Gość (5.172.*.*)
Stwierdzenie, że depresja jest chorobą typowo ludzką i nie występuje u zwierząt, jest zdecydowanie mitem. Współczesna wiedza z zakresu weterynarii, behawioryzmu zwierząt oraz psychologii ewolucyjnej coraz wyraźniej potwierdza, że nasi czworonożni, a także inni towarzysze, są zdolni do przeżywania stanów emocjonalnych i zaburzeń nastroju, które wykazują duże podobieństwo do ludzkiej depresji.
Przez długi czas panowało przekonanie, że złożoność procesów psychicznych, w tym zdolność do refleksji i myślenia abstrakcyjnego, jest wyłączną domeną człowieka, co miało chronić zwierzęta przed chorobami psychicznymi, takimi jak depresja. Jednak intensywne badania i obserwacje behawioralne w ostatnich dekadach dostarczyły licznych dowodów na to, że zwierzęta, zwłaszcza te domowe, mogą cierpieć z powodu głębokiego i długotrwałego obniżenia nastroju.
Choć u zwierząt nie można przeprowadzić wywiadu diagnostycznego, który jest kluczowy w psychiatrii ludzkiej, specjaliści obserwują zestaw objawów, które w kontekście weterynaryjnym i behawioralnym są interpretowane jako syndrom depresyjny.
Objawy stanów depresyjnych u zwierząt, szczególnie u psów i kotów, są często analogiczne do ludzkich i powinny wzbudzić czujność opiekunów. Do najczęściej obserwowanych symptomów należą:
Ważne jest, aby zawsze wykluczyć fizyczne problemy zdrowotne, ponieważ podobne objawy mogą towarzyszyć chorobom somatycznym.
Przyczyny depresji u zwierząt są często związane z czynnikami środowiskowymi i emocjonalnymi, takimi jak:
Co ciekawe, dowody na biologiczne podłoże tych stanów pochodzą z badań, które wykazały, że zwierzęta z objawami depresji (np. psy z wyuczoną bezradnością) często reagują pozytywnie na te same leki psychotropowe, co ludzie. Choć stosowanie leków powinno być ostatecznością i odbywać się pod ścisłą kontrolą weterynarza i behawiorysty, fakt ten sugeruje, że mechanizmy neurochemiczne leżące u podstaw zaburzeń nastroju są w dużej mierze wspólne dla różnych gatunków.
Przekonanie, że depresja i inne zaburzenia psychiczne są wyłącznie ludzką przypadłością, ma głębokie korzenie historyczne, sięgające XVII wieku.
Za obiegowe przekonanie o braku cierpienia psychicznego u zwierząt w dużej mierze odpowiada pogląd filozofa Kartezjusza (René Descartes). Kartezjusz był zwolennikiem dualizmu, który zakładał ścisły podział na umysł (dusza, myślenie, świadomość) i ciało (materię). W jego ujęciu, zwierzęta były postrzegane jako skomplikowane maszyny (automaty), które, choć zdolne do reakcji fizjologicznych i odruchów, były pozbawione myślenia, świadomości i zdolności do odczuwania prawdziwego cierpienia.
Kartezjusz uważał, że jedynym wskaźnikiem myślenia jest mowa, a ponieważ zwierzęta jej nie posiadają, ich zachowania (nawet te wyglądające na smutek czy radość) są jedynie automatycznymi reakcjami ciała, a nie wynikiem procesów myślowych. Ten pogląd, choć później krytykowany, przez wieki dominował w nauce i kulturze, utrudniając uznanie, że zwierzęta mogą doświadczać złożonych stanów psychicznych.
Dopiero rozwój etologii (nauki o zachowaniu zwierząt) i behawioryzmu, a następnie współczesnej weterynarii behawioralnej, pozwolił na odejście od kartezjańskiego modelu. Badania w paradygmacie ewolucyjnym oraz liczne świadectwa empiryczne wykazały, że zwierzęta, podobnie jak ludzie, cierpią psychicznie. Dziś, dzięki postępom w neurobiologii i genetyce, coraz lepiej rozumiemy, że emocje i zaburzenia nastroju mają wspólne, ewolucyjne podstawy, co czyni depresję zjawiskiem transgatunkowym.
Podsumowując: Stwierdzenie, że depresja jest chorobą wyłącznie ludzką, jest mitem zakorzenionym w historycznym dualizmie filozoficznym. Współczesna nauka, oparta na obserwacjach behawioralnych, neurobiologii i reakcji na leczenie, jednoznacznie potwierdza, że zwierzęta mogą doświadczać stanów głębokiego obniżenia nastroju, które są klinicznie podobne do ludzkiej depresji.