Gość (83.4.*.*)
Memorandum Budapeszteńskie z 1994 roku to jeden z najczęściej przywoływanych dokumentów w kontekście wojny w Ukrainie. Wokół tego porozumienia narosło wiele mitów, a klucz do zrozumienia dzisiejszej sytuacji geopolitycznej leży w precyzyjnym rozróżnieniu między „zapewnieniami” a „gwarancjami”. Odpowiedź na pytanie postawione w tytule brzmi: tak, dokument ten zobowiązywał sygnatariuszy do respektowania granic Ukrainy, ale nie zawierał twardych mechanizmów zbrojnej obrony w razie ich naruszenia.
5 grudnia 1994 roku, podczas szczytu KBWE w Budapeszcie, przywódcy Ukrainy, Rosji, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii podpisali dokument, który miał przypieczętować przystąpienie Ukrainy do Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT). W tamtym czasie Ukraina dysponowała trzecim co do wielkości arsenałem nuklearnym na świecie, odziedziczonym po rozpadzie Związku Radzieckiego. Było to ponad 1700 głowic jądrowych, które czyniły z Kijowa potęgę militarną, przynajmniej na papierze.
W zamian za przekazanie tej broni Rosji do utylizacji, mocarstwa złożyły Ukrainie obietnice dotyczące jej bezpieczeństwa. Dokument składał się z sześciu punktów, w których sygnatariusze potwierdzili swoje zobowiązanie do respektowania niezależności, suwerenności i istniejących granic Ukrainy. Zobowiązali się również do powstrzymania się od stosowania groźby lub użycia siły przeciwko integralności terytorialnej tego państwa.
Największym problemem Memorandum Budapeszteńskiego okazała się terminologia. W języku angielskim dokument mówi o „security assurances” (zapewnieniach bezpieczeństwa), a nie o „security guarantees” (gwarancjach bezpieczeństwa). Choć dla laika różnica może wydawać się niewielka, w świecie dyplomacji i prawa międzynarodowego jest ona kolosalna.
Gwarancje bezpieczeństwa zazwyczaj wiążą się z konkretnymi zobowiązaniami prawnymi i militarnymi – przykładem może być Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), który zakłada, że atak na jednego członka jest atakiem na wszystkich. Zapewnienia zawarte w Memorandum były jedynie deklaracją polityczną. Oznaczało to, że USA i Wielka Brytania obiecały „szanować” granice Ukrainy, ale nie obiecały, że będą o nie walczyć własnymi wojskami, jeśli ktoś inny te granice naruszy.
Dokument przewidywał tylko dwa mechanizmy działania w sytuacji, gdyby suwerenność Ukrainy została zagrożona:
Problem polega na tym, że Rosja, będąca agresorem, jest jednocześnie stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa z prawem weta. To sprawiło, że jedyny formalny mechanizm „pomocy” przewidziany w memorandum stał się w praktyce bezużyteczny.
W 1994 roku sytuacja Ukrainy była niezwykle trudna. Państwo zmagało się z hiperinflacją i kryzysem gospodarczym, a utrzymanie arsenału jądrowego było niezwykle kosztowne. Co więcej, kody startowe do rakiet znajdowały się w Moskwie, więc Ukraina miała broń, której nie mogła w pełni kontrolować bez kosztownego przeprogramowania systemów.
Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Rosja wywierały na Kijów ogromną presję, by pozbył się głowic. Zachód obawiał się „nuklearnego chaosu” po upadku ZSRR, a Rosja chciała odzyskać kontrolę nad strategicznym uzbrojeniem. Ukraina wybrała drogę integracji ze światową społecznością, licząc na to, że polityczne deklaracje mocarstw będą wystarczającym straszakiem dla potencjalnych agresorów.
Mało kto pamięta, że Memorandum Budapeszteńskie nie dotyczyło wyłącznie Ukrainy. Podobne dokumenty podpisano tego samego dnia z Białorusią i Kazachstanem. Te dwa państwa również zrezygnowały z broni jądrowej pozostałej po Związku Radzieckim w zamian za analogiczne zapewnienia bezpieczeństwa. Różnica polega na tym, że w późniejszych latach Białoruś zacieśniła współpracę wojskową z Rosją, a Kazachstan prowadził wielowektorową politykę zagraniczną, unikając bezpośredniego konfliktu granicznego z Moskwą.
Z perspektywy czasu Memorandum Budapeszteńskie jest często oceniane jako porażka dyplomatyczna Ukrainy lub dowód na nieskuteczność prawa międzynarodowego opartego na „dobrej wierze”. Gdy w 2014 roku Rosja anektowała Krym, a w 2022 roku rozpoczęła pełnoskalową inwazję, Moskwa złamała niemal każdy punkt tego porozumienia.
Z kolei USA i Wielka Brytania, choć nie były zobowiązane do wysłania wojsk, poczuły się moralnie i politycznie zobligowane do wsparcia Ukrainy w inny sposób – poprzez dostawy broni, pomoc finansową i sankcje nałożone na agresora. Można argumentować, że dzisiejsza pomoc Zachodu dla Ukrainy jest pośrednią realizacją ducha memorandum, mimo że litera prawa nie wymuszała tak zdecydowanych działań.
Współczesna lekcja płynąca z wydarzeń z 1994 roku jest brutalna dla mniejszych państw: w polityce międzynarodowej deklaracje polityczne są warte tyle, ile siła państwa, które je składa, oraz determinacja tych, którzy mają je egzekwować. Ukraina, oddając broń jądrową, zrezygnowała z najsilniejszego straszaka, otrzymując w zamian dokument, który okazał się niewystarczający w zderzeniu z imperialnymi ambicjami sąsiada.