Gość (83.4.*.*)
Wielu z nas, przeglądając media społecznościowe czy słuchając debat politycznych, natknęło się na stwierdzenie, że stacja TVN jest sterowana przez „niemiecki kapitał”. To przekonanie, choć całkowicie sprzeczne z faktami rejestrowymi i biznesowymi, trzyma się w polskiej przestrzeni publicznej zaskakująco mocno. Skoro oficjalne dane jasno wskazują na amerykański koncern Warner Bros. Discovery jako właściciela, warto zadać sobie pytanie: skąd bierze się ten uparty mit i dlaczego tak trudno go wykorzenić?
Zanim przejdziemy do psychologii i polityki, przypomnijmy fakty. TVN od lat nie ma nic wspólnego z kapitałem niemieckim. Stacja została założona przez grupę ITI (kapitał polsko-szwajcarski). W 2015 roku kontrolę nad TVN przejął amerykański koncern Scripps Networks Interactive, który z kolei w 2018 roku został wykupiony przez Discovery Inc. Obecnie, po wielkiej fuzji, stacja należy do giganta Warner Bros. Discovery z siedzibą w Nowym Jorku.
W całej tej historii kapitał niemiecki po prostu nie występuje. Skąd więc to zamieszanie?
Jednym z głównych powodów trwania tego mitu jest mylenie TVN z innymi dużymi mediami działającymi w Polsce. W naszym kraju funkcjonuje potężna grupa medialna Ringier Axel Springer Polska (RASP), która jest właścicielem m.in. Onetu, „Faktu” czy „Newsweeka”. RASP to rzeczywiście kapitał polsko-niemiecko-szwajcarski.
Dla przeciętnego odbiorcy, który nie śledzi codziennie zmian na rynku mediów, wszystkie redakcje o profilu liberalnym lub krytycznym wobec konkretnych opcji politycznych zlewają się w jedną całość. Skoro Onet ma niemieckiego właściciela i TVN prezentuje podobną linię redakcyjną, w głowach wielu osób powstaje uproszczenie: „to wszystko jedna, niemiecka grupa”.
Nie da się ukryć, że mit o niemieckim TVN jest niezwykle użytecznym narzędziem politycznym. W polskiej debacie publicznej „karta niemiecka” od lat służy do dyskredytowania przeciwników. Przypisywanie stacji powiązań z Berlinem ma na celu zasugerowanie, że nie reprezentuje ona polskiego interesu narodowego, lecz realizuje obce wytyczne.
W psychologii nazywa się to budowaniem narracji „my kontra oni”. Amerykański właściciel nie pasuje do tej układanki tak dobrze jak niemiecki, ponieważ USA są postrzegane przez większość Polaków jako kluczowy sojusznik militarny. Atakowanie „amerykańskiej stacji” jest politycznie ryzykowne, podczas gdy uderzanie w „niemieckie media” trafia na podatny grunt historycznych uprzedzeń i lęków.
Warto wspomnieć o pewnym szczególe prawnym, który mógł wprowadzać w błąd. Przez lata bezpośrednim właścicielem TVN była spółka Polish Television Holding BV, zarejestrowana w Holandii. Choć Holandia to nie Niemcy, dla osób szukających dowodów na „zagraniczne wpływy”, każda zachodnioeuropejska lokalizacja była wystarczającym pretekstem, by snuć teorie o ukrytym kapitale zza Odry.
Dlaczego ludzie wierzą w to nawet wtedy, gdy widzą logotypy amerykańskich gigantów? Tu wchodzi do gry psychologia, a konkretnie efekt potwierdzenia. Jeśli ktoś jest przekonany, że TVN działa na szkodę kraju, podświadomie szuka informacji, które tę tezę potwierdzą. „Niemiecki kapitał” idealnie pasuje do tej teorii spiskowej.
Dodatkowo, algorytmy mediów społecznościowych zamykają nas w bańkach. Jeśli użytkownik raz polubi post o „niemieckich mediach w Polsce”, system będzie mu podsuwał kolejne treści w tym samym tonie, utwierdzając go w błędzie. W takim środowisku fakty o strukturze akcjonariatu Warner Bros. Discovery przegrywają z emocjonalnym przekazem.
Utrzymywanie mitu o niemieckim kapitale w TVN to nie tylko kwestia pomyłki w papierach. To zjawisko, które:
Podsumowując, mit o niemieckim TVN żyje, bo jest prosty, emocjonalny i politycznie użyteczny. Choć rzeczywistość biznesowa jest czarno-biała (stacja jest amerykańska), to w świecie politycznych gier fakty często schodzą na dalszy plan, ustępując miejsca sprawdzonym socjotechnikom.