Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że czujesz się świetnie. Twoje ciało funkcjonuje bez zarzutu, nie masz żadnych niepokojących objawów, a codzienne życie płynie spokojnym rytmem. Nagle, po rutynowym badaniu genetycznym lub wypełnieniu kwestionariusza psychologicznego, dowiadujesz się, że jesteś „podatny”. Nie chory – po prostu nosisz w sobie biologiczny lub behawioralny zalążek przyszłej patologii. Od tego momentu Twoje życie zaczyna toczyć się w cieniu medycznego lub instytucjonalnego autorytetu, a Ty stajesz się kimś, kogo socjologowie nazywają „pacjentem w poczekalni”.
To nie jest scenariusz filmu science fiction, ale rzeczywistość opisywana przez współczesną biopolitykę. U jej podstaw leży pojęcie, które wyewoluowało z myśli francuskiego filozofa Michela Foucaulta, a które współcześni badacze określają jako diagnozę podatności (ang. diagnosis of susceptibility lub vulnerability). Choć brzmi jak medyczny żargon, w rzeczywistości jest to jedno z najbardziej wyrafinowanych narzędzi kontroli społecznej naszych czasów.
Aby dobrze zrozumieć to pojęcie, musimy cofnąć się do Foucaultowskiej teorii biopolityki i biowładzy. Foucault zauważył, że od XVIII wieku władza w państwach zachodnich przestała skupiać się wyłącznie na karaniu i odbieraniu życia, a zaczęła zajmować się „zarządzaniem życiem” – dbaniem o zdrowie, higienę, długość życia i rozrodczość populacji. Tradycyjna biopolityka działała jednak en masse. Klasyczna epidemiologia dzieliła ludzi na duże grupy ryzyka na podstawie statystyk (np. wiek, płeć, klasa społeczna) i kierowała działania profilaktyczne do całych zbiorowości.
Współczesna biopolityka – co genialnie opisał brytyjski socjolog Nikolas Rose, rozwijając myśl Foucaulta – poszła o krok dalej. Tak narodziła się diagnoza podatności. Jest to niezwykle precyzyjne, zindywidualizowane i kliniczne spojrzenie, które próbuje wyjść poza ogólne grupy ryzyka. Jego celem jest zidentyfikowanie konkretnej jednostki, która wykazuje predyspozycje do określonych chorób somatycznych lub problemów behawioralnych, zanim jeszcze pojawią się jakiekolwiek symptomy.
Diagnoza podatności wnika głęboko pod skórę – tam, gdzie człowiek żyje „w milczeniu swoich narządów” (jak pisał Georges Canguilhem). Szuka tam znaków, zarodków, zwiastunów i predyspozycji do przyszłej patologii.
Współczesny aparat władzy i wiedzy nie potrzebuje już drastycznych metod dyscyplinowania ciał. Diagnoza podatności odbywa się w sposób niezwykle subtelny, często za naszą pełną zgodą, a nawet z naszej własnej inicjatywy.
Najbardziej wyrazistym przykładem są nowoczesne technologie genomiczne. Poprzez proste badanie śliny czy krwi analizuje się DNA pod kątem obecności konkretnych alleli czy markerów powiązanych z chorobami (np. nowotworami, chorobami neurologicznymi czy zaburzeniami psychicznymi). Nie otrzymujesz diagnozy „jest pan chory”, ale „ma pan genetyczną podatność”. Twoje ciało staje się mapą potencjalnych zagrożeń.
Diagnoza podatności nie dotyczy tylko biologii. W sferze społecznej objawia się jako wczesne wykrywanie „podatności na zachowania dewiacyjne, agresywne lub przestępcze”. Przeprowadza się ją u dzieci i młodzieży za pomocą testów psychologicznych, kwestionariuszy środowiskowych czy obserwacji szkolnych. System szuka u młodych ludzi wczesnych markerów przyszłego niedostosowania społecznego, aby móc „interweniować wyprzedzająco”.
Ten proces nie mógłby istnieć bez tego, co Foucault nazywał władzą pastoralną (pasterską). To forma władzy, która nie narzuca niczego siłą, ale „troszczy się” o każdą jednostkę z osobna, prowadząc ją ku zbawieniu (lub w tym przypadku – ku zdrowiu i normalności). Rolę pasterzy przejmują dziś lekarze, doradcy genetyczni, psychoterapeuci i pracownicy socjalni. Poprzez rozmowy, wywiady i techniki wyznania skłaniają nas do ujawniania naszych najgłębszych lęków, nawyków i historii rodzinnych, by na tej podstawie sformułować diagnozę naszej podatności.
Choć na pierwszy rzut oka wczesne wykrywanie zagrożeń brzmi jak największe błogosławieństwo nowoczesnej medycyny i pedagogiki, niesie ono ze sobą ogromne, systemowe niebezpieczeństwa.
Diagnoza podatności tworzy nową kategorię ludzi: zdrowych, ale już naznaczonych. Osoba z predyspozycją genetyczną do poważnej choroby zaczyna postrzegać swoje ciało jako bombę zegarową. Traci poczucie zdrowia i integralności, żyjąc w permanentnym stanie lęku i oczekiwania na wyrok, mimo braku jakichkolwiek fizycznych objawów.
W sferze behawioralnej diagnoza podatności u dzieci (np. „podatność na agresję”) natychmiast uruchamia mechanizm etykietowania. Nauczyciele, rodzice i instytucje zaczynają patrzeć na dziecko przez pryzmat tej diagnozy. Każde normalne, buntownicze zachowanie jest interpretowane jako objaw „patologii”. To pierwszy krok do ukształtowania tzw. skażonej tożsamości (ang. spoiled identity), która wpycha młodego człowieka w rolę, przed którą rzekomo miano go chronić.
To jeden z najgroźniejszych mechanizmów opisywanych przez postfoucaultowskich badaczy. Gdy otrzymujesz diagnozę podatności, system przerzuca całą odpowiedzialność na Ciebie. Zdrowie i porządek społeczny przestają być obowiązkiem państwa czy systemu, a stają się Twoim moralnym zadaniem. Jeśli masz genetyczną podatność na otyłość czy cukrzycę, musisz „zoptymalizować” swoje życie: kupować droższą żywność, uprawiać sport, brać prewencyjne leki. Jeśli zachorujesz, to Twoja wina – byłeś nieodpowiedzialny. W ten sposób biopolityka zmienia się w etopolitykę (politykę moralności i samokontroli), odwracając uwagę od strukturalnych przyczyn chorób czy biedy.
Skoro niemal każda cecha ludzka – od podatności na depresję po skłonność do uzależnień – ma jakiś komponent genetyczny lub środowiskowy, „spojrzenie podatności” staje się nieograniczone. Daje to instytucjom państwowym, ubezpieczycielom i korporacjom technologicznym idealny pretekst do permanentnego monitorowania naszych ciał, zachowań i wyborów.
Skoro mechanizmy te są tak głęboko zakorzenione w naszej kulturze, czy jesteśmy bezbronni? Foucault mawiał, że tam, gdzie jest władza, zawsze istnieje opór. Obrona przed diagnozą podatności wymaga jednak zmiany myślenia i przyjęcia kilku postaw obronnych.
Foucault proponował metodę badawczą i krytyczną zwaną ewentalizacją (fr. événementialisation). Polega ona na obnażaniu faktu, że to, co przedstawia się nam jako „naturalne”, „oczywiste” i „naukowe” (np. kategoria „osoby podatnej”), jest w rzeczywistości historycznym i społecznym konstruktem. Kiedy zdamy sobie sprawę, że „podatność” nie jest obiektywną, fizyczną rzeczą ukrytą w naszym ciele, ale sposobem, w jaki instytucje nas kategoryzują, te kategorie tracą nad nami część swojej paraliżującej mocy.
Możemy stawiać opór poprzez aktywne odrzucanie narzucanych nam etykiet. Zamiast zgadzać się na pozycję „ofiary genów”, „potencjalnego dewianta” czy osoby „wrażliwej”, możemy domagać się prawa do definiowania siebie na własnych warunkach. To wymaga asertywności wobec autorytetów medycznych i terapeutycznych oraz krytycznego podejścia do wyników testów, kwestionariuszy i algorytmów.
Foucault pisał o przeciw-prowadzeniu (fr. contre-conduite) – czyli o sztuce niebycia rządzonym w ten sposób, za taką cenę i przez takich ludzi. W kontekście diagnozy podatności oznacza to tworzenie alternatywnych technologii jaźni. Możemy dbać o swoje zdrowie i dobrostan w sposób autonomiczny, oparty na lokalnych wspólnotach, solidarności i własnej intuicji, zamiast bezkrytycznie poddawać się dyktatowi korporacyjnych aplikacji zdrowotnych czy państwowych programów kontroli.
Najlepszą obroną zbiorową jest ponowne upolitycznienie problemów, które biopolityka próbuje sprywatyzować. Zamiast godzić się na to, by depresję, lęki czy otyłość uważać wyłącznie za indywidualną „podatność molekularną” wymagającą farmakoterapii i samokontroli, musimy głośno mówić o ich przyczynach systemowych: wyzysku w pracy, braku dostępu do zdrowej żywności, zanieczyszczeniu środowiska i nierównościach społecznych.