Gość (185.187.*.*)
Szukając muzycznych punktów styku między brytyjską potęgą hard rocka a niekwestionowaną królową psychodelicznego bluesa, nie sposób nie zauważyć, że Robert Plant i Janis Joplin pili z tego samego źródła. Oboje czerpali garściami z głębokiego, amerykańskiego bluesa, nadając mu nową, niemal zwierzęcą energię. Jeśli uwielbiasz chrypkę Janis, jej emocjonalne rozedrganie i sposób, w jaki „wypluwa” z siebie kolejne wersy, w dyskografii Led Zeppelin znajdziesz kilka perełek, które brzmią, jakby zostały napisane z myślą o tej samej wrażliwości.
Gdyby trzeba było wskazać jeden utwór, który najbardziej oddaje ducha Janis Joplin, bez wątpienia byłoby to "Since I've Been Loving You" z albumu Led Zeppelin III. To monumentalny, wolny blues, w którym Robert Plant wspina się na wyżyny swoich wokalnych możliwości.
Dlaczego to brzmi jak Janis? Przede wszystkim ze względu na ładunek emocjonalny. Plant nie tylko śpiewa – on cierpi, krzyczy i lamentuje, co było znakiem rozpoznawczym Joplin w takich utworach jak "Ball and Chain" czy "Cry Baby". Instrumentarium również gra tu kluczową rolę; płacząca gitara Jimmy’ego Page’a i gęsty klimat utworu idealnie wpisują się w estetykę, którą Janis promowała ze swoim zespołem Big Brother and the Holding Company.
Kolejnym utworem, który przywodzi na myśl twórczość Janis, jest "Babe I'm Gonna Leave You" z debiutanckiej płyty zespołu. Choć zaczyna się od spokojnego, folkowego brzmienia gitary akustycznej, szybko przeradza się w potężną, rockową eksplozję.
To właśnie te gwałtowne przejścia od szeptu do desperackiego krzyku są tym, co łączy styl Planta z Joplin. Janis uwielbiała budować napięcie, by nagle uderzyć w słuchacza pełnią swojego zachrypniętego głosu. W tym utworze Led Zeppelin robi dokładnie to samo, tworząc surowy, niemal pierwotny klimat, który fani "Piece of My Heart" z pewnością docenią.
Jeśli szukasz więcej podobieństw, warto skierować uszy w stronę wczesnych dokonań zespołu, gdzie wpływy chicagowskiego bluesa były najsilniejsze:
Warto wiedzieć, że Robert Plant i Janis Joplin byli rówieśnikami (Janis była zaledwie o 5 lat starsza) i oboje dorastali w erze fascynacji czarnym bluesem. Plant wielokrotnie przyznawał w wywiadach, że Janis była dla niego ogromną inspiracją. Podziwiał jej odwagę na scenie i to, że nie bała się brzmieć "nieładnie", jeśli wymagały tego emocje.
Ciekawostką jest fakt, że Robert Plant bywał nazywany "męską odpowiedzią na Janis Joplin". W tamtym czasie niewielu mężczyzn w rocku decydowało się na tak wysokie rejestry połączone z tak dużą dawką soulowego feelingu. Oboje zrewolucjonizowali sposób, w jaki myślimy o wokalu rockowym – przestał on być tylko przekazywaniem tekstu, a stał się czystą, nieskrępowaną ekspresją duszy.
Jeśli więc kończysz słuchać albumu Pearl i czujesz niedosyt tych specyficznych, bluesowych dreszczy, włączenie pierwszych trzech płyt Led Zeppelin będzie naturalnym i bardzo satysfakcjonującym krokiem.