Gość (83.4.*.*)
Historia o alianckich wysiłkach mających na celu powstrzymanie nazistowskiego programu nuklearnego brzmi jak gotowy scenariusz na hollywoodzki hit i rzeczywiście doczekała się kilku ekranizacji. Jednak w przeciwieństwie do wielu wojennych mitów, operacja zatopienia transportu ciężkiej wody jest jak najbardziej autentycznym wydarzeniem historycznym. To jedna z najbardziej brawurowych i kluczowych akcji sabotażowych II wojny światowej, znana jako bitwa o ciężką wodę.
Zanim przejdziemy do samej akcji na jeziorze Tinnsjø, warto zrozumieć, o co toczyła się gra. Niemieccy naukowcy, z noblistą Wernerem Heisenbergiem na czele, pracowali nad budową reaktora atomowego. Do jego działania niezbędny był tzw. moderator – substancja, która spowalnia neutrony, umożliwiając podtrzymanie reakcji łańcuchowej.
Niemcy postawili na ciężką wodę (tlenek deuteru, ~$D_2O~#$). W tamtym czasie jedynym miejscem w Europie zdolnym do jej produkcji na dużą skalę były zakłady Norsk Hydro w Vemork, niedaleko miejscowości Rjukan w okupowanej Norwegii. Alianci, przerażeni wizją Hitlera dysponującego bronią atomową, uznali zniszczenie tych zapasów za priorytet absolutny.
Zanim doszło do zatopienia statku, alianci podejmowali kilka prób unieszkodliwienia fabryki:
To właśnie ten moment stał się legendą, która okazała się prawdą. 20 lutego 1944 roku resztki zapasów ciężkiej wody znajdowały się w wagonach kolejowych na pokładzie promu pasażerskiego SF Hydro, który miał przepłynąć przez głębokie jezioro Tinnsjø.
Norweski ruch oporu, pod dowództwem Knuta Haukelida, otrzymał rozkaz: transport nie może dotrzeć do Niemiec. Sabotażyści zakradli się na pokład promu nocą, gdy ten cumował w porcie. Podłożyli ładunki wybuchowe z zapalnikami czasowymi w dziobowej części jednostki.
Rankiem, gdy prom znajdował się na najgłębszym odcinku jeziora (sięgającym ponad 400 metrów), nastąpiła eksplozja. SF Hydro zatonął w ciągu zaledwie kilku minut. Wraz z nim na dno poszło kilkanaście ton cennej cieczy. Choć w katastrofie zginęli cywile (14 Norwegów i 4 niemieckich żołnierzy), cel militarny został osiągnięty. Niemiecki program atomowy został pozbawiony kluczowego komponentu w krytycznym momencie wojny.
Przez lata niektórzy historycy poddawali w wątpliwość, czy beczki na SF Hydro rzeczywiście zawierały stężoną ciężką wodę, czy może tylko jej roztwór o niskiej wartości. W 2005 roku ekipa badawcza wydobyła jedną z beczek z dna jeziora Tinnsjø. Po analizie chemicznej okazało się, że w środku faktycznie znajdował się tlenek deuteru o wysokim stężeniu. To ostatecznie potwierdziło, że akcja sabotażowa miała realny wpływ na losy niemieckich badań nad atomem.
Współcześni historycy nauki, analizując zapiski Heisenberga i stan niemieckich badań, skłaniają się ku teorii, że III Rzesza była jeszcze bardzo daleko od skonstruowania bomby atomowej. Niemcy popełnili błędy obliczeniowe i nie dysponowali takimi zasobami jak amerykański Projekt Manhattan. Niemniej jednak, bez ciężkiej wody z Norwegii, ich szanse na uruchomienie choćby działającego reaktora spadły praktycznie do zera.
Operacja na jeziorze Tinnsjø pozostaje więc jednym z najbardziej efektywnych przykładów sabotażu w historii, gdzie garstka zdeterminowanych ludzi zmieniła bieg wielkiej polityki i nauki.