Gość (37.30.*.*)
W sieci często pojawiają się nagrania lub opowieści o osobach, których dłonie „przykleiły się” do metalowych barierek czy klamek w warunkach domowych. Choć zjawisko to wygląda spektakularnie i budzi dreszcz emocji, musimy zacząć od jasnego postawienia sprawy: przymarznięcie dłoni do powierzchni w temperaturze pokojowej (ok. 20-25°C) jest fizycznie niemożliwe. To klasyczny przykład internetowego mitu lub nieporozumienia terminologicznego. Aby doszło do procesu przymarzania, niezbędna jest temperatura poniżej punktu zamarzania wody, czyli 0°C.
Skąd więc biorą się te opowieści i dlaczego czasem mamy wrażenie, że nasza skóra „klei się” do przedmiotów, mimo że w pokoju jest ciepło? Odpowiedź tkwi w fizyce, biologii i chemii, a nie w mrozie.
Zjawisko przymarzania polega na gwałtownym odebraniu ciepła z cienkiej warstwy wilgoci (potu lub wody) znajdującej się na naszej skórze. Kiedy dotykamy bardzo zimnego przedmiotu o wysokim przewodnictwie cieplnym (np. metalowego słupka na mrozie), metal „wysysa” ciepło z naszej dłoni tak szybko, że wilgoć na skórze zamienia się w lód w ułamku sekundy. Ten lód wnika w mikroskopijne pory skóry i nierówności metalu, tworząc niezwykle silne wiązanie mechaniczne.
W temperaturze pokojowej proces ten nie może zajść, ponieważ:
Jeśli nie jest to przymarzanie, to co czujemy, gdy dłoń zdaje się stawiać opór przy odrywaniu od gładkiej powierzchni? Istnieje kilka zjawisk, które mogą być mylone z przymarzaniem:
Nasza skóra naturalnie produkuje sebum (tłuszcz) oraz pot. Gdy dociśniemy dłoń do idealnie gładkiej powierzchni, takiej jak szkło, polerowany metal czy plastik, między skórą a przedmiotem powstaje cienka warstwa cieczy. Działa ona jak swoisty „klej” dzięki siłom adhezji (oddziaływania między cząsteczkami różnych ciał) i napięciu powierzchniowemu. To samo zjawisko pozwala owadom chodzić po szybach.
Przy bardzo gładkich powierzchniach i wilgotnej dłoni, podczas próby podniesienia ręki, możemy stworzyć chwilowe podciśnienie. Powietrze nie może szybko dostać się pod skórę, co daje wrażenie, że przedmiot „trzyma” naszą dłoń.
Wiele „cudownych” filmików w Internecie to po prostu triki. Użycie bezbarwnych substancji klejących, które aktywują się pod wpływem nacisku lub temperatury ciała, może symulować efekt przymarzania. Często też mylimy przymarzanie z silnym przywarciem do gumy lub miękkich tworzyw sztucznych, które pod wpływem ciepła dłoni stają się bardziej plastyczne i „chwytne”.
Aby zrozumieć, dlaczego w temperaturze pokojowej to nie działa, przeanalizujmy proces, który zachodzi na prawdziwym mrozie. To czysta termodynamika:
Wynik: Jesteś uwięziony. W temperaturze pokojowej punkt 3. nigdy nie nastąpi, ponieważ otoczenie dostarcza zbyt dużo energii, by woda mogła zamarznąć.
Nawet w temperaturze pokojowej metalowy przedmiot wydaje nam się chłodniejszy niż drewniany stół stojący obok, mimo że oba mają np. 21°C. To zjawisko często podsyca mity o „mroźnych” właściwościach metalu w domu.
Wszystko sprowadza się do przewodności cieplnej. Metal przewodzi ciepło znacznie szybciej niż drewno. Kiedy dotykasz metalu, on błyskawicznie odbiera ciepło z Twoich palców, co Twój mózg interpretuje jako „zimno”. Drewno jest izolatorem – odbiera ciepło powoli, więc wydaje się „cieplejsze”. To subiektywne odczucie sprawia, że łatwiej nam uwierzyć w internetowe bajki o przymarzaniu do metalowych klamek w salonie.
Zjawisko przymarzania dłoni do powierzchni w temperaturze pokojowej to internetowy mit. Fizyka jest w tej kwestii nieubłagana: bez temperatury poniżej zera woda nie zmieni się w lód, a to właśnie lód jest „spoiwem” w procesie przymarzania. Jeśli czujesz, że Twoja ręka klei się do blatu czy klamki w domu, winne są siły adhezji, wilgoć lub po prostu... brudna powierzchnia. Prawdziwe przymarzanie zostawmy na mroźne, zimowe spacery, pamiętając, by nigdy nie dotykać wtedy językiem metalowych latarni!