Gość (37.30.*.*)
Kiedy patrzymy na rzędy identycznych ławek, słyszymy dzwonek głośno oznajmiający początek i koniec lekcji, a potem patrzymy na dzieci wykonujące dokładnie te same polecenia w tym samym czasie, trudno oprzeć się wrażeniu, że system edukacji przypomina fabrykę. Teoria, że współczesne przedszkola i szkoły tłumią indywidualizm oraz uczą ślepego posłuszeństwa, nie jest nowa. Towarzyszy nam od dekad i regularnie wraca w dyskusjach pedagogów, psychologów oraz rodziców. Ile jednak w tym prawdy, a ile mitu i przesady? Aby to zrozumieć, musimy cofnąć się w czasie i przyjrzeć się temu, jak właściwie powstała szkoła, którą znamy dzisiaj.
Większość współczesnych publicznych systemów edukacji na świecie opiera się na tak zwanym pruskim modelu edukacji, który powstał na przełomie XVIII i XIX wieku. Prusy potrzebowały wtedy lojalnych obywateli, zdyscyplinowanych żołnierzy oraz posłusznych robotników do pracy w fabrykach w okresie rewolucji przemysłowej.
Model ten został zaprojektowany celowo tak, aby:
Choć od tamtych czasów minęło ponad dwieście lat, fundamenty wielu szkół publicznych pozostały uderzająco podobne. To właśnie to historyczne dziedzictwo sprawia, że zarzut o "tłumieniu indywidualizmu" ma w sobie bardzo realne, historyczne uzasadnienie.
Krytycy tradycyjnego systemu edukacji wskazują na kilka mechanizmów, które rzeczywiście mogą negatywnie wpływać na unikalne cechy i talenty dzieci.
W tradycyjnej szkole sukces często mierzy się stopniem dopasowania do schematu. Testy jednokrotnego wyboru czy słynny "klucz odpowiedzi" na egzaminach rzadko premiują nieszablonowe myślenie. Jeśli uczeń rozwiąże zadanie w inny, kreatywny sposób, ale niezgodny z narzuconym schematem oceniania, może otrzymać gorszą ocenę. To uczy dzieci, że bezpieczniej jest nie wychylać się i robić to, czego dokładnie się od nich wymaga.
W tradycyjnym systemie błąd jest natychmiast piętnowany czerwoną jedynką lub uwagą. Tymczasem psychologia rozwoju jasno wskazuje, że popełnianie błędów jest kluczowym elementem procesu uczenia się i kreatywności. Kiedy dziecko zaczyna panicznie bać się porażki, przestaje eksperymentować, wybiera najprostszą drogę i dostosowuje się do ogółu, co bezpośrednio uderza w jego indywidualizm.
Wszyscy uczniowie w klasie muszą uczyć się tego samego tematu w tym samym czasie. Jeśli dziecko wykazuje wybitne zdolności w jednej dziedzinie, ale słabiej radzi sobie z inną, system często zmusza je do "wyrównywania braków" kosztem rozwijania swojej pasji. Indywidualne talenty bywają spychane na margines na rzecz przeciętności w każdej dziedzinie.
Zarzut, że szkoła uczy posłuszeństwa wobec "władzy i siły", bywa interpretowany dwojako. Z jednej strony, szkoła uczy funkcjonowania w strukturze społecznej. Dzieci muszą dowiedzieć się, że w życiu istnieją zasady, których należy przestrzegać dla wspólnego dobra (np. nie przeszkadzanie innym, szacunek dla starszych). To zdrowy element socjalizacji.
Z drugiej strony, problem pojawia się wtedy, gdy autorytet nauczyciela opiera się wyłącznie na sile jego pozycji ("masz tak zrobić, bo ja tak mówię"), a nie na szacunku i wiedzy. Kiedy dzieci są karane za zadawanie pytań o sens danych zasad lub za kulturalne wyrażanie odmiennego zdania, szkoła rzeczywiście uczy konformizmu i uległości wobec silniejszego.
Obraz współczesnej edukacji nie jest jednak wyłącznie czarno-biały. W ciągu ostatnich dekad zaszły ogromne zmiany, a współczesne przedszkola i szkoły bardzo różnią się od tych sprzed trzydziestu czy pięćdziesięciu lat.
Wiele placówek publicznych i prywatnych aktywnie walczy z pruskim dziedzictwem. Coraz większą popularnością cieszą się alternatywne metody nauczania:
Nawet w klasycznych szkołach publicznych coraz częściej spotyka się nauczycieli-pasjonatów, którzy odchodzą od podawczych metod nauczania. Wprowadzają oni pracę projektową, uczą krytycznego myślenia, pozwalają na dyskusję i szanują zdanie uczniów. Współczesna podstawa programowa (choć wciąż przeładowana) coraz częściej kładzie nacisk na tzw. kompetencje miękkie – współpracę w grupie, empatię i rozwiązywanie problemów, co stoi w sprzeczności z bezmyślnym posłuszeństwem.
W stwierdzeniu, że współczesna szkoła tłumi indywidualizm i uczy posłuszeństwa, tkwi bardzo duża część prawdy historycznej i systemowej, ale nie jest to prawda absolutna.
Wiele zależy od konkretnej placówki, dyrekcji oraz – przede wszystkim – od nauczycieli, na jakich trafia dziecko. System jako machina wciąż ma tendencję do standaryzacji i promowania konformizmu, ponieważ łatwiej zarządza się grupą trzydziestu posłusznych uczniów niż trzydziestu skrajnych indywidualistów. Jednak współczesna pedagogika ma już narzędzia i wiedzę, by temu przeciwdziałać.
Kluczem do sukcesu jest tutaj rola rodziców, którzy mogą wspierać indywidualizm dziecka poza szkołą, oraz wybór – w miarę możliwości – placówek, które stawiają na podmiotowość ucznia, a nie na ślepe posłuszeństwo wobec systemu.