Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie taką sytuację: idziesz na uroczystą kolację wigilijną do swoich bliskich. Jedzenie jest wyśmienite, atmosfera ciepła, a gospodarze włożyli mnóstwo serca w przygotowania. Po deserze wyciągasz portfel i pytasz: „Mamo, to było pyszne, ile jestem winien? Czy 200 złotych wystarczy za moją porcję?”. W tym momencie w pokoju zapada grobowa cisza, a na twarzach rodziny maluje się szok i niedowierzanie. Dlaczego? Przecież właśnie próbowałeś być uczciwy i zapłacić za wykonaną pracę. Problem polega na tym, że złamałeś niewidzialną barierę między dwoma światami, które opisał Dan Ariely: światem norm społecznych i światem norm rynkowych.
Dan Ariely, wybitny psycholog behawioralny, w swojej książce „Potęga irracjonalności” wyjaśnia, że ludzie funkcjonują w dwóch odrębnych rzeczywistościach. Każda z nich rządzi się zupełnie innymi prawami, a ich pomylenie prowadzi do poważnych zgrzytów społecznych.
Normy społeczne to te, które opierają się na relacjach, wzajemności i zaufaniu. Kiedy pomagasz sąsiadowi wnieść kanapę na trzecie piętro, nie robisz tego dla pieniędzy. Robisz to, bo jesteście sąsiadami, a w przyszłości on może pożyczyć Ci wiertarkę. W tym świecie nie oczekujemy natychmiastowej zapłaty, a „walutą” jest wdzięczność i budowanie więzi.
Normy rynkowe są z kolei zimne i precyzyjne. Tutaj rządzi zasada „coś za coś” w ujęciu finansowym. Idziesz do pracy, wykonujesz zadania i otrzymujesz wynagrodzenie. Idziesz do sklepu, płacisz za chleb i wychodzisz. Wszystko jest jasne, wymierne i oparte na transakcji.
Najciekawszym (i najbardziej niebezpiecznym) zjawiskiem jest moment, w którym te dwa światy się przenikają. Ariely zauważył, że wprowadzenie pieniędzy do relacji społecznej natychmiast zmienia jej charakter. Co gorsza, powrót do norm społecznych jest niezwykle trudny, a czasem wręcz niemożliwy.
Klasycznym przykładem jest eksperyment przeprowadzony w izraelskich przedszkolach. Dyrekcja miała problem z rodzicami, którzy spóźniali się z odbieraniem dzieci. Postanowiono wprowadzić kary finansowe za każde spóźnienie. Efekt? Liczba spóźnialskich rodziców... wzrosła.
Dlaczego tak się stało? Przed wprowadzeniem kar rodzice kierowali się normami społecznymi – czuli się winni, że nauczycielki muszą przez nich zostawać po godzinach. Kiedy wprowadzono opłatę, sytuacja zmieniła się w transakcję rynkową. Rodzice uznali, że po prostu „kupują” sobie dodatkowy czas opieki. Kara przestała być powodem do wstydu, a stała się ceną usługi. Najciekawsze jest jednak to, że gdy po kilku tygodniach wycofano kary, rodzice nadal się spóźniali. Norma społeczna została zniszczona i nie wróciła na swoje miejsce.
Mechanizm ten jest potężnym narzędziem manipulacji, często stosowanym przez nieuczciwych pracodawców lub firmy marketingowe. Strategia polega na „udawaniu” norm społecznych tam, gdzie w rzeczywistości panują twarde zasady rynkowe.
Zrozumienie różnicy między tymi dwoma światami to Twoja najlepsza tarcza. Oto kilka konkretnych kroków, które możesz podjąć:
Ciekawostka: Badania Ariely’ego wykazały, że ludzie są skłonni pracować ciężej dla „szczytnego celu” (norma społeczna) niż za niskie wynagrodzenie (norma rynkowa). Kiedy prawnikom zaproponowano 30 dolarów za godzinę pracy dla potrzebujących, większość odmówiła (rynkowo to była śmieszna stawka). Kiedy jednak poproszono ich o pracę pro bono (społecznie), zgodzili się masowo. To dowodzi, że normy społeczne są niezwykle silnym motywatorem, o ile nie zostaną skażone przez pieniądze.