Gość (37.30.*.*)
W dzisiejszym świecie, zdominowanym przez powiadomienia w telefonie, listę zadań „na wczoraj” i nieustanną presję sukcesu, termin „po prostu być” brzmi niemal jak luksus lub abstrakcyjne hasło z plakatu motywacyjnego. W rzeczywistości jest to jednak stan głębokiej obecności, który pozwala nam odzyskać kontakt z samym sobą i otaczającą nas rzeczywistością, bez konieczności ciągłego oceniania, planowania czy naprawiania czegokolwiek.
Większość z nas spędza życie w tak zwanym „trybie działania” (ang. doing mode). To stan, w którym nasz umysł nieustannie analizuje różnicę między tym, gdzie jesteśmy, a tym, gdzie chcielibyśmy być. Jeśli czujemy głód, szukamy jedzenia. Jeśli czujemy stres, szukamy rozwiązania problemu. To bardzo przydatny mechanizm ewolucyjny, który pozwala nam przetrwać i osiągać cele, ale ma jedną wadę: rzadko pozwala nam odpocząć.
Z kolei „po prostu być” to przejście w „tryb bycia” (ang. being mode). W tym stanie nie próbujemy niczego zmieniać. Akceptujemy chwilę obecną taką, jaka jest, nawet jeśli nie jest idealna. Nie oznacza to bierności czy lenistwa, ale raczej świadomą rezygnację z walki z rzeczywistością. To moment, w którym przestajesz być „ludzkim działaniem” (human doing), a stajesz się „istotą ludzką” (human being).
Najprostszym sposobem na zrozumienie, co znaczy po prostu być, jest praktyka uważności, czyli mindfulness. Polega ona na kierowaniu uwagi na to, co dzieje się tu i teraz, z ciekawością i bez oceniania. Kiedy jesz jabłko i czujesz tylko jego smak, teksturę i zapach, zamiast myśleć o mailach do wysłania – po prostu jesteś. Kiedy idziesz przez las i czujesz pod stopami miękkość mchu, nie zastanawiając się, ile kalorii właśnie spalasz – po prostu jesteś.
W tym stanie umysł przestaje podróżować w czasie. Nie rozpamiętujesz błędów z przeszłości ani nie martwisz się o to, co przyniesie jutro. Skupiasz się na jedynym momencie, na który masz realny wpływ: na teraźniejszości.
Koncepcja ta nie jest nowa. Już starożytni stoicy uczyli, że jedyne, co naprawdę posiadamy, to chwila obecna. Z kolei w filozofii egzystencjalnej, np. u Martina Heideggera, pojawia się pojęcie Dasein – „bycia-w-świecie”. Sugeruje ono, że nasza egzystencja jest nierozerwalnie związana z bezpośrednim doświadczaniem otoczenia, a nie tylko z teoretycznym myśleniem o nim.
W tradycjach wschodnich, takich jak buddyzm zen, „po prostu być” jest celem samym w sobie. Nie szuka się tam oświecenia w dalekiej przyszłości, ale odnajduje się je w codziennych czynnościach: parzeniu herbaty, sprzątaniu czy oddychaniu. To uświadamia nam, że życie nie jest serią celów do odhaczenia, ale procesem, który dzieje się w każdym ułamku sekundy.
Przejście w tryb bycia wymaga treningu, ponieważ nasz mózg jest zaprogramowany na ciągłe skanowanie otoczenia w poszukiwaniu problemów. Oto kilka prostych sposobów, jak zacząć:
Badania neurologiczne wykazują, że kiedy „po prostu jesteśmy” i skupiamy się na teraźniejszości, aktywność w obszarze mózgu zwanym siecią aktywności spoczynkowej (Default Mode Network – DMN) spada. DMN odpowiada za błądzenie myślami, analizowanie przeszłości i martwienie się o przyszłość. Zmniejszenie jej aktywności wiąże się z niższym poziomem kortyzolu (hormonu stresu) oraz lepszą regulacją emocjonalną. Zatem „po prostu bycie” to nie tylko koncepcja duchowa, ale konkretny, mierzalny stan fizjologiczny, który regeneruje nasz układ nerwowy.
Po prostu być to zatem umiejętność odnalezienia spokoju w samym centrum chaosu. To zrozumienie, że Twoja wartość nie zależy od tego, ile dziś zrobiłeś, ale od samej faktu, że istniejesz i doświadczasz życia.