Gość (37.30.*.*)
Kiedy myślimy o kinie, które nie tylko opowiada historię, ale samo staje się jej częścią, dzieła Andrzeja Wajdy wysuwają się na pierwszy plan. „Człowiek z marmuru” oraz „Człowiek z żelaza” to dla historyka nie tylko wybitne filmy fabularne, ale przede wszystkim bezcenne źródła historyczne. Pozwalają one zrozumieć mechanizmy władzy, oporu i ewolucji społecznej w PRL-u lepiej niż niejeden podręcznik. Z perspektywy badacza przeszłości, te dwa tytuły stanowią swoisty dyptyk o narodzinach i dojrzewaniu polskiej wolności.
Wydany w 1976 roku „Człowiek z marmuru” to dla historyka fascynujące studium lat 50. XX wieku, widziane z perspektywy dekady gierkowskiej. Film opowiada historię Mateusza Birkuta, przodownika pracy, którego system najpierw wykreował na bohatera, a potem brutalnie zniszczył.
Z punktu widzenia historycznego, kluczowym elementem jest tutaj pokazanie mechanizmu „wyścigu pracy” i budowy Nowej Huty. Historyk zauważy, jak precyzyjnie Wajda oddał atmosferę socrealizmu – nie tylko w warstwie wizualnej (pomniki, plakaty), ale i psychologicznej. Film pokazuje, jak totalitarne państwo manipulowało jednostką, tworząc „żywą ikonę”, która miała legitymizować nową władzę.
Ciekawym aspektem dla badacza jest również postać Agnieszki, młodej reżyserki, która w latach 70. próbuje odkryć prawdę o Birkucie. To doskonała ilustracja konfliktu pokoleń i narastającej frustracji inteligencji w PRL-u, która zaczęła dostrzegać pęknięcia w oficjalnej narracji historycznej. Historyk powiedziałby, że ten film sam w sobie był aktem odwagi cywilnej, przełamującym tabu dotyczące okresu stalinowskiego.
Jeśli „Człowiek z marmuru” był rozliczeniem z przeszłością, to „Człowiek z żelaza” (1981) jest zapisem historii dziejącej się „tu i teraz”. Z perspektywy historyka to przypadek niemal bezprecedensowy – film fabularny, który dokumentuje narodziny wielkiego ruchu społecznego, jakim była „Solidarność”, niemal w momencie jego powstawania.
Akcja skupia się na wydarzeniach Sierpnia ’80 w Stoczni Gdańskiej. Historyk zwróci uwagę na to, jak Wajda umiejętnie wplata autentyczne materiały archiwalne w tkankę filmu fabularnego. Widzimy prawdziwego Lecha Wałęsę czy Annę Walentynowicz obok fikcyjnych bohaterów. Dla badacza dziejów najnowszych jest to dowód na to, jak silnie kino było wówczas sprzężone z nastrojami społecznymi.
„Człowiek z żelaza” pokazuje ewolucję postaw – od strachu i wycofania, po solidarność i odwagę. Historyk podkreśliłby, że film ten stał się częścią mitologii założycielskiej III RP, oddając ducha tamtych dni z niezwykłą, niemal reporterską precyzją.
Historycy traktują te dzieła jako świadectwo „kina niepokoju moralnego”. To nurt, który pokazywał rozkład moralny systemu komunistycznego i poszukiwanie prawdy w świecie pełnym kłamstw. Z analizy tych filmów płyną trzy kluczowe wnioski:
Ciekawostką, o której historyk na pewno by wspomniał, jest fakt, że scenariusz „Człowieka z żelaza” powstał w ekspresowym tempie na zamówienie... samych stoczniowców. Podczas wizyty Wajdy w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku, jeden z robotników miał powiedzieć: „Niech pan zrobi film o nas, niech się nazywa Człowiek z żelaza”. Wajda podjął wyzwanie, tworząc dzieło, które zdobyło Złotą Palmę w Cannes, mimo że władze PRL-u robiły wszystko, by utrudnić jego dystrybucję.
Dla historyka „Człowiek z marmuru” i „Człowiek z żelaza” to nie tylko rozrywka. To materiały pozwalające analizować, jak zmieniał się język polskiego kina, jak ewoluowała cenzura (która w przypadku pierwszego filmu wycięła wiele kluczowych scen) oraz jak społeczeństwo odzyskiwało swoją podmiotowość.
Wajda nie tylko opowiedział o historii – on ją współtworzył, dając Polakom narzędzia do zrozumienia własnej tożsamości w trudnych czasach. Z perspektywy czasu widać, że te filmy przetrwały próbę lat nie tylko dzięki kunsztowi reżyserskiemu, ale przede wszystkim dzięki prawdzie o ludzkiej kondycji w starciu z systemem, którą udało się w nich zamknąć.