Gość (37.30.*.*)
To jest jedno z tych pytań, które na pierwszy rzut oka wydaje się prostym "tak" lub "nie", ale w rzeczywistości dotyka sedna działania polskiego systemu emerytalnego i wywołuje ogromne kontrowersje.
Odpowiedź jest jasna i oparta na mechanizmach, na których zbudowany jest nasz system ubezpieczeń społecznych: tak, postulowane zwiększenie składek emerytalnych dla osób bezdzietnych lub z jednym dzieckiem (gdyby zostało wprowadzone), automatycznie przełożyłoby się na wyższe przyszłe emerytury tych osób.
Oto szczegółowe wyjaśnienie, dlaczego tak by się stało i co to oznacza dla całego systemu.
Kluczem do zrozumienia tej kwestii jest to, jak obecnie obliczana jest wysokość emerytury w Polsce. Od reformy w 1999 roku, nasz system opiera się na tzw. zasadzie zdefiniowanej składki (FDC – Funded Defined Contribution).
Co to oznacza w praktyce?
W tym systemie, każda dodatkowo wpłacona złotówka na poczet składki emerytalnej jest zapisywana na Twoim indywidualnym koncie w ZUS, podlega waloryzacji, a w przyszłości staje się częścią kapitału, który zostanie podzielony, aby ustalić wysokość Twojej emerytury.
Dlatego też, gdyby wprowadzono "bykowe 2.0" w formie podwójnej składki emerytalnej dla bezdzietnych (lub 50% wyższej dla rodziców jedynaków), osoby te wpłacałyby na swoje konta ZUS znacznie wyższe kwoty. W konsekwencji: ich zgromadzony kapitał byłby wyższy, a co za tym idzie – ich przyszłe comiesięczne świadczenia emerytalne również byłyby wyższe.
Propozycja, która trafiła do Sejmu w formie petycji, zakładała podwójną składkę emerytalną dla osób bezdzietnych po 30. roku życia i składkę wyższą o 50% dla rodziców z jednym dzieckiem. Choć pomysł ten został odrzucony przez sejmową Komisję do Spraw Petycji, wywołał gorącą dyskusję.
Zwolennicy tego rozwiązania argumentowali, że osoby bezdzietne "naturalnie obciążają system" oparty na solidarności międzypokoleniowej, ponieważ nie wychowują przyszłych płatników składek. W teorii, wyższe składki miałyby wzmocnić finanse ZUS i być formą partycypacji w utrzymaniu systemu.
Właśnie w tym miejscu pojawia się paradoks, który podważają eksperci. Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków (BEOS) Sejmu wyraźnie wskazało, że zwiększenie składek dla bezdzietnych automatycznie przełożyłoby się na istotne zwiększenie wysokości ich przyszłych emerytur.
Oznacza to, że:
Podsumowując, choć intencją pomysłodawców było wsparcie systemu emerytalnego i demografii, to w obecnym kształcie prawnym polskiego systemu emerytalnego (zasada zdefiniowanej składki), wprowadzenie "bykowego 2.0" w formie zwiększonej składki emerytalnej nie rozwiązałoby długoterminowych problemów systemu, a jedynie przesunęłoby je w przyszłość, obciążając kolejne pokolenia jeszcze wyższymi świadczeniami do wypłaty.
Warto pamiętać, że tzw. "bykowe" nie jest nowym pomysłem. W Polsce funkcjonowało już w czasach PRL-u, ale miało zupełnie inną formę. Był to podatek dochodowy w wyższej kwocie, który musieli płacić bezdzietni mężczyźni, a później także kobiety, najpierw po 21., a następnie po 25. roku życia. W przeciwieństwie do postulowanej obecnie składki emerytalnej, tamten podatek nie był zapisywany na indywidualnych kontach emerytalnych, lecz trafiał bezpośrednio do budżetu państwa. Nie miał zatem żadnego wpływu na wysokość przyszłych emerytur.