Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie bigos, w którym nie ma ani grama kapusty. Brzmi to jak kulinarna abstrakcja, prawda? Tymczasem dla mieszkańca osiemnastowiecznej czy dziewiętnastowiecznej Polski taka potrawa była czymś zupełnie naturalnym. To właśnie w XIX wieku dokonywała się wielka transformacja tego dania, a autorzy najpopularniejszych książek kucharskich tamtego okresu czuli się w obowiązku wyraźnie zaznaczać, czy dany przepis dotyczy wersji z kapustą, czy też tej „prawdziwej”, staropolskiej.
Aby zrozumieć, dlaczego w XIX wieku istniały osobne przepisy na bigos z kapustą kiszoną, musimy cofnąć się do korzeni samej nazwy. Słowo „bigosować” oznaczało niegdyś po prostu siekać. Pierwotny bigos był potrawą z drobno pokrojonego mięsa, ryb, a nawet raków. Kluczowy był nie składnik bazowy, ale sposób doprawienia – danie musiało być wyraźnie kwaśne, ostre i słodkie jednocześnie.
W kuchni staropolskiej efekt kwasowości uzyskiwano nie za pomocą kapusty, lecz poprzez dodatek octu, soku z cytryny, limonki czy też kwaśnych owoców, takich jak agrest czy berberys. Do tego dorzucano sporą ilość pieprzu, imbiru, cynamonu i cukru. Była to potrawa luksusowa, serwowana na dworach magnackich, gdzie mięso było podstawą diety, a egzotyczne przyprawy świadczyły o statusie gospodarza.
W XIX wieku sytuacja zaczęła się zmieniać. Kuchnia polska ewoluowała, a tradycje szlacheckie zaczęły mieszać się z bardziej ekonomicznym podejściem do gotowania. Kapusta kiszona, która była tania, powszechnie dostępna i naturalnie kwaśna, stała się idealnym zamiennikiem dla drogich cytryn i octu winnego.
Wprowadzenie kapusty do bigosu było swego rodzaju „demokratyzacją” tego dania. Pozwalało ono na:
To właśnie dlatego w XIX-wiecznych poradnikach, takich jak te autorstwa Lucyny Ćwierciakiewiczowej czy Jana Szyttlera, znajdziemy wyraźne rozróżnienie. Autorzy musieli sprecyzować, czy proponują wykwintny „bigos z samych pieczeni” (bez kapusty), czy też „bigos hultajski” – czyli wersję z kapustą, którą dawniej uważano za jedzenie uboższych warstw społecznych.
Nazwa „bigos hultajski” jest tutaj kluczowa. Przymiotnik ten sugerował coś gorszego sortu, jedzenie dla „hultajów”, czyli ludzi luźnych, niekoniecznie zamożnych. W XIX wieku przepisy na tę wersję zaczęły jednak dominować, wypierając powoli mięsne pierwowzory.
Z czasem to, co było rozwiązaniem oszczędnościowym, stało się kanonem. Kapusta kiszona tak doskonale skomponowała się z resztkami pieczeni, dziczyzną i wędzonymi wędlinami, że Polacy pokochali tę wersję bezgranicznie. W literaturze tamtego okresu, choćby u Mickiewicza w „Panu Tadeuszu”, bigos jest już opisany jako potrawa z kapustą, co ostatecznie przypieczętowało jej miejsce w narodowym menu.
W starych książkach kucharskich z XIX wieku można znaleźć przepisy na „bigos z ryb”. Przygotowywano go podobnie jak ten mięsny – ryby siekano, smażono, a następnie duszono z cebulą, octem i cukrem. Często dodawano do niego również jabłka, aby uzyskać odpowiednią teksturę i winny posmak. Dzisiaj taki przepis byłby uznany za kulinarną ekstrawagancję, ale dawniej był stałym elementem postnego jadłospisu.
Dzisiaj, gdy myślimy „bigos”, przed oczami mamy garnek parującej kapusty. Jednak istnienie osobnych przepisów w XIX wieku przypomina nam o tym, jak bardzo zmieniły się nasze nawyki żywieniowe. To, co kiedyś było tylko dodatkiem mającym „oszukać” podniebienie i zastąpić drogie przyprawy, stało się fundamentem jednego z najbardziej rozpoznawalnych dań polskiej kuchni.
Współczesny bigos to w rzeczywistości ewolucja tamtego „bigosu hultajskiego”. Fakt, że w XIX wieku autorzy musieli dodawać dopisek „z kapustą”, świadczy o tym, że żyli oni w czasach wielkiego kulinarnego przełomu, w którym tradycja staropolska spotkała się z praktycznością i nowymi smakami.