Gość (37.30.*.*)
Przywilej koszycki z 1374 roku to jeden z najważniejszych dokumentów w historii Polski. To właśnie on otworzył drogę do dominacji szlachty w państwie, drastycznie obniżając podatki i dając stanowi rycerskiemu pierwsze realne gwarancje ich pozycji. Ale co by było, gdyby król Ludwik Węgierski, chcąc zapewnić sukcesję swojej córce, musiał zgodzić się na znacznie bardziej specyficzne i surowe warunki? Gdyby do dokumentu dopisano trzy wspomniane punkty, Polska mogłaby wyglądać zupełnie inaczej – zarówno pod względem gospodarczym, jak i społecznym.
Wprowadzenie zapisu o obowiązku sprzedaży towarów na miejskich targach przez minimum 12 dni w roku byłoby prawdziwym trzęsieniem ziemi dla ówczesnej gospodarki. W XIV wieku szlachta dążyła raczej do omijania pośrednictwa miast i unikania opłat targowych. Przymuszenie ich do osobistego (lub przez zarządców) handlowania w miastach mogłoby przynieść nieoczekiwane skutki.
Po pierwsze, miasta przeżyłyby niesamowity rozkwit. Regularna obecność najbogatszej warstwy społecznej na targach oznaczałaby ogromny zastrzyk gotówki dla miejskich rzemieślników i karczmarzy. Po drugie, mogłoby to doprowadzić do wcześniejszego wykształcenia się silnego mieszczaństwa, które w polskiej historii zawsze było nieco w cieniu szlachty. Zamiast izolować się w swoich dworach, szlachta musiałaby wejść w bezpośrednie relacje ekonomiczne z mieszczanami, co mogłoby zaowocować bardziej zrównoważonym rozwojem kraju.
Zapis o zakazie dotyczącym piwa dla szlachty brzmi niemal jak wyrok śmierci na ówczesny styl życia. W średniowieczu piwo było podstawowym napojem, często bezpieczniejszym do spożycia niż zanieczyszczona woda. Gdyby szlachta nie mogła pić piwa (lub go produkować), musiałaby przerzucić się na wino lub miody pitne. To z kolei wymusiłoby ogromny wzrost importu win z Węgier czy Francji, co mogłoby doprowadzić do deficytu handlowego lub... gwałtownego rozwoju winnic na południu Polski.
Z kolei monopol na marmur i budowę pałaców z wieżami poza miastami stworzyłby unikalny krajobraz architektoniczny. Polska wieś zostałaby usiana dumnymi, kamiennymi rezydencjami, które pełniłyby funkcje nie tylko mieszkalne, ale i prestiżowe. Wieże, będące symbolem władzy, stałyby się znakiem rozpoznawczym polskiej szlachty. Taki zapis mógłby sprawić, że polskie zabytki wyglądałyby dziś bardziej "włosko" lub "francusko", a zawód kamieniarza i architekta byłby najbardziej dochodowym zajęciem w Koronie.
W średniowieczu i renesansie wysokość wieży często świadczyła o statusie właściciela. W wielu miastach Europy (np. w San Gimignano we Włoszech) rody szlacheckie rywalizowały ze sobą, budując coraz wyższe konstrukcje. Gdyby w Polsce prawo do wież poza miastami miała tylko szlachta, byłaby to jasna manifestacja dominacji nad chłopstwem i mieszczaństwem, widoczna z wielu kilometrów.
Trzeci punkt, dotyczący wyłącznego prawa szlachty i króla do sądzenia chłopów, miałby najbardziej dalekosiężne i prawdopodobnie najsmutniejsze skutki społeczne. Choć w praktyce szlachta z czasem i tak przejęła pełnię władzy nad swoimi poddanymi, oficjalne wpisanie tego do przywileju koszyckiego już w 1374 roku przyspieszyłoby proces tzw. wtórnego poddaństwa.
Gdyby chłopi stracili możliwość odwoływania się do sądów społecznych (np. wiejskich) lub niezależnych sędziów królewskich, ich los zależałby wyłącznie od dobrej woli pana. To zamknęłoby drogę do jakiejkolwiek sprawiedliwości społecznej na wsiach na setki lat. Taki zapis zablokowałby rozwój samorządności wiejskiej, która w tamtym czasie jeszcze tliła się w wielu regionach Polski.
Gdyby te trzy punkty weszły w życie, Polska stałaby się krajem ogromnych kontrastów. Z jednej strony mielibyśmy bogate, tętniące życiem miasta, w których szlachta musi handlować swoimi plonami. Z drugiej strony – wieś zdominowaną przez potężne, marmurowe pałace z wieżami, gdzie chłop nie ma żadnych praw, a szlachcic, zamiast pić piwo z poddanymi, sączy drogie wino, spoglądając na swoje włości z góry.
Taki układ sił mógłby doprowadzić do znacznie szybszego wybuchu konfliktów społecznych, ale też do paradoksalnego wzmocnienia gospodarki miejskiej. Czy Polska byłaby silniejsza? Trudno powiedzieć. Na pewno jednak historia "złotej wolności" zaczęłaby się znacznie wcześniej i w znacznie bardziej rygorystyczny sposób, kształtując naród o zupełnie innej strukturze społecznej i estetyce.