Gość (37.30.*.*)
W dzisiejszym, pędzącym na złamanie karku świecie, media społecznościowe stały się cyfrowym odpowiednikiem miejskiego rynku, na którym wieści rozchodzą się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Stwierdzenie, że to właśnie one jako pierwsze wyłapują panujące trendy, jest w dużej mierze prawdziwe, choć wymaga pewnego doprecyzowania. To nie tylko kwestia szybkości przesyłu danych, ale przede wszystkim zmiany sposobu, w jaki jako społeczeństwo konsumujemy i tworzymy kulturę. Jeszcze kilkanaście lat temu trendy były dyktowane „z góry” przez redaktorów pism modowych czy producentów telewizyjnych. Dziś proces ten został całkowicie odwrócony.
Głównym powodem, dla którego social media dominują w wyłapywaniu trendów, jest ich struktura oparta na algorytmach i natychmiastowej interakcji. Platformy takie jak TikTok czy Instagram działają jak gigantyczne laboratoria testowe. Gdy ktoś wrzuci filmik z nowym sposobem parzenia kawy lub nietypowym połączeniem ubrań, algorytm w ciągu kilku godzin potrafi wyświetlić to tysiącom osób o podobnych zainteresowaniach. Jeśli te osoby zareagują pozytywnie, trend wybucha w skali globalnej, zanim tradycyjne media w ogóle zdążą o nim usłyszeć.
Warto zauważyć, że social media nie tylko „wyłapują” trendy, ale często je kreują. Zjawisko to nazywamy demokratyzacją trendów. Każdy użytkownik smartfona ma potencjał, by stać się trendsetterem. To sprawia, że cykl życia mody czy zachowań skrócił się z lat do tygodni, a czasem nawet dni.
Dawniej trend zaczynał się na wybiegach w Paryżu, trafiał do luksusowych butików, potem do sieciówek, a na końcu na ulice. Dziś obserwujemy zjawisko „bubble-up” – trendy rodzą się na ulicach (lub w sypialniach nastolatków nagrywających filmy), a dopiero potem są adaptowane przez wielkie marki i domy mody. Projektanci tacy jak Marc Jacobs czy dom mody Gucci otwarcie przyznają, że czerpią inspiracje z estetyk rodzących się na TikToku, takich jak cottagecore, dark academia czy clean girl aesthetic.
Media społecznościowe są więc pierwszym miejscem, w którym te mikro-trendy stają się widoczne dla szerszego grona odbiorców. Analitycy trendów nie przeglądają już tylko raportów sprzedażowych; oni spędzają godziny na obserwowaniu hashtagów i niszowych społeczności, by przewidzieć, co będzie „hot” w następnym sezonie.
Choć Instagram i TikTok są twarzami nowych trendów, warto wiedzieć, że często nie są one ich pierwszym domem. Bardzo wiele zjawisk ma swój początek w bardziej zamkniętych lub specyficznych społecznościach:
Tu pojawia się pewien haczyk. Choć media społecznościowe najszybciej pokazują to, co jest popularne, nie zawsze odzwierciedlają one rzeczywiste zachowania całego społeczeństwa. Często mamy do czynienia z tzw. „bańką informacyjną”. Algorytm podsuwa nam to, co chcemy widzieć, co może sprawiać wrażenie, że „wszyscy teraz noszą neonowe buty”, podczas gdy w rzeczywistości dotyczy to tylko wąskiej grupy entuzjastów.
Dodatkowo, wiele trendów w social mediach jest sztucznie kreowanych przez działy marketingu (tzw. astroturfing). Marki płacą influencerom za promowanie konkretnych zachowań czy produktów, udając, że jest to oddolny, naturalny ruch. W takim przypadku media społecznościowe nie tyle „wyłapują” trend, co służą jako narzędzie do jego masowej produkcji.
Dzięki temu, że media społecznościowe tak szybko wyłapują trendy, powstał model biznesowy zwany ultra fast fashion. Firmy takie jak Shein czy Temu używają sztucznej inteligencji do skanowania TikToka i Instagrama w poszukiwaniu zyskujących popularność wzorów. Są w stanie zaprojektować, wyprodukować i wystawić do sprzedaży dany produkt w ciągu zaledwie 3 do 7 dni od momentu, gdy stał się on wiralem. To tempo, które jeszcze dekadę temu było technicznie niemożliwe do osiągnięcia.
W stwierdzeniu o pierwszeństwie mediów społecznościowych jest niemal 100% prawdy, jeśli mówimy o szybkości przepływu informacji. Są one najczulszym barometrem nastrojów społecznych i estetycznych. Trzeba jednak pamiętać o filtrze, przez który patrzymy na te dane. Trendy w social mediach bywają efemeryczne – pojawiają się i znikają w mgnieniu oka, często nie zostawiając trwałego śladu w kulturze. Jeśli jednak chcesz wiedzieć, co będzie modne „jutro”, to właśnie ekran smartfona jest miejscem, w którym zobaczysz to jako pierwszy.