskim statku transportującym ciężką wodę jest jednym z najbardziej fascynujących epizodów II wojny światowej, ale w wersji, którą przytoczyłeś, zawiera kilka istotnych nieścisłości. Można powiedzieć, że jest to mieszanka faktów historycznych z filmową fikcją. Choć akcja mająca na celu powstrzymanie niemieckiego programu nuklearnego naprawdę miała miejsce, jej przebieg wyglądał nieco inaczej, niż sugerują popularne legendy.
Zanim przejdziemy do samego statku, warto zrozumieć, o co toczyła się gra. Ciężka woda (tlenek deuteru) była kluczowym elementem w niemieckich badaniach nad energią jądrową. Naziści, pod wodzą wybitnego fizyka Wernera Heisenberga, planowali wykorzystać ją jako moderator w reaktorze atomowym, co miało umożliwić kontrolowaną reakcję łańcuchową i – w dalszej perspektywie – budowę bomby atomowej.
Jedynym miejscem w Europie, które produkowało ciężką wodę na skalę przemysłową, były zakłady Norsk Hydro w Vemork, w okupowanej przez Niemców Norwegii. To właśnie tam skupiła się uwaga alianckiego wywiadu.
Analizując Twoje pytanie, musimy sprostować trzy kluczowe kwestie, które często mylą się w przekazach popkulturowych:
Prawdziwa historia, która stała się podstawą legendy, wydarzyła się 20 lutego 1944 roku. Niemcy, zdając sobie sprawę, że fabryka w Vemork jest stale zagrożona atakami, postanowili ewakuować pozostałe zapasy ciężkiej wody do Niemiec. Transport miał odbyć się koleją, a wagony musiały zostać przeprawione przez jezioro Tinnsjø na pokładzie promu kolejowego SF Hydro.
Norweski ruch oporu, działający w porozumieniu z brytyjskim SOE (Kierownictwem Operacji Specjalnych), otrzymał jasny rozkaz: transport nie może dotrzeć do celu. Trzech sabotażistów – Knut Haukelid, Rolf Sørlie i Knut Lier-Hansen – przedostało się na pokład promu nocą przed wypłynięciem. Umieścili oni ładunki wybuchowe w dziobowej części jednostki.
Kiedy SF Hydro znajdował się na najgłębszym fragmencie jeziora (około 430 metrów głębokości), nastąpiła eksplozja. Prom zatonął w ciągu kilku minut, zabierając ze sobą beczki z ciężką wodą. Niestety, w katastrofie zginęło również 14 norweskich cywilów oraz 4 niemieckich żołnierzy.
To pytanie do dziś dzieli historyków. Choć zatopienie SF Hydro było ogromnym ciosem dla niemieckiego programu nuklearnego, współczesne badania sugerują, że III Rzesza była jeszcze bardzo daleka od stworzenia działającej broni jądrowej. Niemieccy naukowcy popełnili szereg błędów obliczeniowych, a sam program był niedofinansowany w porównaniu do amerykańskiego Projektu Manhattan.
Ciekawostką jest fakt, że w 2004 roku ekipa filmowa i badacze wydobyli z dna jeziora Tinnsjø jedną z beczek, która przetrwała wybuch. Po analizie chemicznej okazało się, że rzeczywiście zawierała ona ciężką wodę o wysokim stężeniu, co ostatecznie potwierdziło autentyczność historycznych przekazów o zawartości transportu.
Jeśli więc usłyszysz o nazistowskim statku z ciężką wodą, pamiętaj:
Ta historia doczekała się wielu ekranizacji, w tym słynnego filmu "Bohaterowie Telemarku" z 1965 roku oraz nowszego, świetnie ocenianego serialu "Bitwa o ciężką wodę" (Kampen om tungtvannet), które choć nieco koloryzują rzeczywistość, oddają hołd ludziom, którzy ryzykowali życie, by powstrzymać nuklearne ambicje Hitlera.