Gość (37.30.*.*)
Temat płacy maksymalnej powraca w debacie publicznej niczym bumerang, szczególnie gdy świat obiegają informacje o rekordowych zarobkach prezesów wielkich korporacji, które drastycznie kontrastują z pensjami ich pracowników. Choć partie lewicowe, zarówno w Polsce, jak i na świecie, często podnoszą postulat ograniczenia rozpiętości dochodowych, wprowadzenie sztywnego „sufitu” zarobkowego wciąż pozostaje w sferze teorii lub bardzo rzadkich, punktowych rozwiązań. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest co najmniej kilka – od czysto politycznych, przez ekonomiczne, aż po skomplikowane kwestie prawne.
Najbardziej prozaicznym powodem, dla którego lewica nie wprowadziła płacy maksymalnej, jest fakt, że rzadko sprawuje ona władzę samodzielnie. W systemach demokratycznych rządy najczęściej opierają się na koalicjach. Nawet jeśli partia o profilu socjaldemokratycznym ma w swoim programie ograniczenie najwyższych zarobków, musi liczyć się ze zdaniem koalicjantów o bardziej liberalnym lub centrowym podejściu do gospodarki.
W Polsce przykładem może być partia Razem, która w swoich wczesnych postulatach proponowała bardzo wysoki, 75-procentowy podatek dla najbogatszych (co de facto pełniłoby funkcję miękkiej płacy maksymalnej). Jednak wchodząc w szersze porozumienia, takie jak Lewica czy koalicje rządowe, radykalne postulaty są zazwyczaj łagodzone na rzecz rozwiązań akceptowalnych dla szerszego spektrum wyborców i partnerów politycznych.
Z punktu widzenia ekonomii, wprowadzenie płacy maksymalnej w jednym kraju przy braku podobnych regulacji u sąsiadów niesie ze sobą ogromne ryzyko. Żyjemy w dobie globalizacji, gdzie kapitał i wysoko wykwalifikowani specjaliści są niezwykle mobilni. Gdyby Polska czy jakikolwiek inny kraj jednostronnie narzucił sztywny limit zarobków, najlepsi menedżerowie, chirurdzy, programiści czy inżynierowie mogliby po prostu przenieść swoją działalność do kraju, w którym takie ograniczenia nie istnieją.
To zjawisko nazywane jest „drenażem mózgów” (ang. brain drain). Państwo straciłoby nie tylko cennych specjalistów, ale również wpływy z podatków, które ci ludzie odprowadzaliby do budżetu, nawet jeśli ich stawki podatkowe byłyby niższe niż zakładany limit.
Płaca maksymalna jest niezwykle trudna do zdefiniowania w sposób, którego nie dałoby się obejść. Nawet jeśli ustawodawca zakaże wypłacania pensji powyżej pewnej kwoty, osoby na najwyższych stanowiskach rzadko zarabiają wyłącznie „na etacie”. Ich wynagrodzenie to często:
Walka z takimi mechanizmami wymagałaby całkowitej przebudowy systemu podatkowego i korporacyjnego, co jest zadaniem karkołomnym i niosącym ryzyko paraliżu gospodarczego.
W wielu krajach, w tym w Polsce, wprowadzenie płacy maksymalnej mogłoby zostać uznane za niezgodne z konstytucją. Zasada wolności gospodarczej oraz prawo do ochrony własności są fundamentami nowoczesnych państw demokratycznych. Trybunały Konstytucyjne mogłyby orzec, że państwo nie ma prawa arbitralnie decydować o tym, ile wolny rynek może zapłacić pracownikowi lub kontrahentowi, o ile środki te pochodzą z legalnych źródeł.
Ograniczenia płacowe istnieją czasem w sektorze publicznym (np. w Polsce tzw. ustawa kominowa), ponieważ tam dysponentem środków jest państwo. Jednak narzucenie takich limitów firmom prywatnym to zupełnie inna kategoria ingerencji w rynek.
Współczesna lewica częściej niż o płacy maksymalnej mówi o sprawiedliwej progresji podatkowej. Zamiast zakazywać wysokich zarobków, proponuje się, aby osoby zarabiające najwięcej oddawały większą część swojego dochodu na rzecz wspólnoty.
Logika jest prosta: zamiast blokować komuś możliwość zarobienia miliona złotych, państwo pozwala mu go zarobić, ale nakłada na nadwyżkę powyżej pewnego progu wysoki podatek (np. 40% czy 50%). Dzięki temu budżet państwa zyskuje środki na usługi publiczne, a jednocześnie nie zniechęca się najzdolniejszych jednostek do pracy i innowacji tak drastycznie, jak zrobiłby to sztywny zakaz.
W 2013 roku w Szwajcarii odbyło się referendum w sprawie wprowadzenia płacy maksymalnej. Postulat zakładał, że najwyższa pensja w danej firmie nie może być wyższa niż dwunastokrotność najniższej pensji w tej samej firmie (zasada 1:12). Choć Szwajcaria słynie z popierania inicjatyw prospołecznych, obywatele odrzucili ten pomysł w głosowaniu. Głównym argumentem przeciw była obawa o spadek konkurencyjności szwajcarskich firm na arenie międzynarodowej.
Obecnie nie ma państwa o gospodarce rynkowej, które stosowałoby powszechną płacę maksymalną w sektorze prywatnym. Istnieją jednak specyficzne ograniczenia w sporcie (tzw. salary cap w ligach USA, np. NBA czy NFL), które mają na celu wyrównanie szans między klubami. To pokazuje, że idea limitowania zarobków sprawdza się tam, gdzie priorytetem jest stabilność systemu i widowiska, a nie czysty zysk rynkowy.